Franz Kafka: Proces

Pierwszy raz spróbowałem się z Kafką już na początku gimnazjum – była to jednak próba nieudana. Podobnie jak dwie kolejne. Dopiero w te wakacje udało mi się przeczytać „Proces” – na szczęście jeszcze przed omawianiem  go w szkole.

Kafka jest autorem niezwykłym i jest to bodaj najlepsze określenie na jego pisarstwo. Trzeba przywyknąć do jego suchych, prostych, można by nawet napisać ostentacyjnie nieatrakcyjnych zdań. Jednak, jeśli uda nam się przeniknąć do jego świata (nie mówię zadomowić, bo nie jest to miejsce zbyt wygodne i przyjazne), to odczujemy coś, co Bergman określił kiedyś mianem ′le plaisir du pessimisme′. Kafka nie jest jedynym autorem, który dostarcza tego typu wrażeń, ale bezkompromisowość jego pesymizmu jest wręcz druzgocząca.

Kafka formułuje w „Procesie” pytanie podstawowe dla swojej twórczości, na które zwraca się uwagę bardzo rzadko (ja sam zwróciłem na nie uwagę dzięki fascynującemu esejowi „Wstyd i fałsz” Małgorzaty Bogaczyk). Brzmi ono: czy warto się buntować? „Proces” jest również jednoznaczną na nie odpowiedzią – nie. Ponieważ wstyd, fałsz, poniżenie, samotność zawsze zwyciężą. Człowiek stoi na przegranej pozycji, więc bunt jest pozbawiony sensu. Jedynym rozwiązaniem jest rezygnacja z walki, bierne poddanie się. Kafka idzie w swoim fatalizmie jeszcze kilka kroków dalej niż rosyjscy myśliciele i autorzy (a niewiele jest chyba dusz przesączonych większą rezygnacją i pesymizmem).

Jest znakomity fragment „Rozmów z Kafką” Janoucha, który jest tego doskonałym potwierdzeniem. Autor „Procesu” porównuje w nim ludzi do czepiających się raf koralowców i mówi: „Czy wypada protestować przeciw morzu, że powołuje do życia tak niedoskonałe twory?” – jest to zdanie, które można uznać za credo twórczości Kafki. Pogódźmy się z życiem, zaakceptujmy je.

To, co we mnie budzi poważne wątpliwości to rezygnacja, jaką podszyte jest to przekonanie. Do akceptacji (samego siebie, innych, rzeczywistości) należy dążyć – tutaj zgadzam się z Kafką. Niemniej jednak ja widzę to jako proces polegający na przepracowywaniu tego, co nas boli czy zawstydza; stawianiu temu czoła. Bunt zaś jest nieodłącznym tego elementem, bo nawet jeśli na końcu okaże się, że przegraliśmy, to przynajmniej próbować.

Zapewne nie uda się uwolnić się od dręczącego uczucia wstydu i samotności, nie uda się porozumieć, ale ciągle na nowo podejmowany wysiłek pozwoli nam uniknąć całkowitej izolacji. Doświadczymy choćby chwilowego uczucia wspólnoty. Czegoś, co Zofia Nałkowska nazywała „dreszczami porozumienia”.Pierwszy raz spróbowałem się z Kafką już na początku gimnazjum – była to jednak próba nieudana. Podobnie jak dwie kolejne. Dopiero w te wakacje udało mi się przeczytać „Proces” – na szczęście jeszcze przed omawianiem  go w szkole.

Kafka jest autorem niezwykłym i jest to bodaj najlepsze określenie na jego pisarstwo. Trzeba przywyknąć do jego suchych, prostych, można by nawet napisać ostentacyjnie nieatrakcyjnych zdań. Jednak, jeśli uda nam się przeniknąć do jego świata (nie mówię zadomowić, bo nie jest to miejsce zbyt wygodne i przyjazne), to odczujemy coś, co Bergman określił kiedyś mianem ′le plaisir du pessimisme′. Kafka nie jest jedynym autorem, który dostarcza tego typu wrażeń, ale bezkompromisowość jego pesymizmu jest wręcz druzgocząca.

Kafka formułuje w „Procesie” pytanie podstawowe dla swojej twórczości, na które zwraca się uwagę bardzo rzadko (ja sam zwróciłem na nie uwagę dzięki fascynującemu esejowi „Wstyd i fałsz” Małgorzaty Bogaczyk). Brzmi ono: czy warto się buntować? „Proces” jest również jednoznaczną na nie odpowiedzią – nie. Ponieważ wstyd, fałsz, poniżenie, samotność zawsze zwyciężą. Człowiek stoi na przegranej pozycji, więc bunt jest pozbawiony sensu. Jedynym rozwiązaniem jest rezygnacja z walki, bierne poddanie się. Kafka idzie w swoim fatalizmie jeszcze kilka kroków dalej niż rosyjscy myśliciele i autorzy (a niewiele jest chyba dusz przesączonych większą rezygnacją i pesymizmem).

Jest znakomity fragment „Rozmów z Kafką” Janoucha, który jest tego doskonałym potwierdzeniem. Autor „Procesu” porównuje w nim ludzi do czepiających się raf koralowców i mówi: „Czy wypada protestować przeciw morzu, że powołuje do życia tak niedoskonałe twory?” – jest to zdanie, które można uznać za credo twórczości Kafki. Pogódźmy się z życiem, zaakceptujmy je.

To, co we mnie budzi poważne wątpliwości to rezygnacja, jaką podszyte jest to przekonanie. Do akceptacji (samego siebie, innych, rzeczywistości) należy dążyć – tutaj zgadzam się z Kafką. Niemniej jednak ja widzę to jako proces polegający na przepracowywaniu tego, co nas boli czy zawstydza; stawianiu temu czoła. Bunt zaś jest nieodłącznym tego elementem, bo nawet jeśli na końcu okaże się, że przegraliśmy, to przynajmniej próbować.

Zapewne nie uda się uwolnić się od dręczącego uczucia wstydu i samotności, nie uda się porozumieć, ale ciągle na nowo podejmowany wysiłek pozwoli nam uniknąć całkowitej izolacji. Doświadczymy choćby chwilowego uczucia wspólnoty. Czegoś, co Zofia Nałkowska nazywała „dreszczami porozumienia”.

Autor: Kamil Kuhr

Witryna sponsorowana przez AMSO Rent wynajem komputerów.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*