Autor: Katarzyna Jaroszewska
20-08-2010
Trzy siostry recenzja spektaklu
W końcu sztuka rosyjskiego pisarza została porządnie przygotowana w Polsce i jest grana na krajowej scenie. To „Trzy siostry” Czechowa w Teatrze Polonia w reżyserii: Nataszy Parry-Brook, Krystyny Jandy i Krystyny Zachwatowicz.
Trzy siostry: Olga, Masza i Irina, czyli samotna, delikatna, krucha, dobra i wrażliwa nauczycielka, zgorzkniała żona z obowiązku i niewinna dwudziestolatka, która widzi swoje szczęście w ciężkiej pracy. Trzy sieroty mieszkają w miasteczku guwernerskim. Jedyną rozrywką są spotkania z wojskowymi. Siostry marzą o wyjeździe do Moskwy, swojego rodzinnego miasta. Szczególnie Irina często woła: „Do Moskwy, do Moskwy...” Jednak nic nie zapowiada dalekiej podróży, a jakiekolwiek szanse znikają w momencie awansu Olgi na przełożoną szkoły. Siostry kochają się, wspierają, dodają otuchy, tworzą coś w rodzaju przymierza przyjaźni do końca życia. Siostry mają też brata, Andreja, który ożenił się ze skromną Nataszką, a ta dopiero po ślubie pokazała pazury. Pojawiały się kolejne dzieci, a ona chciała zagarniać następne pokoje, rządziła w domu, krzyczała, kłóciła się ze wszystkimi i miała romans. A na to wszystko spokojnie patrzył jej mąż, któremu ten związek odebrał szansę bycia profesorem moskiewskiego uniwersytetu. Pojawiają się inni bohaterowie – wojskowi. Każdy z nich w jakiś sposób nieszczęśliwy. Wszystkie postacie nie potrafią znaleźć swojego miejsca, brakuje im do życia szczęścia. Wszyscy są szarzy, mają problemy, przeżywają nieszczęśliwe miłości, a to próbują zatuszować pozorną radością, imieninową zabawą czy tańcami.
Do tego dochodzi ten charakterystyczny dla twórczości Czechowa klimat, który pierwszy raz poczułam w teatrze oglądając właśnie „Trzy siostry” w Teatrze Polonia. W tym spektaklu bohaterki są żywe – wierzę im, wierzę w uczucia, które nimi targają, jestem z nimi nieszczęśliwa, a zarazem cieszę się każdym drobiazgiem wywołującym na ich twarzach uśmiech.
Mnóstwo ludzi na scenie, cały czas ktoś przychodzi, ktoś wychodzi, ale aktorzy tutaj osiągnęli apogeum swojego rzemiosła. Oni nie grają, nie wcielają się w postaci, nie udają – ale po prostu są bohaterami i trwają. Uwieczniani na fotografiach, które stają się przerywnikami akcji – świetny pomysł na zajęcie widza w czasie zmiany dekoracji, ożywają i czują jak każdy z nas na widowni.
Aktorstwo znakomite. Siostry wyraźnie pokazują swoją oryginalność, a zarazem odmienność. Joanna Trzepiecińska, Maria Seweryn i Karolina Gruszka na scenie są prawdziwymi siostrami. Łączy je wiele, ale jeszcze więcej dzieli. Każda jest inna – racjonalna i wyważona Olga, samotna i nieszczęśliwa Masza i niewinna Irina. Wszystkie pragną zaznać prawdziwej miłości.
Aktorzy bawią się w spektaklu i można napisać, że „żonglują nim”. Jest mnóstwo artystów, cały czas coś się dzieje na scenie, a wszelkie przejścia są płynne i gładkie. A zarazem każdy bohater zachowuje się w sposób charakterystyczny. Wspaniałe aktorstwo Michała Breitenwalda, który cudownie przeobraził się w namolnego lizusa nauczyciela. Marcin Piejaś – baron, który denerwuje swoim sposobem bycia, swoim nicnierobieniem też jest rewelacyjny. Arkadiusz Janiczek jako nieudolna jednostka męskiego plemienia, bezradny i poddany władczej kobiecie zachwyca. A teraz kilka zdań o dwóch ważnych i wyraźnych kobiecych rolach, oprócz sióstr: Kiksa Kołodziejczyk-Szyszko jako niania, osoba ciepła, życzliwa, zawsze wiedziała gdzie ma być i jak się zachować, kobieta starzejąca się i ciesząca się drobiazgami - epizod, ale jakże pięknie pokazany oraz I Agata Buzek jako Nataszka – piskliwa, krzykliwa, wszędzie jej pełno i używając kolokwializmu – wkurza jej sposób bycia, zachowania, a szczególnie jej prostacki śmiech. Panienka złapała dobrą partię i stała się panią na włościach – taka jest Natasza z Czechowa.
Tytułowe oraz wspomniane dwie role kobiece wysuwają się na plan pierwszy. Spektakl wyreżyserowany przez kobiety, pokazany przez inne kobiety przyćmiewa role męskie. „Trzy siostry” w Polonii to spektakl o miłości kobiet – uczuciach, które przezywają. Czym jest miłość? Czy można w ogól kochać? Kiedy można kochać? Kogo można kochać? Jak kochać, aby czerpać z tego korzyści? Czy kobieta ma prawo do miłości? Czy za mąż wychodzi się z miłości? Rodzi się pytanie, czy spektakl jest rodzajem manifestu feminizmu? Moim zdaniem nie. Może rola Nataszy na to wskazuje, ale dla mnie to spektakl o tym, że kobiety pragną szczęścia. Każda jest inna, ale chce tego samego – kochać i być kochaną, a to nie jest taka prosta sprawa.
„Trzy siostry” Parry, Jandy si Zachwatowicz ą wierne tekstowi Czechowa, panuje w nich klimat dramatów autora. Spektakl zwarcie i wartko przedstawia fabułę, która tętni życiem. Ponadto twórcy spektaklu przez całe trzy godziny konsekwentnie podejmują jeden temat – miłość kobiety. A temu wszystkiemu towarzyszy dobra muzyka, kostiumy i scenografia z epoki, ciepłe światło.
Spektakl godny polecenia – dobrze zrobiony na scenie Czechow, dobrze przedstawiony rosyjski dramat i 5 wspaniałych kreacji kobiecych.
Do tego dochodzi ten charakterystyczny dla twórczości Czechowa klimat, który pierwszy raz poczułam w teatrze oglądając właśnie „Trzy siostry” w Teatrze Polonia. W tym spektaklu bohaterki są żywe – wierzę im, wierzę w uczucia, które nimi targają, jestem z nimi nieszczęśliwa, a zarazem cieszę się każdym drobiazgiem wywołującym na ich twarzach uśmiech.
Mnóstwo ludzi na scenie, cały czas ktoś przychodzi, ktoś wychodzi, ale aktorzy tutaj osiągnęli apogeum swojego rzemiosła. Oni nie grają, nie wcielają się w postaci, nie udają – ale po prostu są bohaterami i trwają. Uwieczniani na fotografiach, które stają się przerywnikami akcji – świetny pomysł na zajęcie widza w czasie zmiany dekoracji, ożywają i czują jak każdy z nas na widowni.
Aktorstwo znakomite. Siostry wyraźnie pokazują swoją oryginalność, a zarazem odmienność. Joanna Trzepiecińska, Maria Seweryn i Karolina Gruszka na scenie są prawdziwymi siostrami. Łączy je wiele, ale jeszcze więcej dzieli. Każda jest inna – racjonalna i wyważona Olga, samotna i nieszczęśliwa Masza i niewinna Irina. Wszystkie pragną zaznać prawdziwej miłości.
Aktorzy bawią się w spektaklu i można napisać, że „żonglują nim”. Jest mnóstwo artystów, cały czas coś się dzieje na scenie, a wszelkie przejścia są płynne i gładkie. A zarazem każdy bohater zachowuje się w sposób charakterystyczny. Wspaniałe aktorstwo Michała Breitenwalda, który cudownie przeobraził się w namolnego lizusa nauczyciela. Marcin Piejaś – baron, który denerwuje swoim sposobem bycia, swoim nicnierobieniem też jest rewelacyjny. Arkadiusz Janiczek jako nieudolna jednostka męskiego plemienia, bezradny i poddany władczej kobiecie zachwyca. A teraz kilka zdań o dwóch ważnych i wyraźnych kobiecych rolach, oprócz sióstr: Kiksa Kołodziejczyk-Szyszko jako niania, osoba ciepła, życzliwa, zawsze wiedziała gdzie ma być i jak się zachować, kobieta starzejąca się i ciesząca się drobiazgami - epizod, ale jakże pięknie pokazany oraz I Agata Buzek jako Nataszka – piskliwa, krzykliwa, wszędzie jej pełno i używając kolokwializmu – wkurza jej sposób bycia, zachowania, a szczególnie jej prostacki śmiech. Panienka złapała dobrą partię i stała się panią na włościach – taka jest Natasza z Czechowa.
Tytułowe oraz wspomniane dwie role kobiece wysuwają się na plan pierwszy. Spektakl wyreżyserowany przez kobiety, pokazany przez inne kobiety przyćmiewa role męskie. „Trzy siostry” w Polonii to spektakl o miłości kobiet – uczuciach, które przezywają. Czym jest miłość? Czy można w ogól kochać? Kiedy można kochać? Kogo można kochać? Jak kochać, aby czerpać z tego korzyści? Czy kobieta ma prawo do miłości? Czy za mąż wychodzi się z miłości? Rodzi się pytanie, czy spektakl jest rodzajem manifestu feminizmu? Moim zdaniem nie. Może rola Nataszy na to wskazuje, ale dla mnie to spektakl o tym, że kobiety pragną szczęścia. Każda jest inna, ale chce tego samego – kochać i być kochaną, a to nie jest taka prosta sprawa.
„Trzy siostry” Parry, Jandy si Zachwatowicz ą wierne tekstowi Czechowa, panuje w nich klimat dramatów autora. Spektakl zwarcie i wartko przedstawia fabułę, która tętni życiem. Ponadto twórcy spektaklu przez całe trzy godziny konsekwentnie podejmują jeden temat – miłość kobiety. A temu wszystkiemu towarzyszy dobra muzyka, kostiumy i scenografia z epoki, ciepłe światło.
Spektakl godny polecenia – dobrze zrobiony na scenie Czechow, dobrze przedstawiony rosyjski dramat i 5 wspaniałych kreacji kobiecych.
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Liczby to domena działu Gry i Technika, a jednak teatr też się ma czym pochwalić w tej dziedzinie. Teatr Polonia poinformował bowiem, że już niebawem spektakl Darkroom wystawiany od 6 lat przekroczy pewną magiczną liczbę. >>

Z ogromnym żalem zawiadamiamy, że 24 maja zmarł Wiesław Nowicki, wieloletni aktor i sekretarz literacki Teatru Wybrzeże. >>

Sztuka "Ten fantasyczny burdel" opowiada o zakłamaniu świata z jednej strony, a z drugiej o nadziei, że w człowieku jest także miłość, która zmienia świat na lepsze. >>

AB OVO URODZINOWO!
To nasze 2 urodziny. Zapraszamy ciepło 16 maja, o godzinie 20:20. Wejściówki po 15pln.
Grupę TEATRALNĄ AB OVO tworzą:
-Katarzyna Michalska - ZAŁOŻYCIELKA GRUPY
-Agnieszka Bajer
-Jasiek Aleksandrowicz-Krasko
-Rober >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

Dom rozkoszy podoba Wam się to jedno z wielu określeń burdeli. Dzięki nowej książce wydawnictwa Bellona można poznać ich dokładną historię. My zaś mamy dla Was trzy książki o tej tematyce, które możecie wygrać w naszym konkursie.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter



























