Autor: Karolina Kolinek
13-12-2010
Otello recenzja spektaklu
Szekspirowski Otello w reżyserii Agnieszki Olsten jest studium migotliwości ludzkiego charakteru.
Choć pięcioaktowy tekst dramatu został znacznie okrojony i przetasowany, pozostało z niego to, co najbardziej uniwersalne – gra uczuć i namiętności, w której dobro jest zawsze na straconej pozycji.
„Nie jestem tym, kim jestem”, słowa Jagona wypowiedziane w chwili szczerości (choć może tylko pozornej) zdają się być naczelną ideą całego spektaklu. Żadna z postaci nie jest tu jednoznaczna, każda mieni się i rozwarstwia jak w lustrzanym odbiciu. Lustra są z resztą główną częścią dekoracji, osiami sceny, nie tylko zwielokrotniającymi postaci aktorów, ale także izolującymi je od siebie nawzajem i od publiczności. Olsten koncentruje się na wielowarstwowości charakterów, każdy z nich rozszczepiając niby w pryzmacie. Nawet krystalicznie czysta u Szekspira Desdemona, w wydaniu Agnieszki Warchulskiej próbuje niejako skryć swą płochość i naiwność pod szatą (lub jej brakiem) zalotności i ufności w swą kobiecość. Choć jej słowa oddają wierność i pokorę, wypowiadane są tonem rozpieszczonej księżniczki, która przecież stworzona jest po to, by kochać, być wierną i tego samego oczekiwać w zamian. Druga ważna postać kobieca, Emilia, w oryginale nieco bezbarwna, tu nabiera bardzo żywych kolorów. Jako kobieta wyzwolona, jest świadoma, że światem rządzą mężczyźni i to oni popychają kobiety do występku, dlatego nie waha się zdradzać męża, który i tak dawno odrzucił ją jako kochankę.
Mężczyźni jawią się w tej inscenizacji jako bezwzględni, rządzeni ambicją władcy świata. Wszyscy uwikłani są w sieć zależności, w której każdy pragnie zyskać coś dla siebie. Bardzo ciekawie przedstawia się tu postać lepkiego od knowań Jagona (Mariusz Bonaszewski), którego ogarnia niezaspokojona żądza na wszelkich polach: ambicjonalnym (pragnie zająć miejsce Cassia), seksualnym (odrzucił żonę, słusznie, bądź niesłusznie podejrzewając ją o zdrady) i w końcu emocjonalnym (małżeńskie szczęście Desdemony i Othella jest dla niego do nie do zniesienia). Jego gra domysłów doprowadza Othella do szaleństwa, za co można być mu tylko wdzięcznym, bo szaleństwo w wykonaniu Jerzego Radziwiłowicza to prawdziwy majstersztyk aktorski (podobnie jak scena duszenia Desdemony).
Elementy egzotyczne w muzyce (wykorzystanie skal i instrumentów arabskich) wprowadzają atmosferę ciągłego napięcia, nie ma w tym spektaklu chwili wytchnienia od podejrzeń i intryg. Nieco rozpraszającym uwagę elementem jest ciągłe przemieszczanie się wspomnianych wcześniej luster, które izolując wybrane przestrzenie sceny, czasami utrudniają percepcję.
Trzeba przyznać, że „Otello” nie poddał się próbie rozbicia konstrukcji tekstu dramatu. To, co najbardziej esencjonalne i jakże bardzo aktualne również dziś, zostało przez reżyserkę wyeksponowane. Kwestie pełne wulgaryzmów brzmiały na wskroś współcześnie, zaś oderwanie akcji od oryginalnego miejsca (Wenecja-Cypr), pozwoliło Olsten wykreować postaci, z jakimi mamy na co dzień do czynienia – tych, którzy spiskują, tych którzy, ulegają, tych słabych i tych przebiegłych. Niejednoznaczne zakończenie spektaklu nie przynosi żadnego rozwiązania, zło nie zostaje potępione, a jedynie obnażone jako, to, które zaślepia pozornie nawet prawą duszę.
„Nie jestem tym, kim jestem”, słowa Jagona wypowiedziane w chwili szczerości (choć może tylko pozornej) zdają się być naczelną ideą całego spektaklu. Żadna z postaci nie jest tu jednoznaczna, każda mieni się i rozwarstwia jak w lustrzanym odbiciu. Lustra są z resztą główną częścią dekoracji, osiami sceny, nie tylko zwielokrotniającymi postaci aktorów, ale także izolującymi je od siebie nawzajem i od publiczności. Olsten koncentruje się na wielowarstwowości charakterów, każdy z nich rozszczepiając niby w pryzmacie. Nawet krystalicznie czysta u Szekspira Desdemona, w wydaniu Agnieszki Warchulskiej próbuje niejako skryć swą płochość i naiwność pod szatą (lub jej brakiem) zalotności i ufności w swą kobiecość. Choć jej słowa oddają wierność i pokorę, wypowiadane są tonem rozpieszczonej księżniczki, która przecież stworzona jest po to, by kochać, być wierną i tego samego oczekiwać w zamian. Druga ważna postać kobieca, Emilia, w oryginale nieco bezbarwna, tu nabiera bardzo żywych kolorów. Jako kobieta wyzwolona, jest świadoma, że światem rządzą mężczyźni i to oni popychają kobiety do występku, dlatego nie waha się zdradzać męża, który i tak dawno odrzucił ją jako kochankę.
Mężczyźni jawią się w tej inscenizacji jako bezwzględni, rządzeni ambicją władcy świata. Wszyscy uwikłani są w sieć zależności, w której każdy pragnie zyskać coś dla siebie. Bardzo ciekawie przedstawia się tu postać lepkiego od knowań Jagona (Mariusz Bonaszewski), którego ogarnia niezaspokojona żądza na wszelkich polach: ambicjonalnym (pragnie zająć miejsce Cassia), seksualnym (odrzucił żonę, słusznie, bądź niesłusznie podejrzewając ją o zdrady) i w końcu emocjonalnym (małżeńskie szczęście Desdemony i Othella jest dla niego do nie do zniesienia). Jego gra domysłów doprowadza Othella do szaleństwa, za co można być mu tylko wdzięcznym, bo szaleństwo w wykonaniu Jerzego Radziwiłowicza to prawdziwy majstersztyk aktorski (podobnie jak scena duszenia Desdemony).
Elementy egzotyczne w muzyce (wykorzystanie skal i instrumentów arabskich) wprowadzają atmosferę ciągłego napięcia, nie ma w tym spektaklu chwili wytchnienia od podejrzeń i intryg. Nieco rozpraszającym uwagę elementem jest ciągłe przemieszczanie się wspomnianych wcześniej luster, które izolując wybrane przestrzenie sceny, czasami utrudniają percepcję.
Trzeba przyznać, że „Otello” nie poddał się próbie rozbicia konstrukcji tekstu dramatu. To, co najbardziej esencjonalne i jakże bardzo aktualne również dziś, zostało przez reżyserkę wyeksponowane. Kwestie pełne wulgaryzmów brzmiały na wskroś współcześnie, zaś oderwanie akcji od oryginalnego miejsca (Wenecja-Cypr), pozwoliło Olsten wykreować postaci, z jakimi mamy na co dzień do czynienia – tych, którzy spiskują, tych którzy, ulegają, tych słabych i tych przebiegłych. Niejednoznaczne zakończenie spektaklu nie przynosi żadnego rozwiązania, zło nie zostaje potępione, a jedynie obnażone jako, to, które zaślepia pozornie nawet prawą duszę.
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Liczby to domena działu Gry i Technika, a jednak teatr też się ma czym pochwalić w tej dziedzinie. Teatr Polonia poinformował bowiem, że już niebawem spektakl Darkroom wystawiany od 6 lat przekroczy pewną magiczną liczbę. >>

Sztuka "Ten fantasyczny burdel" opowiada o zakłamaniu świata z jednej strony, a z drugiej o nadziei, że w człowieku jest także miłość, która zmienia świat na lepsze. >>

AB OVO URODZINOWO!
To nasze 2 urodziny. Zapraszamy ciepło 16 maja, o godzinie 20:20. Wejściówki po 15pln.
Grupę TEATRALNĄ AB OVO tworzą:
-Katarzyna Michalska - ZAŁOŻYCIELKA GRUPY
-Agnieszka Bajer
-Jasiek Aleksandrowicz-Krasko
-Rober >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter



























