Wampir z M-3 recenzja

W przerwie pomiędzy kolejnymi ciężkimi i czasem nieprzyjemnymi lekturami, warto odreagować czytając coś lekkiego i mniej poważnego. Tylko za co się zabrać? Przecież tyle jest tego na rynku… A ja Wam powiem! Nie będę ukrywał, że mimo wyrobionej przez lata awersji do wampirzego rodu znalazłem kompana, z którym możemy się wspólnie z tego pośmiać. W końcu ktoś, kogo biorę za osobę zacną i słuszną w swoim fachu, zauważył coś, o czym ja trąbię od prawie dekady: Wampiry ssą! Wynajem laptopów

Mamy PRL. Wesoły okres, który z lubością wspominają nasi rodzice. Nie dla tego, że było wtedy „fajnie”, ale wtedy byli młodzi i wszystko czekało na odkrycie. Choć było do kawałek czasu temu, Limahla pamiętam całkiem nieźle, kiedy śpiewał o niekończącej się opowieści. Byłem małym knypem co prawda, ale coś pamiętam. Tak na oko nastoletnia, nieszczęśliwie zakochana uczennica postanowiła wyprawić się na drugą stronę, co skończyło się jedynie sponiewieraniem dobrego samopoczucia rodziny. A to z poszarpanego poczucia własnej wartości. O miłość poszło! Szkolną, mało rozwiniętą, niezbyt intensywną i w sumie wygodnicką, ale miłość. Tyle, że bohaterka… budzi się nagle zamknięta w trumnie. Jakiś głupi dowcip? Nie! Kilka miesięcy po swojej śmierci okazuje się, że żałobne żale były przedwczesne. Córka wraca do domu, ale… szybko zostaje rozpoznana jako córka Drakuli, siostrzenica Lestata, kochanka Blade’a, kumpela Edwarda i  zostaje potraktowana ze śrutówki. Szczęście, że komunistyczna rodzinka nie miała w domu krucyfiksów, bo by „nietoperzyca” mogła nie uciec. Na szczęście nastolatka w PRL-owskiej Warszawie nie jest jedynym stworem ciemności. Odnajdują ją jej bracia, którzy pomogą jej znaleźć się w nowej sytuacji.

Andrzej Pilipiuk jest jednym z płodniejszych żyjących współczesnych pisarzy. Cieszący się całkiem przyzwoitą sławą wydał od metra kontynuacji przygód Pana Samochodzika, prześwietny cykl o Jakubie Wędrowyczu, cykl Oko Jelenia… sporo. Zliczyć nie da się łatwo, a i ogarnąć wszystko na raz trudno. Nie udało mi się na razie przeczytać  całego zbioru, a szkoda, ale wciąż się staram. Przyzwyczajeni do lekkiego i wesołego pisarstwa będą zadowoleni. Humoru jest ci tu dostatek. Jeśli jeszcze siedzą w temacie współczesnej popkultury i obserwują,  czym rynek karmi mroczne małolaty, to tylko śmiać się – nie umierać. Przydałoby się jeszcze sporo wiedzy o życiu w PRL-u, co dla większości moich rówieśników może być problematyczne, ale można np. tę książkę z rodzicami poczytać i popytać się o wyjaśnienie… A właśnie! A może jest to sposób, by kochanym rodzicom dobrej literatury nieco podrzucić, by odeszli od TV i smętnego wypoczynku po pracy?

Powieść niestety nie jest pozbawiona wad. Wydaje się pisana spontanicznie, dlatego sprawia wrażenie nie do końca przemyślanej. Bohaterów też jakoś ciężko polubić i rozróżnić, bo są dość płascy. Ale wiecie co? Nieważne! Poszukuję prostej lektury, w której myślenie można wyłączyć. Najlepiej książkę czyta się stojąc w kolejce na Poczcie. Jadąc w zapchanym podmiejskim. Nieźle spisuje się jeszcze przy talerzu w barze mlecznym. I mimo banalności fabuły i gromadki nieumarłych, którzy mają w sobie tyle witalności co żywi, to właśnie ciągłe naśmiewanie się z paradoksów PRL-u i wampirzych romansideł stanowi istotę tej lektury. Nie-życie upiorów homo sapiens  ma więcej wad niż zalet. No, bo proszę was, chcemy upolować sobie jakieś tanie jedzonko na mieście i co? Opłacałoby się jakiegoś zbira. Nie dość, że jest to metoda na głoda, to i czyn to dobry społecznie. Ale nie! Krew takiego jest zanieczyszczona, a co za tym idzie – niesmaczna. Najlepiej jakąś młodą niewiastę, sportsmenkę. Uczesać się nie można, bo w odbiciu nas nie ma. W kościele przed deszczem skryć się nie można – zatrzymuje nas niewidzialna ściana, czemu? Bo jesteśmy potępieni. Ale wilkołakom można! Wilkołaki nie są potępione,  w końcu katechizm ani Biblia nie mówią, że nie można zamieniać się w zwierzę. A w scence, kiedy pan Hrabia prał w ultra trzęsącej się pralce swoją pelerynkę… to szczerze mu współczułem (mając akurat za ścianą popis perkusyjnych umiejętności wydawanej przez NAZWA FIRMY UTAJNIONA).

Wampir z M-3” to wspaniała parodia na obecną wampirzą, pseudo – romantyczną modę. Oraz świetne przypomnienie i lekcja o PRL-u. Lekki język i nieskomplikowana fabuła w pełni pozwalają cieszyć się tym, co nam serwuje Pilipiuk. A patrząc na to, co dzieje się z cenami cukru na półkach wiele lat po premierze „Elektronicznego Mordercy”, to można potraktować  tę historię jako kolorowy, bardzo smaczny słodycz.

Sposnoruje nas AMSO Rent wynajem komputerów, a autorem tekstu jest Kamil Mirkowicz.

Autor: Andrzej Pilipiuk
Tytuł: Wampir z M-3
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 14 stycznia 2011
Gatunek: powieść
Liczba stron: 330
Oprawa: miękka
Cena: 33,-

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*