04-12-2009
AAA |
Ocena: 1  0 głosów
Czarownice z Salem - recenzja spektaklu
“Czarownice z Salem”, reż. Izabella Cywińska, Teatr Powszechny, Warszawa

Teatr Powszechny
Zapada teatralna ciemność. Po obu stronach na scenie znajdują się miejsca, zasiadają na nich widzowie. Będą obserwowali cały spektakl - niczym mieszkańcy Salem, na których oczach rozgrywa się dramat. Procesy czarownic dotyczą przecież całej społeczności. Oprócz dodatkowych miejsc dla widowni, na samym środku sceny znajduje się łóżko - jedyna scenografia dla pierwszych scen “Czarownic z Salem”.

W podobnej, ascetycznej konwencji utrzymany jest cały spektakl. Jedynie stroje aktorów informują widza o epoce, w której dzieje się akcja dramatu. Nie pojawiają się żadne rysy współczesności, ale czy palenie czarownic to nie relikt niechlubnej przeszłości? Niemniej, problemy ukazane przez Cywińską są jak najbardziej aktualne...

Spektakl trwa 110 minut i ma jedną przerwę. Pierwsze sceny wprowadzają widza w tajemnicę, która zostanie wyjawiona poprzez dziwną chorobę Betty (w tej roli Laura Dłutowska). Z wypowiedzi pozostałych bohaterek wynika, że może mieć ona coś wspólnego z tym, co robiły w lesie. Niestety, scenom tym brakuje odpowiedniego napięcia, mistycznej aury. Wygląda to raczej na mało szkodliwe przewinienie, zwłaszcza po wejściu pastora Parrisa (Kazimierz Kaczor). Abigail Williams (Paulina Chruściel) i Mercy Lewis (Katarzyna Maria Zielińska) natychmiast się przed nim chowają- jak małe dzieci. Początkowo, jest to faktycznie niegroźna zabawa, która z biegiem czasu staje się coraz bardziej sroga, jednak owa scena psuje trochę ten efekt - jest po prostu mało przekonywująca. Całej pierwszej części inscenizacji brakuje odpowiedniego tempa i atmosfery. Niby jest gdzieś ten niepokój- wywołany dziwnymi plotkami na temat czarów. Ujawnia się on jednak tylko w osobach Tomasza i Anny Putnamów (Sławomir Pacek i Olga Sawicka), wykreowanych na prostych ludzi, który wierzą plotkom i z każdej zrobią aferę. Raczej wywołali uśmiech na moich ustach niż przekonali, że mieszkańcy w Salem zaczęli się czegoś obawiać.

 Po pierwszej części przedstawienia- można uznać, że problemy, jakie chciała pokazać Cywińska, zostały spłycone. Otóż mamy klasyczne zachowanie prostych ludzi, którzy usłyszeli jedno lub dwa słowa o magii. Z kwestią wiary jest podobnie - przecież to oczywiste, że Kościół jest przeciwny takim praktykom. Sam pastor Parris jednak nie chciałby, ażeby owe plotki okazały się prawdziwe. W drugiej części spektaklu pokaże jednak do czego doprowadza religijny fanatyzm. Właśnie w niej następuje odpowiednie przyspieszenie, wszystko zaczyna się coraz bardziej komplikować, nabierać głębi. Stoimy więc już przed poważnymi, społecznymi problemami, jakimi są wiara i prawda. Cywińska pokazała, że mieszanie obu tych kwestii jest niebezpieczną grą, gdzie stawką staje się ludzkie życie. Wszystko to za sprawą Abigail, Betty i Mercy, które cudownie łączą się z Bogiem i wskazują osoby, które mają kontakt z diabłem. Są ich dziesiątki. Ile w tym mistycznym przeżyciu jest prawdy? Abigail nie chce dopuścić do tego, ażeby ktokolwiek się dowiedział, co robiła w lesie, zaś najlepszą obroną… jest atak. Ma jeszcze w tym jeden cel - zemstę na Johnie Proctorze (Tomasz Sapryk), który nie chce porzucić dla niej żony. Różnica wieku między nimi jest znacząca. Ich związek nie przetrwałby, a jednak Abigail o niego walczy. Niestety, przez jej egoizm giną ludzie. Jednakże do końca spektaklu bezustannie można zadawać sobie pytanie: „czy to tylko gra?”. Działania sądu Salem zdają się to potwierdzać. W parę dni liczba osób skazanych za kontakty z Lucyferem rośnie do setki. Wśród oskarżonych jest także Elizabeth Proctor (Maria Robaszkiewicz). Wszystko zaczyna coraz szybciej tonąć w kłamstwach w momencie, gdy John Proctor zaczyna dochodzić prawdy - jest on centralną postacią drugiej części inscenizacji. Zdaje się być jedyną racjonalnie myślącą osobą. Pastor Parris całkowicie oddaje się tępieniu domniemanych sług Szatana. Pastor Hale (Krzystof Stroiński) chciałby się wycofać z tego procederu. Na jego rękach jest krew, sam przyznaje zresztą, że podpisał 72 nakazy śmierci, chociaż jest namiestnikiem Boga. Czy Bóg pozwoliłby na taką liczbę mordów? Czy zabijanie w Jego imieniu jest słuszne? Zwłaszcza, że wszyscy opierają się na “mistycznym kontakcie” z Nim paru młodych dziewczyn. To pokazuje, jak fanatyzm religijny potrafi być niebezpieczny. Pogłębia on tylko kłamstwo, któremu poddaje się nawet John Proctor. Łżąc pragnie ocalić swoje życie, gdyż także on zostaje posądzony o kontakt z diabłem. Wystarczy, że się przyzna, a jego karą będzie chłosta, nie zaś stryczek. Prawda gubi, kłamstwo ocala. Co więcej, Salem reprezentuje Calderonowski “krąg przemocy” - przemoc rodzi jedynie przemoc, która zawsze się mści na innych*. Pierwsze, brutalne aresztowania są tylko przyczynkiem do dziesiątek kolejnych. W mieście nie ma miłości, która byłaby w stanie przerwać ten krąg. Nawet uczucie Elizabeth Proctor do męża jest naznaczone ogromnym cierpieniem, wywołanym właśnie przez bezprawie.

Scenografię do ostatniej sceny stanowi jedynie wiszące, ciemne lustro- niewyraźnie odbijające postaci na scenie. Także w tej odsłonie odbywa się ostateczna rozgrywka prawdy i kłamstwa - przed własnym sumieniem, które symbolizują odbicia w lustrze. Wszyscy oczekują, że Proctor oficjalnie przyzna się - to mu ocali życie. Jest szanowaną postacią w tej małej społeczności. Czyni to, spisuje także swoje wyznanie na papierze i sygnuje swoim podpisem. Przez cały czas trwania tej sceny utrzymywane jest odpowiednie napięcie - nie pozwala wierzyć, że John skłamie. Zrobił to tylko dlatego, bo taka była wola Salem, sam zaś oczyszcza się w swoich oczach, niszcząc przed chwilą sporządzony dokument, bez którego jego przyznanie się do winy jest nieważne. Zostaje powieszony, jednocześnie zmuszając swoją postawą do smutnej refleksji, że za prawdę należy umrzeć, by całkowicie jej dowieść. Chwilami przypomina Księcia Niezłomnego. Do końca wierzy w swoje ideały i ginie za nie. Także obraz Boga pozostaje niezachwiany, pomimo tego, że jest otoczony przez duchownych, którzy reprezentują jedynie jakąś karykaturę wiary, albowiem „czyż nie Proctor, jako jedyny, reprezentuje jej prawdzie oblicze?”. Przyznał się do złamania jednego z przykazań - cudzołożył, ale wyraża z tego powodu wielką skruchę. Inne postaci patrzą tylko na cudze przewinienia, nie widząc przy tym własnych.

 “Czarownice z Salem” mimo lekko zachwianego tempa akcji na początku, są dobrą inscenizacją. Dopełnia ją odpowiednia muzyka, skomponowaną przez Jerzego Satanowskiego. Buduje nastrój. Spektakl pokazuje, jak niebezpieczne może być igranie z wiarą, kłamstwem i śmiercią, a wydaje się to początkowo jedynie nieszkodliwą zabawą, która później ma poważne konsekwencje. Jednak gdzieś pojawia się również możliwość, że Abigail i pozostałe kobiety były w stanie wskazać osoby, mające kontakt z Szatanem. Pytanie o prawdopodobieństwo takiej możliwości, to interpelacja o to: „czy istnieje tak silny, bezpośredni kontakt ludzi z Bogiem i czy wiara jest nam go w stanie zapewnić?”. Owe kwestie jeszcze długo unosiły się w powietrzu po zakończeniu „Czarownic z Salem”…

*Katarzyna Mroczkowska-Brand: Ponadczasowe wartości dramatów i teatru Calderóna. W: Teatr Calderóna: tradycja i współczesność. Katowice, 2002. ISBN: 83-226-1120-X s.73-85.


wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Liczby to domena działu Gry i Technika, a jednak teatr też się ma czym pochwalić w tej dziedzinie. Teatr Polonia poinformował bowiem, że już niebawem spektakl Darkroom wystawiany od 6 lat przekroczy pewną magiczną liczbę. >>

Zero futbolu w Capitolu! >>

Sztuka "Ten fantasyczny burdel" opowiada o zakłamaniu świata z jednej strony, a z drugiej o nadziei, że w człowieku jest także miłość, która zmienia świat na lepsze.  >>

IV edycja Międzynarodowych Warsztatów Teatru Sztuki Mimu w teatrze IMKA >>

AB OVO URODZINOWO! To nasze 2 urodziny. Zapraszamy ciepło 16 maja, o godzinie 20:20. Wejściówki po 15pln. Grupę TEATRALNĄ AB OVO tworzą: -Katarzyna Michalska - ZAŁOŻYCIELKA GRUPY -Agnieszka Bajer -Jasiek Aleksandrowicz-Krasko -Rober >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS