Jean- Louis jest poważnym maklerem giełdowym, a jego żona „zajmuje” się domem. No właśnie, „zajmuje się” to za dużo powiedziane, bo Suzanne głównie spędza czas u fryzjera, kosmetyczki, na spotkaniach z przyjaciółkami, na zakupach itp. Ich synowie uczą się w szkole z internatem, więc nawet wychowaniem dzieci nie musi się zajmować. Tak jak większość rodzin z kamienicy, Joubertowie zatrudniają pomoc domową. Jednak pani Joubert zwalnia swoją, gdy ta po śmierci starszej pani Joubert nie pozwala młodszej zmienić wystroju salonu. Gosposia za bardzo obrosła w piórka i musi odejść. Na jej miejsce pojawia się młoda, piękna Maria. Maria, tak jak większość pomocy domowych przyjechała z Hiszpanii i mieszka na 6. piętrze kamienicy.
Życie na szóstym piętrze toczy się zupełnie inaczej, niż na niższych, „burżuazyjnych”. Nie ma tu nadętej etykiety i sztywności. Nie ma też bieżącej wody, ogrzewania i sprawnej toalety. Pomimo tego panuje radość, słychać muzykę i śpiew kobiet. Jean-Louis zagląda tam pewnego dnia i od tej pory widzimy, jak sukcesywnie włącza się w życie radosnych i pełnych życia Hiszpanek. Pomaga im w drobnych naprawach, użycza telefonu, załatwia mieszkanie, podwozi na piknik i – generalnie – spędza z nimi coraz więcej czasu. Ale co najważniejsze, zauważa je i widzi, jak ciężko im się żyje, a pomimo tego jednocześnie jest zauroczony ich życiem. Obserwujemy jak nasz bohater po czterdziestce zmienia się, jak zaczyna dostrzegać piękno dnia codziennego i jak go to cieszy. Nudzi go dotychczasowe życie, tematy, znajomi, ich hipokryzja. O dziwo, w zachowaniu żony również zauważa się zmianę, odrobinę luzu i szaleństwa.
Ciekawostką jest to, że służące zagrały hiszpańskie aktorki, a wśród nich Carmen Maura, którą znamy z filmów Pedro Almodóvara Posród ciemności, Czym sobie na to wszystko zasłużyłam, Prawo pożądania, Kobiety na skraju załamania nerwowego czy Volver (za rolę w tym ostatnim filmie aktorka otrzymała Złotą Palmę w 2006 roku). Reżyser Philippe Le Guay świetnie pokazuje kontrast między francuskim mieszczaństwem a hiszpańskimi służącymi. Film, pomimo kilku przykrych wydarzeń, jest lekki i zabawny.
Narracja jest tak przejrzysta, że widz nie gubi się w wątkach, a wręcz może wczuć się w którąś z żywiołowych postaci hiszpańskich kobiet. Scenografowie, kostiumolodzy i charakterolodzy świetnie wykonali swoją pracę, bo siedząc w kinowym fotelu z łatwością można się przenieść do Francji tamtego okresu. Tym, którzy już film obejrzeli, zapewne udzieliła się wspaniała atmosfera z piękną muzyką Jorge Ariagady i zmuszającymi do tańca starymi francuskimi piosenkami. Akcja nie nuży, nie jest przewidywalna, a zakończenie, choć jest trochę jak z hollywoodzkiego melodramatu, może zaskoczyć. Mnie zaskoczyło i dlatego polecam wybrać się do kina.








więcej »




























