„Hipnoza” w reżyserii Wojciecha Malajkata w zeszłym roku była bliska podbicia serc warszawskiej widowni. To historia miłosna, rzec można, że nawet komedia romantyczna, chociaż to określenie bardziej kojarzy się z filmami. Ale to słowo pasuje tu idealnie- opowieść przedstawiana przez Beatę Ścibakównę i Rafała Królikowskiego wygląda jak żywcem wyjęta z filmowych romansideł. Ona - piękna aktorka z problemami na tle psychicznym, on - przystojny lekarz mający zastosować nowatorską metodę hipnozy, by uzdrowić głos pacjentki.
W sztuce główną rolę gra fascynacja- to ją widać na każdym kroku. Przestrzeń gry, nawet sytuacje są mało ważne- liczą się głównie uczucia i emocje partnerów.
Przedstawienie jest bardzo kameralne – widz bez trudu wychwyci wszystkie szczegóły gry dwojga artystów. Z jednej strony to dobrze, sztuka jest dynamiczna, pełna energii, nie ma w niej czasu na nudę i zbędne pytania, lecz z drugiej możliwość spojrzenia na szczegóły powoduje, że kreacja postaci doktora pozostawia pewien niedosyt. Oczekiwałam osoby zapadającej w pamięć, nieodstającej od partnerki scenicznej, a tymczasem bohater był wycofany, zbyt tajemniczy i niestety ciągle taki sam.
Co prawda główną osią spektaklu są problemy artystki i to ona nanosi na przestrzeń sceniczną coraz to nowe sytuacje, ale różnice między nią a lekarzem aż rażą.
Jedna ze scen- zahipnotyzowana kobieta skacze po gabinecie, przyciąga spojrzenie widza przez wyrazistą mimikę, szybkie ruchy, gesty, modulowanie głosu. Doktora w tym czasie widać słabo lub wcale, wprawdzie widz zdaje sobie sprawę, że mężczyzna jest zadurzony w pięknej aktorce, ale czy to znaczy że ma nie dotrzymywać jej kroku? Kreacja Rafała Królikowskiego wydaje się bez pomysłu, jakby nie przemyślał co warto przekazać widzowi. Rolę ratuje wszędobylskim ironicznym uśmiechem, ale to nie zawsze pomaga.Jednym z niewątpliwych plusów głównie dla żeńskiej części widowni są kostiumy bohaterów w tym śliczne buty aktorki oraz śmieszne dialogi, przy których publiczność raz po raz wybuchała chichotem. Mam wrażenie, że zarówno Ścibakównę, jak i Królikowskiego stać na dużo dużo więcej, ale i tak spektakl był zrobiony z kunsztem i dopracowaniem.
Reżyseria Wojciech Malajkat
Scenografia Paweł Dobrzycki
Kostiumy Izabela Łapińska
Reżyseria świateł Dariusz Panas




więcej »



























