20-05-2010
AAA |
Ocena: 1  0 głosów
Robin Hood recenzja filmu
Najnowszy banita z Sherwood oscyluje pomiędzy „Gladiatorem” a „Braveheartem”. Niestety, moim zdaniem do generała Maximusa trochę jednak Robinowi zabrakło.

materiał promocyjny

Ridley Scott, podobnież jak Michael Bay czy Roland Emmerich, przyzwyczaił nas do pewnego szablonu swojego kina, które mimo specyficznej powtarzalności zazwyczaj się nam podoba. Niestety, wyjeżdżając na wysoki poziom nie tylko reżyserski, ale i emocjonalny „Gladiatora”, Scott obrał naprawdę ciężki cel. Oprócz Hansa Zimmera (Streitenfeld to też rewelacyjny twórca) zatrudnił większość uwielbianej przez siebie ekipy. Wymagania duże, finał troszkę słabszy, lecz całość mimo wszystko bardzo pozytywna.

Przygody angielskiego banity musiały czekać prawie 20 lat, aby znów ktoś postarał się o ich zekranizowanie. Od czasów czarującego Costnera, w rolę telewizyjnych Hoodów wcielił się m.in. syn Seana Connery. W wersji Ridleya Scotta Robin Longstride, zwany dopiero potem jako banita z Sherwood, jest legendarnym, znakomitym i niezwykle odważnym członkiem grupy łuczników. Żołnierze pod dowództwem Ryszarda Lwie Serce, przemierzali Anglię i Ziemię Świętą, by zdobyć niesamowite doświadczenie bojowe. Kiedy król wracał z ostatniej krucjaty, postanowił dowiedzieć się od swoich ludzi uczciwej opinii na temat swoich rządów. W czasie nocnej imprezy, przebiera się za „cywila” i rusza do wnętrza własnej armii. Tam styka się z bójką Małego Johna z Robinem, przypadkowo obrywając prosto w twarz. Zdemaskowany władca prosi naszego bohatera o komentarz na temat swojej osoby oraz władzy. Uczciwy łucznik wypowiada się niezbyt pochlebnie, co kończy się popołudniem w dybach dla niego i całej jego drużyny. Na ich szczęście, Ryszard ginie w czasie oblężenia ostatniej fortecy, co daje szansę na ucieczkę. Robin wraz z ekipą chcą się dostać do pewnego portu, skąd podobno będą mogli uciec do Londynu. Towarzyszące podróży wydarzenia doprowadzają do wielu nieprzyjemnych zdarzeń i bardzo ważnych momentów w życiu Robina. Wszystko nawiązywać będzie do wielkiego kryzysu angielskiego państwa, korzeni Robina Longstride, nawrócenia angielskiego władcy, a także narodzin wielkiej, niezapomnianej legendy.

Nowy Robin Hood jest surowy, odważny, twardy i… brudny - zupełne przeciwieństwo znanego nam do tej pory łucznika. Zamysłem reżysera było bardziej historyczne i realistyczne przedstawienie bohatera wielkiej „leśnej” opowieści. Trzeba przyznać, że to się udało, zaś sam film dzięki charyzmie odmienionego bohatera nabiera zupełnie innego wymiaru. Całość bardzo przypomina  przygody starego, dobrego gladiatora Maximusa. Jednakże produkcja ta nie jest aż tak dobra. Może dlatego, że jej bohater ma troszkę inny wymiar. Fabuła jest ciekawa, ale nie dynamiczna. Momentami dosyć usypia widzów, aczkolwiek twórca nie mógł chyba zrezygnować ze „zwalniających” aspektów. Zarówno sceny batalistyczne, jak i pościgi - czy jakiekolwiek sceny walki - są oczywiście na bardzo wysokim poziomie. Wszystko dopieszcza piękna, epicka muzyka Streitenfelda (który pracował m.in. przy „Ostatnim Samuraju”). Aktorsko nie da się do niczego przyczepić. Stara, mocna ekipa to postaci wysokich lotów. I zarówno aktorzy grający oddział łuczników głównego bohatera, jak i Blanchett czy Von Sydow trzymają świetny poziom. Ridley zadbał również, aby zdjęcia w jego wersji przygód Robin Hooda fantastycznie ukazywały każdy moment przygody.

Inne oblicze bohatera, ukazane w „Robinie Hoodzie”, jest jak najbardziej innowacyjne. To kompletnie inne spojrzenie na znaną, starą legendę, która przecież dała życie wielu innym jemu podobnym postaciom. Ten film to świetna, długa przygoda dla fanów tego gatunku. Bardzo przyjemnie wypełnia nam ponad dwie godziny z życia.

wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Kto chce żyć wiecznie, kiedy miłość musi umrzeć? Pasjonaci kręcenia remake’ów rodem z Hollywood nie oszczędzą nawet szkockiego górala. >>

Piątkowa propozycja festiwalowa obejmowała aż 17 zaskakujących pozycji. Czy ilość szła w parze z jakością? Miłośnicy kina klasy B z całą pewnością odpowiedzą twierdząco. >>

Przedostatni już dzień 15. Festiwalu Filmów Kultowych dobiegł końca. Sobotnia propozycja to przede wszystkim gratka dla miłośników klasycznego horroru amerykańskiego. >>

Wiedeńska scena kulturalna wzbogaciła się o nowy festiwal – LET’S CEE Film Festival. Jego pierwsza edycja rozpoczyna się już 28. maja 2012 r.  >>

Niedziela była ostatnim dniem 15. Festiwalu Filmów Kultowych. >>

Wiele filmów przedstawia historię utraconych nadziei i marzeń, jednak nie każdy z nich zostaje w pamięci na długie lata jak „Requiem dla snu”. Historia przegranej walki z głównym bohaterem filmu – nałogiem, przeraża, ale i wzbudza ciekawość. >>

Czy młoda kobieta miała szanse na odniesienie sukcesu zawodowego, której młodość przypadła na początek XX, czyli okres emancypacji? Film „Coco Chanel” daje odpowiedź na to i wiele innych pytań dotyczących znakomitej projektantki. >>

"Coś się kończy, coś zaczyna..." >>

Czy można odkupić swoje winy, po tym jak przyczyniło się do czyjejś śmierci? Czy poświęcenie wszystkiego, aby uratować inne życia sprawi, że winy zostaną odkupione?  >>

Kiedy cywilizacja niemal w całości przestaje istnieć, nie widać słońca skrytego pod gęstą powłoką chmur a zwierzęta wyginęły, budzą się w ludziach najdziksze instynkty. Jak przetrwać, kiedy każdy może okazać się kanibalem? >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Dom rozkoszy podoba Wam się to jedno z wielu określeń burdeli. Dzięki nowej książce wydawnictwa Bellona można poznać ich dokładną historię. My zaś mamy dla Was trzy książki o tej tematyce, które możecie wygrać w naszym konkursie.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS