Diablo III Zakon recenzja

Diablo III: Zakon” to pełnoprawna, licencjonowana i oznaczona specjalnym logiem książka, stworzona na zlecenie firmy Blizzard Enertaiment. Jej targetem są przede wszystkim fani, którzy po przygodach odbytych w świecie wirtualnym, będą mogli przeżyć je ponownie w wyobraźni. Jednak tym razem nie wykreują własnego bohatera, ani nie wybiorą klasy. Autor powieści, Nate Kenyon ustalił, że główną postacią historii zostanie Deckard Cain (dobrze znany min. z Diablo 3), ostatni z horadrimów, jedyny żyjący członek legendarnego zakonu.

 Przed laty licząca setki wojowników organizacja pokonała trzech „Najwyższych Złych” w postaci Diablo – Władcę Grocy, Mefista – Władcę Nienawiści i Baala – Władcę Zniszczenia.  Po zwycięstwie ludzie zapomnieli o zakonie, a horadrimowie stali się legendą. Niestety, wykorzystują to siły zła, a szum wiatru donosi, że mrok ponownie chce uderzyć.

sponsoruje nas laurem.pl laptopy poleasingowe Kraków

Deckard Cain wyczuwa nadciągające ból i tragedię, lecz podczas wędrówki z Leą odkrywa, że nie jest jedynym namiestnikiem zakonu. Szuka więc pobratymców, którzy pomogą mu w ostatecznej walce dobra ze złem, w której kluczową rolę odegra Lea – przez wielu uważana za nosicielkę przekleństwa. Kto wygra bitwę, w której zło ma pomocnika w postaci potężnego sanktuarium, a dobro posiada tylko mity i prastare zapiski od horadrimów? Czy zwątpienie, którego pełen jest Deckard, pozwolą mu szczęśliwie zakończyć historię? O tym będzie wiadomo 27 czerwca.

Dzięki uprzejmości Fabryki Słów, polskiego wydawcy książki, miałem okazję zaznajomić się z lekturą „Diablo III: Zakon” jeszcze przed premierą. Publikacja trafiła w dłonie człowieka, który grał w produkcje z serii, ale nie może siebie nazwać jej wielkim fanem.

A książka przyciąga do siebie niczym magnez metal! Od samego początku, aż po prawie 500. stronę opowieści o Deckardzie, ani razu nie ziewnąłem, ani nie czułem znużenia. Nate Kenyon, pisząc swoje dzieło i osadzając je w uniwersum Diablo, wykreował powieść, która trafi poza publikę zaznajomioną z serią. Czytając kolejne strony nie czułem przymusu znajomości fabuł gier. Historia została przystępnie i jasno opisana, w taki sposób, że fani serii znajdą tutaj coś dla siebie, ale również osoby niezaznajomione z uniwersum „Diablo” mają szansę „utonięcia” w opowieści.

Oczywiście zdarza się, że niektóre postacie i wrogowie nie posiadają opisu, m.in. pustynna pszczoła. Jednak w takich przypadkach osoby zaznajomione z grami na pewno przypomną sobie wygląd tego stworzenia ukazany w wirtualnej rzeczywistości, a grono osób niezaznajomione z nimi będzie mogło użyć swojej wyobraźni, wszak po coś ją mamy! Moim zdaniem efekt jest bardzo pozytywny dla obu stron. Zwłaszcza, jeśli nie graliście lub jesteście w trakcie zabawy w „Diablo 3”, to nie napotkacie w książce żadnych spojlerów, które mogłyby popsuć zabawę.

„Diablo III: Zakon” to mnogość krain oraz bohaterów. Podróż Deckarda, mająca na celu odnalezienie tajnych dokumentów zakonu oraz pozyskania sojuszników do walki, jest pretekstem do zaprezentowania wielu interesujących miejsc. Na jego trasie znajdą się miasta, miasteczka i wsie, nie zabraknie też lasów oraz podziemi starych sanktuariów czy też zamczysk. Bywa, że przyjazne lokalizacje przeplatają się z tymi przywołującymi trwogę w sercu…

Różnorodność postaci, a dokładnie ich charakterów sprawia, że nie zawsze wiemy, kto opowie się po stronie bohatera, który jest dosyć złożoną personą. W prologu poznajemy jego dzieciństwo i obserwujemy jak się zmienił w dorosłym życiu. O tym, co ukształtowało jego naturę, dowiadujemy się w snach, gdyż to właśnie w nich Deckard cofa się do przeszłości i odkrywa karty swojej zamglonej historii, która nie należy do najweselszych. To człowiek, który nosi ciężkie brzemię na barkach. Obwinia siebie za grzechy przeszłości, że jako młody chłopiec odmawiał studiowania pism horadrimów udostępnionych mu przez matkę – wyśmiewał je. Jedno jest pewne: fani serii ujrzą Deckarda od zupełnie innej strony.

Nate Kenyon posługuje się w publikacji dosyć zwięzłym i zrozumiałym językiem. To nie wada, że w pozycji brak wysublimowanego słownictwa. Jak przystało na publikację z serii fantastyki, niczym się pod tym względem nie wyróżnia i doskonale wpisuje się w kanon popkulturowy. Autor przypomina o swoim członkostwie w Stowarzyszeniu Pisarzy Horroru i Międzynarodowym Zrzeszenie Twórców Thrillerów, znakomicie budując napięcie.

Mogę przyczepić się jedynie do tego, że kilkukrotnie pisarz posługuje się stereotypami, np. Lea uważana jest za złą osobę, gdyż ma czarne oczy, a Dackard często w dzieciństwie nazywany był „wybrańcem”. Trochę to już oklepane motywy, ale na szczęście tego typu sformułowania są rzadkim zjawiskiem, nie psując ostatecznie pozytywnego odbioru dzieła, które przed ostateczna korektą i łamaniem praktycznie nie zawierało błędów (naliczyłem 3-4 literówki), co rokuje dobrze w przypadku ostatecznej wersji.

„Diablo III: Zakon” to udany mariaż światów gier i książek. Długa, wciągająca, odpowiednio budująca napięcie fabuła przykuwa do stronic na wiele godzin. To doskonała pozycja dla graczy zaznajomionych z serią oraz osób postronnych, które lubią przygody. A do tego, co tu ukrywać, wspaniała opowieść na wakacje.

Nate Kenyon

Diablo III: Zakon

Wydawnictwo Fabryka Słów

Data wydania: 27 czerwca 2012

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*