„ Mała Syrenka” to bajka mojego dzieciństwa. Pamiętam jak siadałam w salonie babci i domagałam się puszczania bajek Disneya, które rodzice nagrywali mi na kasety video. Podobno na okrągło kazałam sobie włączać „Piotrusia Pana” na zmianę z „Małą Syrenką”. A później sama bawiłam się z babcią „w syrenkę”; rozsypywałam po pokoju jej biżuterię i udawałam się na poszukiwania skarbów, próbując śpiewać tak jak Ariel swoim dziecięcym głosem. Dziś babci już nie ma, nie ma też tamtego salonu i zaczarowanych klejnotów. Lecz zostałam ja i moja słabość do cudownej historii stworzonej przez kontynuatorów dzieła Walta Disneya.
„Mała Syrenka” powstała na kanwie baśni Andersena opowiadającej o syrenie, która pragnęła mieć duszę. Jej babka, wiedźma zmienia jej rybi ogon w nogi, aby mogła udać się na powierzchnię i stać się człowiekiem. Dziewczyna zakochuje się w przystojnym księciu, jednak on wybiera inną. Jedyną możliwością pozostania człowiekiem jest zabicie ukochanego, jednak bohaterka nie jest w stanie tego uczynić, przez co traci szansę na życie wśród ludzi, nie może również wrócić do morza. Historia andersenowskiej syrenki jest piękną, ale smutną opowieścią o niespełnionej miłości. Twórcy „Małej Syrenki” wyciągnęli z tej baśni najlepszą esencję, pomijając tragiczne wątki.
Bohaterką „Małej Syrenki” jest płomiennowłosa Ariel, najmłodsza z córek władcy mórz, króla Trytona. W przeciwieństwie do swoich sióstr nie interesują jej podwodne zabawy, swą ciekawość kieruje raczej w zakazane rejony: świata ludzi, do którego nie ma dostępu. U rozbrykanej dziewczyny ciekawość jest silniejsza niż strach, nie boi się wypływać na powierzchnię ani penetrować zatopionych
statków w poszukiwaniu ludzkich przedmiotów – w rękach Ariel nawet widelec czy fajka są bezcennymi skarbami, tym cenniejszymi, że zupełnie nieznanymi w jej świecie. Z wyłowionych przez siebie przedmiotów syrenka tworzy iście wspaniałą kolekcję bibelotów trzymaną w tajemniczej grocie(jeśli dobrze się przyjrzymy, to wśród skarbów syrenki odnajdziemy także słynny obraz Georga de La Toura, „Maria Magdalena Pokutująca”). W poszukiwaniach Arielce towarzyszy przyjaciel, żółto – niebieska rybka Florek, który nie grzeszy odwagą, ale jest wiernym i sympatycznym towarzyszem.
Ariel ma już dość podmorskiego życia, coraz mocniej ulegając fascynacji światem ludzi i nimi samymi. Chce czegoś więcej – przebywania między nimi, zdobywania wiedzy, tańca. Kiedy w kimś płonie ogień, wystarczy jedna iskra, aby nastąpił wybuch. I ta iskra zapala się w momencie, kiedy syrenka ratuje od utonięcia przystojnego księcia, Eryka. Dziewczyna zakochuje się w nim i już wie, że zrobi wszystko, aby być przy nim.
Oczarowanie Arielki światem ludzi mocno niepokoi jej ojca, Trytona. Król mórz jest nieufny wobec śmiertelników, uważając ich za morderców i niszczycieli morskiego życia. Z kolei morska wiedźma, Urszula, będąca femme fatale tej historii, jest wyjątkowo zainteresowana losem Ariel i może dać dziewczynie to, czego pragnie – ludzkie ciało. Lecz nic za darmo. Syrenka oddaje ośmiornicowatej kreaturze swój piękny głos i zawiera umowę: ma trzy dni na rozkochanie w sobie księcia. Jeśli jej się to uda, pozostanie w ludzkiej formie, lecz jeśli nie, dołączy do ogródka wiedźmy jako zdeformowana, żałosna istotka. Urszula ma „szczwany plan” przejęcia władzy nad oceanem i zdetronizowania Trytona, a w najmłodszej córce króla widzi swojego asa.
Każda z postaci chce osiągnąć swój cel: Ariel zdobyć człowieczeństwo i miłość księcia, książę z kolei pragnie znaleźć tajemniczą nieznajomą, której głos go oczarował, a Urszula nade wszystko pożąda władzy.
Jeśli ktoś powie, że klasyczne bajki Disneya są nudne czy pompatyczne, to będę musiała ostro zaprzeczyć. Doza humoru w „Małej Syrence” jest ogromna i została równo rozdzielona między bohaterów. Każdy z nich ma swoje „momenty”, choć najczęściej bawi nieco pretensjonalny i zadufany, lecz w głębi skorupy dobry krab Sebastian oraz gapowato – świrowaty Pan Mewa. Ta dwójka w asyście naiwnego Florka potrafi naprawdę wywołać chichoty.

O ile Ariel oczarowują miasta i tańczący ludzie, moje oczy rozkochał widok podwodnej krainy, w której wodorosty falują, a wielobarwne rybki tańczą wśród wspaniałych blasków światła docierającego do dna. Królestwo Trytona jest pełne wesołych koncertów morskich stworzeń dyrygowanych przez kraba Sebastiana (czyżby odwołania do słynnego kompozytora Jana Sebastiana Bacha?).
W „Małej Syrence” wodny świat jest najważniejszy, ma to odbicie w muzyce pojawiającej się w filmie, której dźwięki przywodzą na myśl świst wiatru, klekotanie ostryg, szum morza i bulgotanie bąbelków w pianie morskiej. Romantycznej scenie na łódce z udziałem Arielki i jej ukochanego Eryka na pewno pomaga nastrój wyczarowany dzięki harmonii obrazu oraz dźwięku. Jednocześnie muzyka potrafi być niesamowita, momentami groźna i tajemnicza jak ocean nocą.
Czym byłby film o syrenach bez śpiewu? Cudowny, wysoki głos Ariel to zasługa Jodi Benson, której wykonanie „Part Of Your World” jest obok „Kiss The Girl” najpiękniejszą piosenką z filmu. Co ciekawe, „Kiss The Girl” była nominowana do Oscara.
Jako mała dziewczynka, powiedziałabym, że uwielbiam Ariel za odwagę w realizacji marzeń. Łączy nas zamiłowanie do gromadzenia pięknych przedmiotów i dość niesforna postawa w stosunku do życia. I jak prawie każda dziewczynka chciałam być księżniczką. Pod barwną kreską „Małej Syrenki” kryje się wzruszająca historia o miłości i poświęceniu, której nie zmienił ani czas, ani moda i taką ją zapamiętuję.








więcej »




























