Orfeusz i Eurydyka – recenzja opery

Historia została osadzona w dzisiejszych realiach. Na scenie widzimy Eurydykę, która nakryła dla dwojga oraz włożyła wieczorową sukienkę. Czeka, nerwowo paląc papierosa. W napięciu podejmuje decyzję. Zaczyna rujnować starannie nakryty stół i chce się zabić. Rozbija kieliszek, podcina sobie żyły. Dopełnia samobójczego gestu zażywając tabletki. Nagle pojawia się Orfeusz, który widząc, że jego ukochana umarła, postanawia ją w jakiś sposób przywrócić do żywych. Jedyną metodą jest…

Tak, jak wspomniałem na samym początku historia została osadzona w dzisiejszych czasach. Widzimy więc na scenie nowoczesne mieszkanie i zwyczajnie ubranych aktorów. Niestety, już w tym momencie pojawia się duży minus tej sztuki, gdyż wszystko rozgrywa się w jednym pomieszczeniu. Poszczególne sceny – pochówek Eurydyki, piekło, niebo, rozpacz Orfeusza i wiele innych, wszystko to pokazane jest na tle pokoju. Oczywiście bardzo ładnie wyglądają efekty świetlne i sztuczki iluzjonistyczne( np. spalenie trumny z Eurydyką), ale to za mało, gdyż zamknięcie wszystkich scen w czterech ścianach strasznie ogranicza sztukę i przez to wydaje się ona minimalistyczna, a zarazem uboga.

laptopy poleasingowe Kraków

Na naganę zasługuje również fabuła opery, gdyż tak naprawdę nie wiemy czemu główna bohaterka postanowiła targnąć na swoje życie. Taki był jej kaprys? Moim zdaniem już łatwiej było uwierzyć w pierwotną wersje Orfeusza i Eurydyki , w której bohaterkę ukosił wąż, gdy ta przechadzała się boso po trawie.

Czas na pochwały, które zgarniają aktorzy. Wojtek Gierlach, Olga Pasiecznik oraz Lenka Máčiková. Pierwsza z wymienionych osób zagrała Orfeusza, druga Eurydykę, a trzecia Amora. Aktorzy zagrali swoje role doskonale. Widać było targające nimi emocje i są oni niewątpliwie mocny punkt sztuki. Prócz nich na scenie pojawiają się tancerki, które swój taniec wykonują perfekcyjne. Chór, który śpiewa pieśni również porusza serce i naprawdę pięknie śpiewa swoje kwestie.

Brawa należą się również osobom odpowiedzialnym za kostiumy. Czerwona sukienka Eurydyki jest niesamowita, barwa jej jest tak ostra, że wydaję się, jakby była iluzją. Strój Orfeusza, mimo że  wygląda, jakby był wzięty z pierwszego lepszego sklepu, prezentuje się o niebo lepiej od tego typu wyrobów. Być może to sprawa światła, a być może materiału, z którego jest on wykonany. Ważne jest jednak to, że efekt robi wrażenie i aż sam chciałbym nosić tego typu koszule i spodnie.

Orfeusz i Eurydyka to dobra opera, ale bez większych fajerwerków. Wspaniała gra aktorska i barwne kostiumy nie są w stanie zniwelować minusów, które dostarcza fabuła oraz skromnie wykonana sceneria. Mimo wszystko warto ją zobaczyć, gdyż jest to nowa wizja Orfeusza i Eurydyki, z którą na pewno warto się zapoznać, aby w przyszłości móc porównywać ją z oryginałem.

Czas trwania: 1 godz. 20 min.
Dyrygent: Łukasz Borowicz
Reżyseria: Mariusz Treliński
Scenografia: Boris Kudlička
Kostiumy: Magdalena Musiał
Choreografia: Tomasz Wygoda
Przygotowanie chóru: Bogdan Gola
Reżyseria oświetlenia: Marc Heinz
Dramaturg: Piotr Gruszczyński
Wideo: Wojtek Puś

Sylwia Włodyga:

Początek spektaklu wyznacza jego charakter. A  że wstęp z siedzącą przy stole Eurydyką dłuży się niezwykle, również niezmiernie długie wydaje się przedstawienie. Pojawiają się jednak momenty zapierające dech, wszystkie one związane są z postacią Eurydyki:  spalenie trumny z jej ciałem, niesamowity, szaleńczy taniec multiplikowanych Eurydyk, obijających się o wnętrze pokoju niczym ciemne ćmy. Jednak najwspanialszym momentem jest wpuszczenie widza do lustrzanego piekła, w którym pojawiają się zwielokrotnione łoża, oświetlone przez pojedyncze świece, otoczone przez piekielne Erynie – Eurydyki wykonujące potępieńczy taniec.

Gdyby ta opera miała być obrazem, byłby to obraz pełen dynamicznych kontrastów: czerwieni sukni Eurydyki, czerni tła, bieli świateł. Jednak dziełu temu brakowałoby świeżości, powietrza. Rytmy powtarzającej się scenerii jednego pokoju sprawiają  wrażenie zamknięcia, braku tlenu. Czułam się wplątana w ten spektakl, jakbym razem z aktorami przemieszczała się między piekłem, a niebem, przekraczałam drzwi, ale wciąż wracałam do tego samego pokoju. To okrutne zamykać widza w szaleństwie dwóch kochanków, którzy tak naprawdę są mu obojętni.

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*