Polski dystrybutor zdecydował się na troszkę ryzykowną zagrywkę, nadając filmowi niezbyt związany z oryginalnym tytuł, ale za to - jakże doskonale wpisujący się w aktualny klimat polityczny. Mogło to zaowocować jakimś dodatkowym zamieszaniem medialnym związanym z animacją - patrząc na to, ile wzburzenia wzbudziła pewna reklama piwa - ale też jest to bardzo ryzykowny krok, jeśli promuje się film rodzinny, który raczej powinien tego typu nawiązań unikać. Chyba, że jest to tak obrazoburczy obraz, jak przygody zielonego ogra, który uzasadniłyby takie podejście marketingowe. Niemniej, zmiana oryginalnej intytulacji na "Jak ukraść księżyc" jest tutaj zupełnie niepotrzebna.
Miałem okazję zobaczyć zwiastun filmu dość dawno, zanim jeszcze zadebiutował on na ekranach w Stanach Zjednoczonych. Bardzo skutecznie intrygował, a w połączeniu z ponad 200 mln. dolarów wpływów w kinach amerykańskich spowodował, że film wpadł do kategorii „must see”. Pierwsze sceny animacji pokazują, że warto było na nią poczekać. Kradzież oraz przedstawienie bohatera jako wielkiego złoczyńcy są wciągające i jednocześnie pełne humoru.
Mimo to, mając na uwadze całość tej produkcji, nie udało mi się w nią do końca wciągnąć. Owszem, jest w tym filmie sporo smakowitych kawałków, ale chyba twórcy, próbując stworzyć go nadzwyczaj rozbawiającym, troszkę przesadzili. Przykładowo, żółci pomocnicy głównego bohatera - fakt, są śmieszni, ale czy muszą w dosłownie każdej scenie nam to udowadniać?
Żadnych uwag nie mam natomiast do Vectora, antagonisty głównego bohatera. Zapewne nie jest to tak czytelne dla dzieci, ale chyba nie tylko ja odniosłem wrażenie, że jego fizjonomia oparta jest na jednym z najbogatszych ludzi świata z czasów, kiedy nie zajmował się jeszcze sprzedażą okien. A jego gadżety bardzo przypominają produkty najmodniejszej aktualnie firmy sadowniczej...
Skoro zacząłem od uwag do polskiego dystrybutora, to i na tym zakończę. Wielka szkoda, że z oryginalnego głosu głównego bohatera przeniesiono tylko problem z wymową litery „r”. W wersji angielskiej Gru, którego dubbinguje Steve Carell, mówi ze specyficznym akcentem, który bez trudu rozpozna każdy szanujący się fan dawnych horrorów. Dodaje to tej postaci jeszcze więcej uroku. U nas niestety problem z wymową tylko i wyłącznie irytuje.









więcej »




























