Seria komiksów o mutantach Stana Lee, to chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych powieści obrazkowych na świecie. Kiedy została wydana przez firmę Marvel w latach 60tych od razu przyniosła ogrmny sukces. Kolejne setki zeszytów, a także odrębne historie jak:”…Genezy” zdobywały rzesze fanów. Jednak ekranizacje nie miały już takie szczęścia. Dla wielbicieli serii, a także wszystkich znawców komiksu – filmy z trylogii „X-Men” były pozycjami obowiązkowymi. Choć były niedopracowane, infantylne i mało porywające zawsze wywierały uśmiech na twarzach lojalnych widzów. Kiedy przyszedł czas na pierwszą genezę, i to postaci nie tyle ważnej co bardzo udanej na wielkim ekranie („X-Men Geneza: Wolverine”) zdania znowu zostały podzielone. Na szczęście reżyser Matthew Vaughn, który znany jest m.in. z kapitalnego „Kick-Assa” na nowo obudził legendę mutantów, którzy jeszcze raz zawalczyli o swoją niepodległość także w kinach.
„X-Men: Pierwsza Klasa” to odrębne uniwersum, które ukazuje powstanie szkoły Charlesa Xaviera, a także wiele smaczków z przyszłości jego życia i kolejnych adeptów. Cała seria komiksów jest bardzo ciekawa i niezwykle ambitna. Scenariusz przypomina powieści z wydawnictwa DC, a kreską najlepsze lata Lee, czy Kirby’ego. Nie zobaczymy w niej wielu starych przyjaciół, ale dowiemy się m.in. dlaczego Xavier został kaleką? Dlaczego Magneto walczy z najlepszym przyjacielem? Czy Wolverine późno dotarł do akademii? I kim są rodzice Nightcrawlera. Film ukazuje sam początek i szkic tego czym później stała się szkoła Profesora X. Szukając podobnych sobie, Xavier spotyka niezwykle utalentowanego Erika, który jako jeniec w obozie koncentracyjnym szuka zemsty na zabójcy swojej matki (znany potem jako Magneto - posiada polskie korzenie). Razem tworzą specjalną grupę uderzeniową, która pod okiem CIA musi zapobiec wojnie nuklearnej pomiędzy ZSRR, a Stanami Zjednoczonymi. Całemu spiskowi przewodniczy niejaki Sebastian Shaw, oddany gestapowiec i bardzo potężny mutant.
Temat wybrany do film jest tak samo ciekawy, co trudny do ukazania. Jednak zarówno aktorzy jak i sam reżyser dopilnowali, aby widowisko stało na jak najwyższym poziomie. Gra aktorska Fassbendera przechodzi po prostu wszelkie oczekiwania. To jak ewoluuje w nim chęć zemsty, a także jak przeradza się w Magneto jest pokazem sztuki aktorskiej najwyższych lotów. James McAvoy natomiast nadaje prawdziwego, ciepłego (znanego z komiksów) charakteru Xavierowi, który od czasu do czasu lubi zaszaleć i dać komuś w mordę. Kapitalnie również spisuje się Bacon, którego teraz uważam za jeszcze lepszego aktora. Każdy z mutantów jest przedstawiony zupełnie inaczej niż w poprzednich częściach. Spokojnie można powiedzieć, że jest to też zabieg bardzo udany (widać szczególnie w postaci Bestii) i dobrze przemyślany. Całość ma klimat surowy i mroczny, nie brakuje w filmie mordu, krwi czy znęcania się za pomocą nadludzkich możliwości. Wszystko dopieszcza iście epicka ścieżka dźwiękowa i efekty wgniatające w kinowy fotel (scena, w której Magneto wyciąga z oceanu łódź podwodną). Bardzo sympatyczny i zauważalny szczegół to „konkretna” wymiana zdań pomiędzy „Wolverinem” (grany przez Jackmana), a magneto i Xavierem, która rozgrywa się w japońskim barze (nawiązanie do drugiej części „Genezy Logana”). Niestety brak po napisach dodatkowej scenki, prawdopodobnie na rzecz wymienionego wyżej cameo.
„X-Men: First Class” to przede wszystkim bardzo dobry film. Świetnie nakręcony, a także perfekcyjnie zaprojektowany. Wszystko do siebie pasuje, a nawiązania do komiksu fantastycznie oddają cały klimat serii. Ogromną robotę robi także obsada, którą Vaughn dobrał po prostu idealnie. Drugi film superbohaterski w tym roku, a poprzeczka leży hen wysoko.








więcej »

































