Asura’s Wrath recenzja gry

Asura′s Wrath moją uwagę przykuła już od pierwszych zwiastunów. Jako fan Azji, azjatyckich mitologii, filmów oraz anime wiedziałem od początku, że ten tytuł ma moje nazwisko przypięte do opakowania. Dlatego tak bardzo nalegałem w redakcji żebym sam mógł zająć się oceną tej gry. I był to dla mnie zaszczyt.

 

Ponieważ mija prawie tydzień od premiery miałem okazję już zapoznać się z innymi recenzjami internetowymi. W moim odczuciu niestety nie wszystkie oddają pełny obraz tej gry, a wynika to zapewne ze zbyt typowego podejścia do tej produkcji. Dzieła firmy CyberConnect2 nie można ocenić w żaden prosty sposób. Oczywiście, wciąż oceniamy grę, ale jakże niepospolitą grę, a o ile 2012 w tej kwestii nic nie zmienił gry oceniać należy nie tylko jako zabawę, ale także krytycznie, jak produkcję kinową, lub spektakl teatralny. Ocenie podlegają również walory artystyczne, estetyczne czy narracyjne, a tu Gniew Asury ma szersze pole do popisu.

 

Jako pierwsze skreśliłbym wszystkie porównania do God of War. Sam fakt, że bohaterem gry jest pół-bóg czerpiący swoją siłę z pierwiastka Gniewu to trochę mało moim zdaniem. God of War jest produkcją amerykańską, Asura′s Wrath japońską. God of War porusza mitologię grecką, Asura′s Wrath hinduską i buddyjską. Różnica jest taka sama jak między RPG (np. Baldur′s Gate), a jRPG (np. Final Fantasy) – niby to samo, ale kompletnie coś innego. Nawet gdyby się na siłę uprzeć, że rozgrywka w Gniewie Asury przypomina tą z Boga Wojny to jednak God of War nie jest pierwszą grą w historii, która taką mechanikę stosowała. To zbyt banalne porównanie bym mógł się z nim zgodzić, tym bardziej, iż Asura inspirowany jest zupełnie innymi postaciami niż Kratos… (ale o tym za chwilę).

 

A skoro już mówimy o mitologii to może nieco więcej o narracji w tym tytule? Asura jest pół-bogiem i jednym z 8 wielkich Strażników-Generałów, służących Niebańskiemu Cesarzowi Stradze. Pół-bogowie toczą wielotysiącletnią wojnę z nieczystymi bestiami, zwanymi Gohma. Pół-bogowie nieustannie odnoszą straty, a Gohma nawet jeśli poniosą druzgocącą porażkę, to tylko znikają na kilkaset lat, po czym cykl się powtarza. W czasie jednego z takich zwycięstw wielkim męstwem wykazał się Generał Asura. Jednak po powrocie z bitwy zamiast stać się bohaterem zostaje kozłem ofiarnym w spisku, w który wmieszani są wszyscy Generałowie. Jego córka porwana, jego żona zamordowana, on sam okrzyknięty zdrajcą i zabity. Teraz powraca z piekła, budzi się na planecie Gaea (Ziemia) po 12,000 lat… i zaczyna się gniewać.

 

Ta produkcja zawiera w sobie co najmniej dwie charakterystyczne cechy, które ją wyróżniają od innych gier. Po pierwsze odwołuje się do rzadko eksploatowanych w grach mitologii Wschodu i łączy je z różnymi innymi konwencjami, np. science-fiction. To samo w sobie przypomina już opowieść rodem jak z japońskiej fantastyki. I nie jest to wrażenie mylne, ponieważ dodatkowo wzmacnia je druga cecha, najbardziej istotna gdy mówimy o Gniewie Asury – stylizacja na anime. W tym kryje się cała nowatorskość i moc gry.

 

Styl anime widoczny jest na każdym kroku, od grafiki zaczynając, idąc przez mechanikę, a kończąc na budowie fabularnej. Jeśli idzie o to ostatnie to owa produkcja podchodzi do tej kwestii w sposób bardzo innowacyjny i chwała jej za to. Poszczególne etapy Gniewu Asury podzielone są na osobne części, a podział ów łudząco przypomina ten znany z japońskich seriali animowanych. W anime fabuła serii przeważnie dzieli się na tzw. arci (lub inaczej sezony, albo sagi), a każdy arc ma określoną liczbę odcinków. W Asura′s Wrath jest identycznie, z tą różnicą, że arc zwany jest „part” a odcinki to „epizody”. Każdy epizod zaczyna się zawsze nawiązaniem do poprzedniego i krótkimi napisami, a kończy tekstem „to be continued…” i zajawką następnego. Dodatkowo 6 epizodów tworzy właśnie jeden part, a każdy part jest odpowiednio oznaczony i zakończony jest dłuższymi napisami. To może brzmieć skomplikowanie, jednak jeśli ktoś z Was śledzi teraz jakieś anime, np. Bleach czy One Piece to z pewnością wie co mam na myśli. Każdy epizod posiada nawet przerywniki mniej więcej w połowie! Brakuje chyba tylko, żeby na początku każdego epizodu czytano listę sponsorów. Gra stylizowana na odcinki anime to doprawdy coś świeżego i bardzo ciekawego.

 

Mechanika gry może nie przypaść do gustu tradycyjnym graczom. Mało tutaj kontroli nad Asurą, ponieważ nad rozgrywką dominuje story oraz cutscenki. Pełną władzę nad postacią będziemy uzyskiwali na krótko i to w dosyć powtarzalnych sekwencjach. Co prawda są one udziwniane na różne sposoby, ale schemat jest ten sam: musimy przeżyć do momentu, aż nie uzbieramy podczas walki odpowiednio dużo gniewu, by go nagle uwolnić i zniszczyć doszczętnie przeciwnika.

 

Choć jak mówiłem dominują cutscenki, nie będziemy się im biernie przyglądać. Sporo tutaj bowiem quick time eventów. Niestety, QTE pojawiają się bez ostrzeżenia i czasami trudno jest je przewidzieć. Mimo to na poziomach Easy i Normal za błędy w QTE nie jesteśmy jakoś specjalnie karani, także wymagający gracze od razu powinni wybierać poziom Hard. Quick time eventy nie tylko znajdują się w cutscenkach, ale również w specjalnych, widowiskowych sekwencjach walki, szczególnie gdy dajemy upust złości Asury.

 

Graficznie tytuł także może budzić pewne kontrowersje wśród graczy. Ja natomiast będę bronił oprawy technicznej, gdyż trzeba tu zwrócić uwagę na coś niezwykle istotnego. Silnik nie dorównuje być może nowszym produkcjom, aczkolwiek to wciąż solidny Unreal Engine 3, na którym śmigał ostatnio jeszcze genialny Batman: Arkham City. Z grafiką jest taka sprawa, że wygląda ona jak wygląda nie dlatego, że twórcy nie mieli lepszego sprzętu, ale dlatego, że jest ona celowo zrobiona właśnie w taki sposób. Ona miała być nierealna i miała być kanciata. Krytykować to to tak jakby zapytać reżysera „Artysty” (nomen omen filmu, który otrzymał najwięcej Oscarów) czemu nie nakręcił swego dzieła w kolorze. Decyzje wizualne podjęte przy obu tych produkcjach były tak samo celowe i świadome.

 

I tu znowu należy zaznaczyć, że wszystkie te zabiegi po to by upodobnić grę do serialu anime. Postacie mają nieproporcjonalne ciała i wyraźnie podkreślone wszystkie mięśnie. Ich budowa odzwierciedla ich indywidualny styl oraz charakter, np. smukłe postacie są spokojne i opanowane, ale postacie o groteskowych rysach są aroganckie, agresywne lub komediowe. To przy okazji pokazuje, iż postacie są tu stypizowane zupełnie jak te w anime. Cała oprawa wizualna stara się podkreślić podobieństwo postaci z gry do bohaterów takich serii jak chociażby Dragon Ball Z (przy czym mam na myśli podobieństwo fizyki i budowy ciał, a nie dosłowne). Nie powinny też nikogo dziwić, ani odstraszać dziwne sytuacje jak np. walki bohaterów w kosmosie, niekończące się pokłady gniewu Asury pozwalające mu odepchnąć przeciwnika 300 razy większego od siebie, bądź niezwykła witalność protagonisty nawet mimo licznych obrażeń jakich doznał. Nadludzka siła i zaginanie praw fizyki są wszakże zupełnie naturalne dla shonenów (popularny gatunek anime). Tak więc z której strony by nie spojrzeć Asura′s Wrath inspirację czerpie pełnymi garściami z obyczajów anime (ja sam myślę, iż spostrzegłem w niej kilka odwołań do takich klasycznych serii jak Hokuto no Ken czy Dragon Ball).

 

Upodabnianie tej gry do serialu jest jak najbardziej zrozumiałe jeśli wziąć pod uwagę, że developer CyberConnect2 do tej pory zajmował się głównie grami z serii Naruto i .hack//. Aczkolwiek w tym właśnie tkwi główny problem Asura′s Wrath. Bardzo trudno wystawić tej produkcji jednoznaczną ocenę. To gra bardzo specyficzna i tworzona z myślą o określonej grupie odbiorców, z czego wywiązuje się świetnie. Dlatego zdecydowałem się wyjątkowo wystawić jej aż dwie noty,

Pierwsza ocena jest dla wszystkich, a szczególnie dla przeciętnych graczy, którzy po prostu szukają wciągających tytułów. W Asura′s Wrath będziecie bawić się na pewno dobrze i myślę, że nie będziecie żałować poświęconego dla niej czasu. Niestety, brak multiplayera i nastawienie gry na opowiadanie może sprawić, iż będzie to dla Was jednorazowe doświadczenie. Ci którzy szukają również dużej dawki akcji mogą poczuć mały niedosyt, bo gra w połowie składa się z Quick Time Eventów. Dzięki temu jednak miłośnicy dobrej fabuły będą mieli na co popatrzeć – fabuła (jak i sposób jej przedstawiania) jest intrygująca, mocna i bardzo klarowna, choć dla osób nie wykazujących zainteresowania Dalekim Wschodem w końcowym rozliczeniu nie wszystkie wątki mogą być zrozumiałe. Dzieło Capcomu zasługuje na solidną ocenę, ale dla „zwykłych” graczy z pewnością nie będzie to pozycja pierwszej potrzeby, tym bardziej, iż wokoło Mass Effect 3 i Syndicate.

 

Staram się zachować trzeźwy umysł przy wystawianiu tych ocen, a to nie jest wcale łatwe tym bardziej, że sam sytuuje się w drugiej grupie… w grupie osób absolutnie zafascynowanych Asura′s Wrath! Nie ma co owijać w bawełnę, ta gra stworzona została dla pasjonatów kultury Orientu! I ci z Was, którzy zaliczają się do tej grupy zapewne skorzystają, jak ja, z możliwości zmiany głosów na japońskie (przy zachowaniu angielskich napisów rzecz jasna). Ci, którzy interesują się azjatyckimi legendami; ci, którzy nałogowo oglądają anime, szczególnie shoneny; otaku (nie będę tłumaczył, bo wtajemniczeni wiedzą o czym mowa); fani innych typowo japońskich produkcji takich jak Okami na PS2 (swoją drogą również autorstwa Capcom) to jest gra dla Was! Stylizacja opowieści na anime, fantastyczny świat, nierealne sytuacje i wysokooktanowa nawalanka na gołe klaty rodem wzięta z takich serii jak Dragon Ball Z, Fist of the North Star czy One Piece. Same te cechy powinny już wzbudzić wśród miłośników japońskiej animacji ducha walki.

 

Lecz nie tylko to zasługuje na pochwałę. Rozgrywka sama w sobie zapewne wyda się wielu graczom średnia, aczkolwiek pozostałe elementy Gniew Asury wyłamują się z dotychczasowych schematów. Mamy świeży pomysł i bardzo oryginalne wykonanie. Asura′s Wrath to dzieło jedyne w swoim rodzaju na dzisiejszym rynku, unikatowe doświadczenie estetyczne, artystyczne i narracyjne. To produkcja tak charakterystyczna, że nawet jeśli przejdziecie ją dość szybko to raczej wątpię byście prędko mogli o niej zapomnieć. Za to wszystko należy oddać pełen honor Asurze.

autor: Jacek Molecnki

Ocena dla wszystkich: 7/10

Ocena dla pasjonatów Orientu: 8,5/10

 

Plusy:

+ Fabuła

+ Stylizacja na anime

+ Dynamiczna gra akcji

+ Artystyczna Grafika

+ Dobry dźwięk i klimatyczna muzyka

+ Możliwość wyboru japońskich głosów

+ Unikatowe dzieło

 

Minusy:

– Dość krótka

– Brak multi i co-op

– Powtarzalny schemat walki

– Zdecydowanie specyficzne grono odbiorców

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*