Autor: Jacek Zaliwski
29-03-2010
Wystawa stała Muzeum Narodowego w Warszawie recenzja
Zgrzyt w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Wydaje mi się, że przeciętny warszawiak, w czasie swego dorastania zawsze trafia do Muzeum Narodowego. Czy to podczas wycieczki szkolnej, czy z rodzicami w ramach ukulturalnienia się. Muzeum Narodowe w Warszawie czeka na nas zawsze. Od wtorku do niedzieli, jak przyzwoita państwowa instytucja.
„Narodówka” gości zwiedzających – wydawało by się – od zawsze. Chodzili do tego muzeum moi rodzice, w latach 90. ja sam, oraz podczas moich niedawnych wizyt w tym miejscu, okazało się, że nowe pokolenia również się tam pojawiają i wszyscy odwiedzamy dokładnie te same korytarze…
Przykro mi to stwierdzić, ale przynajmniej przez dziesięć lat mojego życia, stała ekspozycja Muzeum Narodowego, przeżywa zastój, na tyle mocny, że nie mogłem odczuć żadnej zmiany ku lepszemu czy gorszemu. Zwiedzając to muzeum, człowiek cofa się w czasie, do PRL-u, czyli do okresu jego powstania jego image.
Zdaję sobie sprawę, że niełatwo jest być dyrektorem takiej
instytucji czy zajmować się muzealnictwem, oraz że w naturze ekspozycji stałej, jest to, że nie zmienia się w sposób zasadniczy, ale możliwe jest, że ludzie dziś starzy, w młodości słyszeli te same skrzypienie drewnianych podłóg w salach i korytarzach, co ja krótki czas temu. Sam fakt, że jako student, mogę doświadczyć tego samego klimatu, co jako uczeń klasy podstawowej, wydaje mi się osobliwy. Co innego tyczy się oświetlenia. Nie mogłem jako młodziak narzekać na oświetlenie, bo miałem zdrowsze oczy. Teraz niestety, podczas oglądania obrazów z XIX wieku, takich jak Luwr w nocy Gierymskiego czy innego dzieła o ciemnych kolorach, nic nie widzę. Lampy zawieszone pod sufitem odbijają się na płaskiej powierzchni zaschniętej farby pokrytej werniksem, uniemożliwiając mi zobaczenie całości obrazu.
Jak na placówkę z laboratorium i dobrym zapleczem naukowym, ciężko w Muzeum Narodowym zdobyć informację dotyczących dzieł. Tabliczki z tytułami obrazów, nazwiskami autorów, są często ściśnięte między eksponatami, a ich przypisanie konkretnemu dziełu często okazywało się trudne. Nie sposób nie wspomnieć o małej szczodrości opisów prac na owych tabliczkach. Niewiele jest w muzeum pdzieł malarskich, które posiadałyby szerszy opis. Oczywiście słynna Bitwa pod Grunwaldem jest jednym z wyjątków, ale inne dzieła z kanonu historii sztuki, takie jak Dziwny ogród Józefa Mehoffera, też powinny mieć bardziej wyczerpującą deskrypcję. To samo tyczy się eksponatów z serii „Interwencje”. Porozrzucane losowo po hollach i salach przedmioty z innych muzeów nie były wyposażone w żadne, nawet istotniejsze wzmianki o ich twórcach czy miejscu pochodzenia (prócz informacji z jakiego muzeum zostały „pożyczone”). Tak oto orientalna rzeźba obok Matejki, mimo że mnie zaciekawiła, nic nie wniosła, bo nic się o niej nie dowiedziałem. Inne „Interwencje” jedynie wprowadzały zamęt – fotografie wiszące obok malarstwa niderlandzkiego, plastikowe krzesło naprzeciw średniowiecznego ołtarza…
Nazwy sal, podobnie jak i opisy malowideł, są mało inwazyjne. Często nie jest się świ
adomym, w jakim pomieszczeniu się aktualnie znajduje. Pisząc te słowa nie jestem nawet pewien jak wyglądają napisy nad drzwiami sal. Oczywiście, można się domyślić jaka „epoka dominuje” w danym pomieszczeniu, ale brakowało mi tytułów nad wrotami każdej z sekcji „inicjujących” mnie, do coraz to innych odcinków historyczno-geograficznych.
Dziwne jest, że eksponaty w tymże muzeum, są ustawiane ciasno obok siebie, podczas gdy wiele sal w tymże budynku są zaplombowane i niedostępne zwiedzającym. W niektórych działach widywałem obrazy poupychane, na schodach prowadzących do zamkniętych drzwi – ślepego zaułka. Jestem pewien, że instytucja posiada wiele dzieł, które można by było wystawić w zapieczętowanych salach po ich otwarciu, a obecne poupychane obok siebie płótna przemieścić, bez wrażenia pustki na ścianach (gorzej z wyblakłymi śladami, jakie po sobie pozostawią, po latach wiszenia w jednym miejscu).
„Narodówka” gości zwiedzających – wydawało by się – od zawsze. Chodzili do tego muzeum moi rodzice, w latach 90. ja sam, oraz podczas moich niedawnych wizyt w tym miejscu, okazało się, że nowe pokolenia również się tam pojawiają i wszyscy odwiedzamy dokładnie te same korytarze…
Przykro mi to stwierdzić, ale przynajmniej przez dziesięć lat mojego życia, stała ekspozycja Muzeum Narodowego, przeżywa zastój, na tyle mocny, że nie mogłem odczuć żadnej zmiany ku lepszemu czy gorszemu. Zwiedzając to muzeum, człowiek cofa się w czasie, do PRL-u, czyli do okresu jego powstania jego image.
Zdaję sobie sprawę, że niełatwo jest być dyrektorem takiej
instytucji czy zajmować się muzealnictwem, oraz że w naturze ekspozycji stałej, jest to, że nie zmienia się w sposób zasadniczy, ale możliwe jest, że ludzie dziś starzy, w młodości słyszeli te same skrzypienie drewnianych podłóg w salach i korytarzach, co ja krótki czas temu. Sam fakt, że jako student, mogę doświadczyć tego samego klimatu, co jako uczeń klasy podstawowej, wydaje mi się osobliwy. Co innego tyczy się oświetlenia. Nie mogłem jako młodziak narzekać na oświetlenie, bo miałem zdrowsze oczy. Teraz niestety, podczas oglądania obrazów z XIX wieku, takich jak Luwr w nocy Gierymskiego czy innego dzieła o ciemnych kolorach, nic nie widzę. Lampy zawieszone pod sufitem odbijają się na płaskiej powierzchni zaschniętej farby pokrytej werniksem, uniemożliwiając mi zobaczenie całości obrazu.Jak na placówkę z laboratorium i dobrym zapleczem naukowym, ciężko w Muzeum Narodowym zdobyć informację dotyczących dzieł. Tabliczki z tytułami obrazów, nazwiskami autorów, są często ściśnięte między eksponatami, a ich przypisanie konkretnemu dziełu często okazywało się trudne. Nie sposób nie wspomnieć o małej szczodrości opisów prac na owych tabliczkach. Niewiele jest w muzeum pdzieł malarskich, które posiadałyby szerszy opis. Oczywiście słynna Bitwa pod Grunwaldem jest jednym z wyjątków, ale inne dzieła z kanonu historii sztuki, takie jak Dziwny ogród Józefa Mehoffera, też powinny mieć bardziej wyczerpującą deskrypcję. To samo tyczy się eksponatów z serii „Interwencje”. Porozrzucane losowo po hollach i salach przedmioty z innych muzeów nie były wyposażone w żadne, nawet istotniejsze wzmianki o ich twórcach czy miejscu pochodzenia (prócz informacji z jakiego muzeum zostały „pożyczone”). Tak oto orientalna rzeźba obok Matejki, mimo że mnie zaciekawiła, nic nie wniosła, bo nic się o niej nie dowiedziałem. Inne „Interwencje” jedynie wprowadzały zamęt – fotografie wiszące obok malarstwa niderlandzkiego, plastikowe krzesło naprzeciw średniowiecznego ołtarza…
Nazwy sal, podobnie jak i opisy malowideł, są mało inwazyjne. Często nie jest się świ
Dziwne jest, że eksponaty w tymże muzeum, są ustawiane ciasno obok siebie, podczas gdy wiele sal w tymże budynku są zaplombowane i niedostępne zwiedzającym. W niektórych działach widywałem obrazy poupychane, na schodach prowadzących do zamkniętych drzwi – ślepego zaułka. Jestem pewien, że instytucja posiada wiele dzieł, które można by było wystawić w zapieczętowanych salach po ich otwarciu, a obecne poupychane obok siebie płótna przemieścić, bez wrażenia pustki na ścianach (gorzej z wyblakłymi śladami, jakie po sobie pozostawią, po latach wiszenia w jednym miejscu).
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

W nocy z 19 na 20 maja rozpoczyna się istna ekspansja dziewięciu muz. Tegoroczna edycja Nocy Muzeów aż kipi od atrakcji. Gdzie warto się udać w Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi, Krakowie oraz Trójmieście? Poniżej przygotowaliśmy dla Was ściągawkę. >>

Wszyscy się kiedyś zestarzejemy – to smutne, ale prawdziwe. A gdyby to przyspieszyć o 30 lat? Taki eksperyment przeprowadzili twórcy wystawy „Ty też będziesz seniorem”, na której można oglądać postarzone wizerunki...celebrytów. >>

„Noc kultury w Lublinie” to: 270 wydarzeń, 3000 współtwórców, 250 artystów ukraińskich, 50 unikalnych projektów polsko-ukraińskich, 10 przestrzeni muzycznych, 8 scen teatralnych, 2 strefy kina i wiele innych atrakcji. >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter























