Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla recenzja książki

Każdy z nas na pewno grał kiedyś w skojarzenia. Umówmy się więc, że ja rzucam hasło, a Wy zapisujecie sobie wszystko, co się z nim kojarzy. Ja swoje też zapiszę i potem porównamy. Powiedzmy, że każdy ma trzydzieści sekund. Hasło brzmi: Thomas Mann. Czas, start.

Modernizm, gej, „Śmierć w Wenecji”, „Czarodziejska góra”, literatura realistyczna, „wielkie powieści”, kondycja artysty, dekadentyzm, humanizm.

Podejrzewam, że większości z Was Mann kojarzy się z podobnymi pojęciami. Często podchodzi się do niego z pobłażaniem, bo pisze w nudny i rozwlekły sposób, bo posługuje się anachronicznymi konstrukcjami, itp. Mann postanowił jednak spłatać nam figla i napisać powieść, która każe przyjrzeć się jeszcze raz jego dorobkowi literackiemu z innej perspektywy. „Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla” powinny być bowiem lekturą obowiązkową postmodernistów – to właśnie w tym utworze odnajdą swoje korzenie.

Komputery

Zabawa konwencją literacką, ironia i czarny humor, łączenie elementów powieści łotrzykowskiej z rozbudowanymi dygresjami paleontologiczno-filozoficznymi. To są oczywiste wyznaczniki postmodernizmu, które można odnaleźć w pamiętnikach Feliksa Krulla na pierwszy rzut oka, ale Mann idzie dalej. Opowiada się po stronie formy, pozoru, kostiumu, stylizacji… „Ten przewrotny wierszyk zmierza do zniszczenia wiary w piękno, w formę, posągowość i marzenie, we wszelkie w ogóle zjawisko, które naturalnie, jak samo słowo to nasuwa, jest zjawią i snem jakoby; ale gdzież byłoby życie i jakakolwiek radość, bez której przecież życia nie ma, gdyby przelotne zjawy straciły wszelką wartość, a wraz z nimi stracił wartość i naskórek, pastwisko zmysłów?”. Czyż nie są to zdania, pod którymi z ochotą i uśmiechem na ustach podpisze się każdy intelektualny dziedzic Derridy i Rorty’ego?

Thomas Mann zapełnił również lukę w jednym z moich osobistych rankingów. W kategorii „najbardziej fascynujące postaci literatury powszechnej” Hamlet i Dorian Gray biją wszystkich na głowę. Zawsze jednak brakowało mi trzeciej osoby, żeby uzupełnić podium. Do czasu, gdy z wdziękiem prawdziwego arystokraty, urokiem złotowłosego chłopca i smukłymi, zadbanymi dłońmi, wkroczył na salony Feliks Krull. Człowiek, który zdobi suknie i kocha świat prawdziwie – dlatego też formuje się w istotę dlań miłą. Człowiek, któremu los użyczył daru wzroku – nie każdy go bowiem posiada, talentu do podrabiania podpisów i smykałki do gry aktorskiej.

Przyznam szczerze, że przy całym zachwycie jaki ta powieść we mnie wzbudziła, pojawiały się momenty, w których byłem bliski rozszarpania jej na drobne kawałki ze złości. Uknucia międzynarodowego spisku, mającego na celu zniszczenie wszystkich egzemplarzy tego dzieła, wymazanie go z ludzkiej pamięci. Żyłem bowiem w przekonaniu, że udało mi się stworzyć drobną teoryjkę. Otóż: tylko piękno daje szczęście, zaś wszelkie piękno ma swoje źródło w sztuce. Dlatego też, aby być szczęśliwymi, powinniśmy dążyć do zmienienia naszego życia w sztukę.

Oczywiście, nie jest to nic naprawdę odkrywczego, bo podobną myśl można znaleźć u Wilde’a – chociażby. Niemniej jednak udawało mi się to jakoś wypierać ze świadomości, dopóki nie pojawił się Feliks Krull. Stanowi on tak doskonałe uosobienie owej teoryjki, że z ciężkim sercem i ostatecznie muszę się pozbyć wszelkich praw autorskich do niej.

Dość już żółci w moich słowach! Straszliwym nietaktem byłoby zakończenie mego peanu przesączonym zazdrością akordem. Dlatego dorzucam jeszcze drobną prośbę: jeśli nie czytaliście „Wyznań hochsztaplera Feliksa Krulla”, zróbcie to koniecznie. Nie zmarnuje okazji do nasycenia zmysłów pięknem i czarem pióra Manna – tak lekkiego w pozornej (nomen omen) ociężałości.

Kamil Kuhr

Autor:  Thomas Mann
Tytuł: Wyznania hoschsztaplera Feliksa Krulla
Tytuł oryginalny: Die Bekenntnisse des Hochstaplers Felix Krull
Wydawca: Biblioteka Ludowa
Data wydania: 1987
Kategoria: Literatura piękna
Liczba stron: 384