Dobry człowiek Jezus i łotr Chrystus recenzja książki

Na początku było Słowo. Bóg, który za sprawą Ducha Świętego stworzył w niewinnej, nastoletniej Maryi życie. Historia znana nam od dziecka – brzemienna Maryja z mężem Józefem zmierzają do Betlejem na polecenia Cezara, który zarządził spis ludności. Na miejscu, w żłobie, wśród przeuroczych owieczek, osiołków i krówek, Maryja wydaje na świat Jezusa-Zbawiciela. Na miejsce przybywają trzej królowie niosąc Odkupicielowi cenne dary. Po pewnym czasie, gdy ginie Herod chcący dokonać rzezi wszystkich niemowląt, rodzina Józefa osiedla się w Nazarecie, gdzie Jezus dorasta niosąc wszystkim dobre słowo. Przyjmuje chrzest od Jana Chrzciciela, który wyjawia, że jest on Synem Bożym. Gdy Jan trafia do więzienia, Jezus rozpoczyna nauczanie podparte cudami – wskrzesza umarłych, ozdrawia chorych, wypędza demony, zamienia wodę w wino, chodzi po wodzie czy mnoży chleb. Wybiera przy tym dwunastu uczniów, którym uświadamia sedno istnienia ludzkiego, aby po jego nieuchronnej śmierci głosili przyjście królestwa niebieskiego. Schwytany za rozpowiadanie niewygodnych kazań zostaje skazany na ukrzyżowanie. Po męczeńskiej śmierci umiera na krzyżu, by po trzech dniach zmartwychwstać i ukazać się swoim uczniom. Wiarygodne? Niewiarygodne? W każdym razie oficjalne.

 

Philip Pullman przedstawił inną wersję początku narodzin chrześcijaństwa. Owszem, była w niej Maryja. Był w niej także Józef i Duch Święty, za sprawą którego na świecie pojawił się Jezus. Ale poza Jezusem urodził się również jego brat bliźniak – maleńki, chudy, markotny, biedny Chrystus. Chrystus, będący ukochanym synem Maryi, który dorastając rzucał cytatami świętych tekstów niejednokrotnie ratując Jezusa-rozrabiakę z opresji. Chrystus, który kochał swojego brata miłością bezinteresowną, który chodził za nim i jako obserwator notował jego słowa, by głoszone przez niego nauki zostały zapamiętane na wieki. Piękna, braterska miłość? Niekoniecznie. Chrystus zaczął spiskować z niejakim Aniołem (oczywiście w dobrej wierze!). To za jego namową śledził każdy ruch brata, zwerbował jednego z uczniów, by zdawał mu relacje z poczynań Jezusa i ubarwiał pisany przez siebie Testament, wierząc, że spisuje Prawdę w czystej postaci. Mało tego, to Chrystus, a nie Piotr wyparł się trzykrotnie Jezusa, to on mając dobre intencje wydał go strażnikom i w końcu to on udawał zmartwychwstałego brata. I tak oto, zdaniem angielskiego pisarza, powstał Nowy Testament, oparty na kłamstwie, dopowiedzeniach i ubarwieniach. Testament spisany przez człowieka, który głosił, że Bóg jest głuchy i ślepy.

 

Może i opis brzmi kontrowersyjnie, na pewno zaś intrygująco, ale treść bez formy nie będzie miała siły przebicia nawet gdy złamie wszelkie dostępne sfery sacrum. „Dobry człowiek Jezus i łotr Chrystus” niby łamie pewne tabu, niby zahacza o herezję, ale forma, w jakiej jest podany czytelnikowi powoduje, że nie zasiewa on w odbiorcy żadnego ziarna niepewności. Czytelnik odgórnie wie, że jest to fikcja (niekonieczne jest nawet umieszczenie na okładce słów autora „to tylko opowieść”). Całość językowo przypomina przypowieść, choć i tu nie do końca – wnioski przypowieści są na ogół nieprzewidywalne. Styl jakim posługuje się autor jest charakterystyczny raczej dla bajki, choć językowi daleko mu do plastyczności jej opisu. Mam wrażenie, że Pullman pisząc tę książkę wykreował sobie profil czytelnika niedorozwiniętego, któremu trzeba wszystko prosto wyłożyć, nie bombardować go zbędną wiedzą lecz bez wkładania niepotrzebnego wysiłku pobawić się treścią Pisma Świętego i okrzyknąć powstały tekst mianem kontrowersyjnego. Nie, książka nie jest kontrowersyjna. Uważam, że jest nieudanym efektem próby stworzenia czegoś szokującego, czegoś co z miejsca zostałoby bestsellerem nie schodząc z ust przedstawicieli władz kościelnych. Ale jestem pewna, że o te usta nawet się nie otrze.

 

Całość doskonale podsumowuje notka wydawcy, którą zapowiadana jest książka. Poza tym co zostało ubrane w kilka intrygująco sformułowanych zdań w jej treści zupełnie nic się nie dzieje. Żadnych zwrotów akcji, żadnej wiedzy, żadnego zaskoczenia, nic, co może utkwić w umyśle odbiorcy, nic co pozwoli mu przechować w pamięci tę właśnie pozycję. Lakoniczny język stylizowany na baśnio-przypowieść zabiera przekazowi jakąkolwiek autentyczność. Nawet książki fantasy czy science-fiction, które także odgórnie zaszufladkowane są do kategorii nieprawdziwych pisane są językiem, który przenosi czytelnika w pewien barwny świat (co z tego, że nieautentyczny), w którym rozgrywają się kluczowe wydarzenia. W „Dobrym człowieku Jezusie i łotrze Chrystusie” tego niestety nie ma.

sponsoruje nas laurem.pl Laptopy poleasingowe Kraków

Książkę czyta się naprawdę szybko, choć nie jest to zasługa wciągającej treści lecz dużej czcionki, małej ilości stron i przesadnej liczby rozdziałów, które tną opowieść na pięćdziesiąt cztery części. Książka idealna dla tych, którzy zupełnie nie mają pojęcia co zrobić z trzema godzinami wolnego czasu.

 

Autor: Philip Pullman

Tytuł: Dobry człowiek Jezus i łotr Chrystus

Tytuł oryginalny: The Good Man Jesus and the Scoundrel Christ

Wydawca: Prószyński i S-ka

Data wydania: 4 maja 2010

Ilość stron: 224

Oprawa: Twarda

Cena: 35,00

autorka: Marta Kalinowska

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*