Główna bohaterka, studentka politechniki, postanawia pomóc przyjaciółce w usunięciu niechcianej ciąży. Oglądamy kilka godzin z dnia nielegalnej w ówczesnej Rumunii aborcji. Osadzenie akcji w socjalistycznej rzeczywistości może sprawić, iż film Mungiu wyda się szczególnie bliski polskiemu widzowi pamiętającemu jeszcze czasy PRL. Na uwagę zwraca nie tylko treść obrazu, ale też jego forma. Kamera z ręki lub też długie, statyczne ujęcia czy oszczędne niekiedy oświetlenie na pewno nie ułatwiają odbioru dzieła, ale przyczyniają się do budowy specyficznej atmosfery oraz poczucia autentyzmu. Przedstawiona historia wydaje się bardzo realistyczna, co sprzyja utożsamieniu się widza z bohaterką.
Oglądając „4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni” uczestniczymy niejako w tragedii młodych kobiet, lecz z drugiej strony trudności może sprawić zrozumienie motywów postępowania Otilii. Poniża się ona w imię przyjaźni z dziewczyną, która została zaprezentowana w niezbyt pozytywny sposób – sprawia wrażenie niemądrej i niefrasobliwej. Główna bohaterka, wykorzystana przez mężczyznę przeprowadzającego aborcję oraz rozczarowana przyjaciółką, swój gniew i żal wyładowuje na własnym chłopaku. Niezrozumiałe w pewnym sensie zachowanie Otilii nie wynika jednakże z braku logiki w scenariuszu, ale z chęci jak najwierniejszego odzwierciedlenia rzeczywistości przez twórców. Mungiu wydaje się mówić poprzez swoje dzieło, że przecież tacy właśnie są ludzie – nieprzewidywalni i skomplikowani, a ich działania niekiedy trudne do wytłumaczenia. Film nie ma jednoznacznej wymowy. Można go interpretować na różne sposoby i dostrzec w nim zarówno przekaz anty- jak i proaborcyjny. Ta niejasność, swego rodzaju nierozstrzygalność jest z pewnością jedną z wartości rumuńskiego obrazu.
Reżyser przedstawia historię dwóch studentek w taki sposób, że nie sposób nie odczuwać wobec nich współczucia nawet jeżeli potępia się ich czyny. Wydaje mi się, że „4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni” to jednak głównie dzieło traktujące o komunikacyjnej nieporadności, braku zrozumienia w relacjach międzyludzkich, czego dowodem chociażby rewelacyjna scena rodzinnej kolacji. Sytuacja znana zapewne każdemu z nas, pokazana w autentyczny, a jednocześnie niezwykle wymowny sposób w długim, statycznym ujęciu. Ta scena obrazująca zwykłą przecież chwilę wzbudza zachwyt i nieskrywany podziw dla reżyserskiego kunsztu Mungiu. Jest zarazem kwintesencją filmu, w którym typowość spotyka się z nietuzinkowością, a brutalna rzeczywistość zostaje ubrana w piękną formę.








więcej »




























