O nagrodach i nominacjach dla twórców filmu słyszy się co jakiś czas co parę miesięcy. Ostatnią informacją o wyróżnieniu dla filmu jest nominacja reżysera obrazu do tegorocznych paszportów polityki. Film jest dla Grega Zglińskiego debiutem fabularnym, choć nie do końca jest to debiut. W 2004 roku nakręcił Całą zimę bez ognia, ale była to produkcja szwajcarsko – belgijska z polskimi akcentami m.in. z grająca w „Wymyku” Gabrielą Muskałą, polskim reżyserem czy autorem zdjęć.
W rodzimym kraju mieszkający wiele lat w Szwajcarii Zgliński był dotąd znany przede wszystkim z reżyserii serialu PitBull czy Londyńczycy. Nagrodami dla Wymyku otworzył sobie z pewnością drzwi do grona najlepszych reżyserów filmowych. Czy zasłużenie? Bez wątpienia Wymyk jest chyba najlepszą polską produkcją wchodzącą do kin tej jesieni. Jeżeli nie najlepszą.
Dominantę scenariusza stanowi zachowanie starszego brata Alfreda wobec młodszego Jerzego, który staje w obronie kobiety zaczepianej przez młodych chłopaków w pociągu. To Jerzy chce jej bronić, czego nie robi nikt z przedziału. Alfred, który w pierwszej scenie jedzie jak oszalały swoim drogim autem i podśmiewa się z wystraszonego brata, nie staje w obronie bitego Jerzego. Mimo że, jak później zauważa zdziwiony policjant, w kieszeni miał kolekcjonerski egzemplarz nienaładowanego pistoletu, którym mógł postraszyć opryszków. Miał jeszcze kilka innych możliwości, z których nie skorzystał. Nie zrobił nic. Na jego oczach grupa wyrostków atakuje jego młodszego i na oko słabszego fizycznie brata. Wystraszył się słów jednego z oprawców: nie wtrącaj się. Tyle wystarczyło. I na pozór Alfreda stawia to w zdecydowanie negatywnym świetle. Ale do tego dochodzą jeszcze inne problemy z życia bohatera i jego rodziny. Przed wypadkiem wdaje się w konflikt z bratem.
Obaj są odpowiedzialni za rodzinny interes, którego nie jest w stanie prowadzić, będący po wylewie ojciec braci. De facto decydującą rolę w firmie, operującą najszybszym w okolicy Internetem, ma Alfred. Sprzeciwia się pomysłom brata dotyczącym nowych technologii, które poznał w USA. Z kolei Jerzy jest zdecydowanie faworyzowany przez rodziców, o co Alfred ma do niego żal. Matka braci nie darzy zbyt wielką sympatią żony Alfreda - Wioli, którą poznał jeszcze jako fryzjerkę. Ojciec ma pretensje do Alfreda, że od kiedy on przejął firmę, to ta przynosi gorsze zyski. Jedyną osobą, której Alfred zawsze broni przed matką, jest Wiola. Poza nią Alfred znajduje w rodzinie mnóstwo powodów do frustracji. I te mogły się w nim odezwać w chwili, kiedy zdecydował się nie bronić brata. Mogły, choć nie musiały, ale co kierowało Alfredem w tamtym momencie, nie zostaje wyjaśnione. Czy chciał krzywdy brata? Czy chciał się zemścić? Czy okazał się po prostu zwykłym tchórzem?
Po wypadku w Alfredzie zostaje wstyd oraz poczucie winy. Kłamie, że bronił brata, przedstawia rodzicom fałszywą wersję wydarzeń. Człowiek zarządzający Internetem nie przewidział, że w dzisiejszych czasach filmik pokazujący zajście w pociągu mógł trafić w ekspresowym tempie do sieci. To go demaskuje w oczach innych. W końcu wszyscy poznają jego prawdziwe oblicze, przed którym on sam się chowa. Bo nie jest wcale tak silny, jak lubił siebie niegdyś przedstawiać. To zupełne zaprzeczenie archetypu męskiego bohatera, który w obronie najbliższych jest w stanie przełożyć honor i odwagę nad własne życie. Główna postać jest bardzo dokładnie analizowana, kamera nie przegapia żadnej możliwości zbliżenia na Więckiewicza, którego pobrużdżona twarz idealnie oddaje uczucia miotające Alfredem – strach, wstyd i poczucie winy. Znamienna jest też scena, w której dzieci Jerzego pytają Alfreda o to, który z braci wygrał z bandytami. Alfred odpowiada, ze brat nie przegrał, bo żyje, mimo że został pobity. Na to dzieci odpowiadają, że skoro Alfred nie został pobity, to on wygrał. Fizycznie faktycznie wygrywa starszy z braci, któremu oprócz siniaka nad łukiem brwiowym, nic się nie stało. Ale czy to jest prawdziwe zwycięstwo?
Widzimy dwie niezwykłe przemiany, które są zresztą najlepszymi rolami w filmie. Zmienia się Alfred (Robert Więckiewicz) i jego żona Wiola (Gabriela Muskała). On poznaje prawdę o samym sobie, o tym, że nie jest
takim człowiekiem, za jakiego sam siebie uważał. W końcu sam przed wypadkiem mówi bratu, że niczego się nie boi. Jak się później okazało – te słowa bardziej pasowały do wyrzuconego z pociągu Jerzego. Żona Alfreda natomiast z potulnej i znoszącej uwagi teściowej żony, staje się silną i umiejącą wziąć sprawy w swoje ręce kobietą. Nie miota się, podejmuje przemyślanie decyzje, żeby ratować to, co zmienił wypadek jej szwagra. Przede wszystkim staje się matką dla jego dzieci, których sama nie ma. Jak jest zasugerowane w jednej ze scen przez samego Alfreda – z jego powodu. Potrafi też stanowczo pokierować swoim życiem, gdy dowiaduje się całej prawy o zajściu w pociągu. Chociaż jej postać też może budzić wątpliwości, bo czy żona nie powinna stać zawsze przy mężu? Nie wiadomo, bo na dobrą sprawę niczego i nikogo nie jest się w stanie ocenić w tym filmie jednoznacznie. I to stanowi jego najmocniejszy punkt. Niewielkim minusem mogą być wątki, które doskonale znamy z wielu innych filmów – konflikt miedzy braćmi, faworyzowanie jednego z nich, kłótnie o rodzinne interesy, konflikt miedzy żoną a teściową – to wszystko już kiedyś było, i to nie raz.
Film należy do tych obrazów, które zostają w pamięci jeszcze na długo po wyjściu z seansu. Wymyk zostawia mnóstwo znaków zapytania, przez co zostawia duże pole do interpretacji. Dla każdego może to być film o czymś zupełnie innym, dla każdego zachowania bohaterów mogą świadczyć o ich dobroci czy złu, mądrości czy głupocie. Opowiada o sytuacjach, w których może znaleźć się każdy, i których nie da się ocenić jednoznacznie. Bo jak pokazuje przykład głównego bohatera – rzeczywiście wiemy o sobie tylko, na ile nas sprawdzono. I swojej reakcji w sytuacjach skrajnych nie da się przewidzieć. Mądry, świetnie zagrany, nietuzinkowy film o ludzkich dylematach, dojrzewaniu, i momentach, które mogą zaważyć na całym życiu.
Wymyk bez wątpienia warto obejrzeć.








więcej »




























