Człowiek, który gapił się na kozy recenzja książki

„Jeśli znajdziesz się przy murze z poziomo ułożonych cegieł, nie stój pionowo  – mówił zgromadzonym wokół siebie rekrutom Zielonych Beretów – Kiedy jesteś na drzewie, staraj się wyglądać jak drzewo. Na otwartych przestrzeniach zwiń się i udawaj kamień. Między budynkami wyglądaj jak kawałek rurociągu. Jeśli masz przejść wzdłuż białej ściany, przykryj się prześcieradłem. Trzymaj przed sobą kawałek materiału i wtedy idź. Wyobrażaj sobie czerń. To jest właśnie nicość.” Te słowa sprawiły, że zaśmiałam się głośno w tramwaju. Współpasażerowie spojrzeli dziwnie. W tej chwili uznałam, że najbezpieczniej będzie czytać to dzieło w zaciszu własnego domu.

Najkrócej Człowieka, który gapił się na kozy można podsumować chyba w ten sposób: tytuł intryguje, treść bawi, przesłanie niepokoi. O co zatem chodzi?

W 1977 Jim Channon przekonuje Waszyngton do opłacenia badań nad jego nowymi technikami walki, obejmującymi m.in. parapsychologię, telekinezę, niewidzialność (no, raczej pozostawanie niewidocznym, nie mylić z kamuflażem) czy zabijanie wzrokiem. Waszyngton nie tylko nie skierował Channona na badania psychiatryczne, ale zaczął realizować jego pomysł. O ile wpatrywanie się w kozy, torturowanie więźniów piosenkami z „Ulicy Sezamkowej” czy próby przenikania przez ściany mogą wydawać się groteskowe i zabawne, o tyle niektóre skutki planu okazały się tragiczne. Bo nieodpowiedni ludzi na nieodpowiednich stanowiskach mogą zrobić naprawdę wiele złego. Szczególnie jeśli w grę wchodzi ludzkie życie.

laptopy poleasingowe Bielsko Biała

Książkapokazuje Amerykę, jakiej raczej nie chce się znać. USA ma być postrzegane jako supermocarstwo, ale nie takie, które wierzy w supermoce. Próby szerzenia demokracji i zaprowadzenia pokoju nie mają mieć nic wspólnego z kozami, a taktyki walki – z New Age’owymi teoriami. Generałowie mają nie próbować przechodzić przez mury i na pewno nie mają tytułować siebie Wojownikami Jedi. Coś jednak pchnęło Amerykę w objęcia tego absurdu. Desperacja? Głupota? Zaślepienie?

Autor bardzo ciekawie przedstawił coś, co równie dobrze nadawałoby się na pierwsza stronę tabloidu. Jon Jonson, amerykański dziennikarz i publicysta, przez ponad 2 lata zbierał materiały do napisania tej książki, nierzadko balansując na cienkiej granicy szaleństwa. Rozmawiał z wojskowymi i naukowcami, ale tez magami i przeróżnymi dziwakami. Może nie wszystko to, co napisał jest możliwe do udowodnienia, może nie wszystko to jest nawet prawdą, ale jakaś część tej opowieści jest, a już to wystarczy, by budzić przerażenie. Dotarł do osób, które często nigdy wcześniej nie mówiły, jak wyglądają siły specjalne widziane „od kuchni”. To naprawdę solidny reportaż, który czyta się jak niezły kryminał: mamy teorie spiskowe i niewyjaśnione morderstwa, a także zaskakujące zwroty akcji i świadomość ujawnienia ciemnej strony amerykańskiej polityki szerzenia demokracji. Ta świadomość sprawia, że każda lekka i absurdalna historyjka zamienia się w przerażającą historię o aferach, przekrętach, śmiertelnych ofiarach.

„No dobrze – powiedział Pete. – Przed tobą stoi grupa rebeliantów. Jesteś sam. Chcesz, żeby zrezygnowali z ataku. Co robisz?
Powiedziałem, że nie wiem.
Pete odparł, że odpowiedź leży w sferze psychiki, chodzi o posłużenie się estetyką wizualną, by zasugerować wrogowi niechęć do ataku.
– Mógłbyś to wyjaśnić bardziej szczegółowo? – spytałem.
– Dobra. Robisz tak. Chwytasz jednego z nich, wykłuwasz mu oczy, dźgasz go w szyję, krew tryska jak z fontanny – naprawdę mówię ci, jak z fontanny – i kierujesz tę krew na jego kumpli. Wymierzasz mu surową karę na oczach jego kolegów.
– Dobra – powiedziałem.
– Albo atakujesz płuca – ciągnął Pete. – Robisz olbrzymią ranę na klatce piersiowej. Wtedy masz przed sobą faceta, który próbuje za wszelką cenę nabrać powietrza i toczy krwawą pianę. Albo przejeżdżasz mu ostrym nożem po twarzy. Albo coś takiego, to jest bardzo sprytne. Wciskasz mu nóż pod obojczyk. Jak ci się uda, można zedrzeć większość tkanki z tej strony szyi. Oddzielasz mu pień mózgu od reszty karku. To nie wymaga wielu ruchów, jeśli chodzi o mechanikę. – Pete przerwał. – Widzisz, tak to jest – tworzę silny wizualny bodziec psychiczny, który zniechęca innych powstańców do walki.” Nie brzmi poważnie, prawda? I w trakcie czytania nie bierze się tej książki na poważnie. Zabawne historie o gapieniu się na chomiki czy rozrywaniu chmur wzrokiem wciągają, wywołują uśmiech, chichot, często głośny śmiech. Dopiero po przeczytaniu przychodzi refleksja co do tej groteskowej opowiastki. I nagle nie dziwi, że Amerykanie mają napisane na kubkach „Uwaga, gorące”.

Książka sprzyja takiej refleksji bardziej niż film, dlatego polecam Wam przeczytać Człowieka, który gapił się na kozy. Potem można z czystym sumieniem zanosić się śmiechem w kinowej sali.

 

Ola Kwiatkowska

Autor: Jon Ronson
Tytuł: Człowiek, który gapił sie na kozy
Tytuł oryginału: The Men Who Stare at Goats
Wydawca: W.A.B.
Data premiery: luty 2010
Kategoria: reportaż, wspomnienia
Liczba stron: 288
Oprawa: twarda
Cena: 39,90

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*