13-12-2009
AAA |
Ocena: 4.2  5 głosów
Recenzja wystawy: Libera w Zachęcie
"Straszne zabawki". Czy warto pójść na Liberę?

fot. materiały prasowe
Warszawska Zachęta kojarzy mi się z czasami licealnymi. Miałem zwyczaj oglądać tam ciekawe wystawy wideo, takie jak Awangarda, pobudzające wyobraźnię i skłaniające do zastanowienia się instalacje, malowane iluzje, wielkie na całe ściany, nieśmiały, niemal ukryty mikrofilm z wiecznym stanem agonalnym muchy. Zachęta dalej napełnia mnie nostalgią, gdy o niej myślę – ale ostatnio owy przyjemny napływ miłych wspomnień napotyka przeszkodę, bowiem poszedłem obejrzeć wystawę Zbigniewa Libery.

O panu Liberze słyszałem same superlatywy. Od dawna chciałem zobaczyć jego zestawy klocków Lego, przedstawiających obóz koncentracyjny – w końcu wzbudził niemałą sensację na Zachodzie. Pewnie zaskoczy Was fakt, że kiedy już zobaczyłem tę ekspozycję, byłem zawiedziony. Nie zobaczyłem samych słynnych klocków, a jedynie pudełka zaprojektowane do tego zestawu. Szkoda, bo naprawdę liczyłem, że zobaczę te „rzeźbę”. Same pudełka były bardzo dobrze wykonane. Ostemplowane logiem Billundowskiej firmy zestawy można było obejrzeć przez szybę z każdej strony. Fotografia z przodu opakowania przedstawiała jak wygląda całość kompletu, z przeciwnej strony zaś, na pomniejszych fotografiach reklamowano układankę, z charakterystycznymi dla tej marki zabawek przybliżeniami na poszczególne elementy.


Jak już wspomniałem, nie dane mi było obejrzeć tychże klocków (dopiero później dowiedziałem się, że podobno te zestawy są stałą ekspozycją The Jewish Museum w Nowym Yorku), udostępnione zwiedzającemu były jedynie fotografie tego przedmiotu. Po obejrzeniu długiego rzędu zdjęć, doznałem kolejnego zawodu. Na zdjęciu rzutu wieży w rogu kompozycji, a konkretniej na jej dachu widać było dokładnie, że dach nie jest jednoczęściowy, tylko, że został spreparowany. Wzdłuż wysokości dachu ciągnęła się linia w plastiku, wskazująca na użycie noża modelarskiego czy innego ostrego narzędzia. Nie trzeba być detektywem, aby stwierdzić, że Libera by uzyskać taki dach, musiał sam go stworzyć, z posiadanych przez siebie części. Można by pomyśleć, że długo się przepatrywałem zdjęciom, żeby dostrzec ten mankament. Otóż nie, poświęciłem tej części wystawy tylko chwilę (bardziej ciekawiły mnie pudełka).

Linia cięcia z fotografii zburzyła mi „czwarta ścianę”. W jednej chwili rozmyła się iluzja, moim zdaniem bardzo ważna dla tego dzieła. Gdy straciłem wrażenie, że ten zestaw klocków Lego jest prawdziwy, straciłem również zainteresowanie nim.

Sztuce Libery bowiem towarzyszy wrażenie przemieszczenia świata człowieka dorosłego w świat dziecka. Jego ekspozycje o charakterze dziwnych zabawek sprawiają odczucie nieporządku. Zniesmaczyła mnie zabawka marki You can shave the baby (ang. „możesz ogolić lalkę”, zabawki wyglądały jak typowe lalki, z doklejonymi włosami łonowymi i pod pachami), tak samo jak rząd jeszcze nie rozpakowanych laleczek, które miast być puste w środku, miały tam w miarę poprawne wnętrzności...



Podobne odczucia towarzyszyły mi przy serii Urządzenia Korekcyjne, pokazująca miniaturowe łóżeczka porodowe, jak dla kilkuletnich dzieci, oraz Body Master, czyli maszyna z siłowni przystosowana dla małoletnich. To co widziałem przed sobą, spełniało swoją rolę. Odniosłem wrażenie, że stojące naprzeciw mnie obiekty nie mają prawa powstać, a jednak byłem w stanie odtworzyć logikę stojącą za przyczyną ich powstania. „Zabawki”, urządzenia do ćwiczeń oraz łóżeczka, gdyby trafiły na taśmę produkcyjną i na półki sklepowe, miałyby tę samą funkcję przystosowawczą, co karabiny dla chłopców i wózeczki dla dziewczynek. Jakby narzucały wymagania społeczeństwa temu, dla kogo zostały stworzone. Urządzenie do powiększania prącia, z siedziskiem dla dorosłego, jak i dla dziecka, również uczestniczy w skłanianiu w zbiorowym wyobrażeniu idealnego mężczyzny.



Body Master jak i „powiększasz” były wyposażone w instrukcje obsługi (nie obejrzałem ich, nie wiedząc, czy ochrona mnie nie wyrzuci z wystawy – bowiem leżały na tym samym podeście co przedmioty, które opisują), a wokół nich stały reklamy.

Przedmioty codziennego użytku Libery, przemawiałyby do mnie bardziej, gdyby nie pewne szczegóły ich wykonania. Na przykład Body Master sam sobie „rozpraszał iluzję”, przez to, że jego ciężarki były z tektury. Taką samą krzywdę dziełu czyniły rysunki na ścianach wokół Uniwersalnej Wyciągarki Penisa. Ich charakter niedokończonych szkiców „kradł” urządzeniu pozory zejścia z linii produkcyjnej.

Pozostała część wystawy do mnie nie przemawiała. Prezentacje wideo u Libery były niezrozumiałe. Część z nich wydawała się mieć zwyczajny charakter biograficzny. Suchy film, przedstawiający autora opiekującego się niepełnosprawną babcią pozbawiony był komentarza czy nawet muzyki. Opis obrazu na ścianie nieopodal opisywał sytuację powstania taśmy, ale było to za mało, by mnie zachęcić do obejrzenia całości. Inny film wyświetlany był naprzeciw wcześniej wspomnianych łóżeczek ginekologicznych, i nosił tytuł Sposób tresowania dziewczynek. Pokazywał dziewczynkę dostającą do rączek jedzenie, film poruszał się, jakby brakowało w nim klatek, a towarzyszył wizualizacji rytmiczny dźwięk uderzania.

Jego seria fotografii pt. Ktoś inny, i Hermafrodyta, z Liberą w roli głównej były… niepokojące.



Czy polecam pójście na tę wystawę? Ciężko mi na to pytanie odpowiedzieć. Wystawę oceniam jako przeciętną, bywałem na lepszych w Zachęcie. Zdecydowanie łatwiej by mi było ją polecić, gdyby część wystawy, która mi się podobała nie stała obok tej, która moim zdaniem była nieciekawa, nudna czy niesmaczna.

Cena biletów jest stosowna, siedem złotych za bilet ulgowy, a dziesięć za normalny. Czyli jak z czasów, wobec których odczuwam nostalgię. Niestety, nostalgia po tej wystawie może już nie być taka sama. Zbigniew Libera część wspomnień o zabawkach z dzieciństwa, zamienił w lekcję socjologii. Jeśli chcecie zaryzykować, zostanie poddanym takiemu zabiegowi, to droga wolna. Jest jeszcze sporo ekspozycji na tej wystawie, których nie opisałem, może wydadzą się wam ciekawe, np. Pozytywy. Wystawa czynna będzie do 7 lutego 2010 roku. Niekoniecznie polecam, ale zapraszam.

Wystawa: Zbigniew Libera. Prace 1982 - 2002
Gdzie: Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa, pl. Małachowskiego 3
strona www
Kiedy: 1 grudnia 2009 - 7 lutego 2010Małachowskiego 3
00-916 WarsawZah

pl. Małachowskiego 3
00-916 Warsaw

wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
W nocy z 19 na 20 maja rozpoczyna się istna ekspansja dziewięciu muz. Tegoroczna edycja Nocy Muzeów aż kipi od atrakcji. Gdzie warto się udać w Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi, Krakowie oraz Trójmieście? Poniżej przygotowaliśmy dla Was ściągawkę. >>

Wszyscy się kiedyś zestarzejemy – to smutne, ale prawdziwe. A gdyby to przyspieszyć o 30 lat? Taki eksperyment przeprowadzili twórcy wystawy „Ty też będziesz seniorem”, na której można oglądać postarzone wizerunki...celebrytów. >>

„Noc kultury w Lublinie” to: 270 wydarzeń, 3000 współtwórców, 250 artystów ukraińskich, 50 unikalnych projektów polsko-ukraińskich, 10 przestrzeni muzycznych, 8 scen teatralnych, 2 strefy kina i wiele innych atrakcji. >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS