Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła recenzja książki

Szczęśliwie książka Macieja Replewicza pod szlachetnym tytułem Król krzywego zwierciadła nie jest ani typową biografią, ani filmoznawczą analizą dorobku twórcy „Misia”. Pozycja okazała się tym, czego potrzebował najbardziej dziś Stanisław Bareja– niezwykle bogatym, przepełnionym autentyczną sympatią aktem zadośćuczynienia zniszczonemu w czasach PRL-u wizerunkowi Barei, którego dziś tak do końca nie zawsze chce się odkłamywać. Kto dzisiaj wie, że ten syn przedwojennego masarza, był niezwykle oczytanym intelektualistą, który za swoją niezłomną postawę (nigdy nie zapisał się do PZPR), był regularnie poniżany i niszczony jako autor? Kto zna jego konspiratorską działalność w latach 80. m.in. jako współautora podziemnej gazety „Strachy na lachy”? Kto wreszcie rozumie, że Bareja opisując ówczesną rzeczywistość sięgał o wiele głębiej, niż tylko po krytykę PRL-u: „Dzisiaj komedie Barei to filmy kultowe. I pokazane w nich zjawiska, są niestety, nadal powszechne: korupcja, prywata, protekcja, kombinacje. Ale w życiu nie są tak zabawne jak w filmie” (Wiesław Gołas).

Autor opisuje Bareję w kontekście jego czasów, ówczesnego środowiska filmowego, politycznych uwarunkowań i samych filmów. Wyjęcie go choćby z jednego z tych aspektów nie pozwoliłby na dokonanie pełnego obrazu. Bo jak pisze o twórcy „Alternatyw 4” Maciej Pawlicki w 1988 roku: „Jego sposób na kino był jego sposobem na życie w tym miejscu na ziemi, i w tym czasie, w którym przyszło mu żyć. Zmieniał się ów sposób wraz z życiorysem, wraz z wiarą w sens pracy, wraz z tutejszą historią”. Debiutując w 1960 roku filmem „Mąż swojej żony” od samego początku Bareja poświęcał się komedii, bo uważał, że tego teraz najbardziej potrzebuje widz. Jego kolejne filmy (poza kryminałem „Dotknięcie nocy”) z lat 60. były usilnym staraniem odnowienia w polskim kinie gatunku komedii. W opinii krytyków i kolegów po fachu ponosił klęskę za klęską, choć widzowie byli innego zdania, tłumnie odwiedzając kino. Przełom nastąpił na początku lat 70., kiedy Bareja poświęcił się bardziej społecznemu spojrzeniu. Wraz z kolejnymi współscenarzystami: Jerzym Federowiczem („Poszukiwany, poszukiwana”, „Nie ma róży bez ognia”), Stanisławem Tymem („Brunet wieczorową porą”, „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”, „Miś”) oraz Maciejem Rybińskim i Januszem Płońskim („Alternatywy 4”), odkrył potencjał tkwiący w komedii wyszydzającej społeczne patologie. To właśnie dzięki serii tych filmów Bareja zapisał się w polskim kinie jako „król krzywego zwierciadła”.

„Dziś wiele osób szufladkuje sceny z filmów Staszka jako absurdy PRL. To nieprawda! Nie wybieraliśmy absurdów, bo cały system był jednym, wielkim i nieludzkim absurdem. Otaczała nas masa bezmyślnego chamstwa wymieszanego z bezczelnością i siłą.” – prostuje Stanisław Tym. Powszechne umiłowanie filmów Barei przez współczesnego, często młodego, widza może bierze się właśnie z tego, że upadła ponad dwadzieścia lat temu Polska Rzeczpospolita Ludowa tak naprawdę wciąż mentalnie pokutuje w naszym społeczeństwie. Bareja sądził, że po jego śmierci nikt pewnie nie zrozumie jego filmów. Mylił się. Tkwiąca w nich skarbnica społecznych obserwacji, połączona z niezaprzeczalnym profesjonalizmem mistrza polskiej komedii (którego przez całe jego życie mu brutalnie odmawiano) stanowi przykład niebanalnego dziedzictwa naszej kultury. Jego filmy „były proste, ale nie prostackie” – uważa Janusz Morgenstern – „Surowa, mało finezyjna forma potęgowała dodatkowo zawarty w nich olbrzymi ładunek humoru”. Czas zweryfikował słowa służalczych krytyków i partyjnych cenzorów: „Filmy, które wówczas wydawały się ważne i doniosłe z biegiem lat straciły swoje dostojeństwo. Chwilami drażnią patosem i sztucznością sytuacji. A Bareja trwa. Jest ponadczasowy. Jego komediom nie brak walorów dokumentu. Tylko tyle, że przerysowanego kreską karykaturzysty” (Violetta Buhl).

Trudno streszczać całe bogactwo ponad czterystu stronicowej opowieści o życiu i czasach Stanisława Barei. Wypowiedzi przyjaciół, współpracowników, aktorów, wzbogacone stenogramami z posiedzeń oceniających scenariusze oraz z kolaudacji nakręconego materiału budują nieznany powszechnie obraz reżysera pogardzanego, ale jednocześnie duchowo wolnego. Bareja nie dożył rehabilitacji jako twórca. Zmarł w 1987 roku, nie dożywszy też wolnej Polski, o którą walczył nie tylko jako konspirator, ale przede wszystkim jako szczery i odważny twórca polskiej kultury. Oprócz niezwykłych i słusznie kochanych filmów Bareja pozostawił po sobie coś jeszcze. Żal. Żal, że jedyny w swoim rodzaju, ponadczasowy reżyser, dziś być może równie mocno potrzebny, jak był w latach późnego PRL-u, nigdy w pełni nie zaznał należnego mu szacunku i umiłowania. Może tak jak w zwrotce tytułowej piosenki „Zmienników”, uważał, że wszystko trzeba przeczekać:

Świat się kręci, czas nie stoi, czas ucieka.
Pędzi życie, nie ma lekko, dobrze wiemy.
A w słuchawce „Radio Taxi, proszę czekać…
Poczekamy, przeczekamy, dojedziemy.

Autor: Maciej Replewicz
Tytuł: Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła
Wydawca: Zysk i S-ka Wydawnictwo
Data wydania: 2009
Kategoria: biografia
Liczba stron: 436
Oprawa: miękka

autor: Bartłomiej Konarski

Witryna utrzymana dzięki AMSO Laptopy poleasingowe Warszawa.

[strona_podzial]

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*