Beksiński, quo vadis?

Największa kolekcja dzieł artysty znajduje się w jego rodzinnym mieście, Sanoku. Jednakże to w Warszawie Zdzisław Beksiński mieszkał i tworzył od 1977 roku aż do tragicznej śmierci.

 

Jego artystyczną schedę przejął Piotr Dmochowski, który zaproponował Mieście Stołecznego Warszawa, że z chęcią je przekaże. Za darmo, tym samym tworząc mini – galerię dzieł wielkiego artysty. „Mini – galeria” to jednakże za mało powiedziane – kolekcja obejmuje 50 obrazów oraz rysunki. Jednakże miasto…odmówiło przyjęcia dzieł malarza:

laptopy poleasingowe Kraków

Niestety z braku funduszy na utrzymanie kolekcji nie możemy podjąć się takiego zobowiązania.

 

Internet zawrzał po tym wyznaniu, a w sieci pojawiają się prześmiewcze memy, których autorzy złośliwie wytykają przedziwną bądź niekonsekwentną politykę władz stolicy. Standardowo pojawia się przykład innych działań artystycznych, chętnie finansowanych przez miasto: przede wszystkim chodzi kontrowersyjną „Tęczę” Julity Wójcik, chętnie podpalaną i jeszcze chętniej odbudowywaną przez władze miasta. W świetle powyższego przykładu boli brak  środków na stworzenie przestrzeni wystawienniczej dla dzieł znanego polskiego artysty.

 

Pomysł galerii Beksińskiego w stolicy spodobał się wielu Warszawiakom, którzy wystosowali petycję do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Bogdana Zdrojewskiego oraz do Prezydent m.st. Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jednakże bez pozytywnej odpowiedzi. W obecnej sytuacji ekonomicznej, w obliczu licznych zobowiązań nałożonych na samorząd Miasto nie może zagwarantować funduszy na przejęcie kolekcji. Doceniam dorobek Zdzisława Beksińskiego, jak również Pański gest, dzięki któremu Warszawa zyskałaby kolejne ważne miejsce na mapie kulturalnej – napisała Hanna Gronkiewicz – Waltz w liście odmownym do Dmochowskiego.

 

Bezdomność obrazów jednego z najwybitniejszych współczesnych polskich malarzy jest przykra i rozczarowująca, zwłaszcza w świetle niedawnego skandalu związanego z przekazaniem 6 – milionowej  dotacji na Świątynię Opatrzności Bożej w Wilanowie. Pozostaje zadać pytanie o logikę zarządzania funduszami przeznaczonymi na kulturę w stolicy i nierówne traktowanie artystów. Warszawo, czy jesteś nieczuła na sztukę, która kończy się tam, gdzie zaczynają pieniądze?

 

Póki co, z dziełami zgromadzonymi przez marszanda i przyjaciela Zdzisława Beksińskiego można spotkać się tam, gdzie każdy może je obejrzeć za darmo: w Internecie. Jednakże niezmiernie szkoda, że wędrówki po tajemniczym umyśle tego artysty Warszawiacy mogą odbywać jedynie wirtualnie, pozostając w dwóch światach: mrocznych wizji artysty i mrocznych wizji wspierania polskiej sztuki w Polsce, którym niepokojąco blisko do wskoczenia w ramiona prywatnych kolekcjonerów.

Sylwia Włodyga

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*