Dramat Nawal Marwan rozpoczyna się od obdarzenia uczuciami niewłaściwego mężczyzny. Po zajściu z nim w ciążę zostaje wyklęta, jako ta, która okryła rodzinę hańbą, zadając się z wrogiem. Gdy po latach udaje jej się uciec z kraju opętanego wojnami, zabiera ze sobą dwójkę dzieci i bagaż szczelnie zamkniętych wspomnień. O tej przeszłości niewiele wiedzą, postrzegając matkę jako małomówną, zamkniętą w sobie kobietę, która wiedzie normalne życie. Śmierć Nawal dotknie ich, ale nie tak jak testament, który po sobie zostawi. Nakazuje w nim pochować się bez ubrania, bez trumny, bez płyty nagrobnej. Prosi też dzieci o dostarczenie dwóch listów, adresowanych kolejno do ich brata, o którego istnieniu nie mieli pojęcia, i ich ojca, który miał zginąć na wojnie. Dla bliźniąt będzie oznaczało to podróż do przeszłości.
Wędrując przez ponurą historię zwaśnionych państw Wschodu odkrywają fakty, o których istnieniu woleliby nie wiedzieć. Gdy już zmierzą się z różnicami kulturowymi, przedrą przez niepisane prawo i nieprzyjazną społecznością, po raz drugi przeżyją śmierć matki. W jednej chwili rozpadnie się jej wizerunek, jaki budowali przez lata. Prawda nimi wstrząśnie, a widza wbije w fotel.
Denis Villeneuve stworzył uniwersalną przypowieść (nigdzie nie pada nazwa kraju, choć wzorem był konflikt w Libanie), opartą na schemacie greckiej tragedii. Gdyby film odczytywać dosłownie, byłby przerysowany, nierealny i nie do przyjęcia. Tak jakby w jednej postaci zebrać całe okrucieństwo konfliktów religijnych i wojen domowych i obciążyć ją każdym możliwym nieszczęściem. Patrząc szerzej, jest historią o tożsamości, rodzinie i potrzebie przebaczenia. To misternie wykonane dzieło, gdzie każde zdjęcie (zapierające dech ujęcia spalonej słońcem ziemi), każdy dźwięk (psychodeliczny Radiohead) i spojrzenie (absolutnie rewelacyjna Lubna Azabal jako Nawal) jest przemyślane. Tak samo jak każdy element układanki, który reżyser podsuwa widzowi i pozwala, by to on decydował, kiedy pozna prawdę.
Okrucieństwo i cierpienia wojny ukazane są głównie na płaszczyźnie psychicznej. Zamiast krwi leją się łzy, oprócz budynków walą się ludzkie istnienia, by w gruzach pogrzebać marzenia tysięcy osób. Film wywołuje autentyczny ból, kulimy się, chcemy, by się już skończył, żeby nie musieć patrzeć na przejmującą twarz bohaterki. Wciągające, hipnotyzujące, autentyczne 130 minut bólu.








więcej »




























