Autor: Paweł eM
24-05-2010
Ferdydurke recenzja spektaklu
22 maja, parę minut po 19, na deskach warszawskiego teatru „Studio” rozpoczęła się „Ferdydurke”, przedstawiona gościnnie przez teatr „Provisorium” z Lublina. Sztuka cudna, objawienie teatralne - „mózg wariata na scenie”!
Ferdydurke – powieść Witolda Gombrowicza, przetłumaczona na wiele języków, jedna z najbardziej znanych polskich książek na świecie. To gra bezformia z formą lub odwrotnie. Trzydziestoletni Józio - amorficzna postać zostaje wrzucony w wir formy to w szkole, to u Młodziaków, to u ciotki i wujka, wszystkiemu się dziwi, a dziwiąc się kształtuje i przyjmuje jakąś formę. To nie tylko książka o formie, to również wielka drwina z konwenansów, literatury, książka, która pochwala niedojrzałość. Walka niedojrzałości z dojrzałością, gęby z gębą, miny z miną, nowoczesności z klasycznością, walka z konwenansami, a do tego kpina z literatury i nauczycieli. Gombrowicz napisał Ferdydurke w 1937 r. przed swoim wyjazdem do Argentyny, to jedna z najważniejszych jego powieści. Tutaj można przeczytać artytkuł, który bardziej przybliży Ferdydurke i autora.
Dzieło Gombrowicza jest ogromnym wyzwaniem dla reżyserów, aktorów. Mimo, że premiera spektaklu odbyła się w 1998 roku, z zapartym tchem czekałem przedstawienia groteskowej powieści, jaka będzie interpretacja Gombrowicza, a później jaki będzie odbiór publiczności. Czy któryś z bohaterów chwilowo zaistnieje na scenie?
Po 10 minutach sztuki, moje wątpliwości rozwiały się, gdy na scenie zobaczyłem trzech siedzących mężczyzn. Jeden z nich to dyrygent miny, gęby, formy – i dwóch ślepych naśladowców. Dyrygent gwiżdże, reszta też, dyrygent podziwia – reszta też, zabijają ptaka (czyżby nawiązanie do Kosmosu?) – wszyscy płaczą, wszystko to pokazane z gombrowiczowskim wyolbrzymieniem. To ciekawy króciutki wstęp, pełen humoru i refleksji, by po chwili wtoczyć się w grę Ferdy. Po tym preludium wiedziałem, że banał został za drzwiami teatru. Na sali cisza, koncentracja, skupienie, od czasu do czasu widz wybuchał śmiechem. Z początku kretynkowaty Józio, nieświadomy swego bytu, ciekawy każdego zachowania i części ciała. Przygląda się, mało mówi, jest niepewny siebie. Miętus – rozrabiaka, wcielone zło, którego jedynym marzeniem jest się zbra...tać z parobkiem, wiejskim – niezwykła kreacja aktorska. Syfon – dobro, gęba wyższości. I świetny, genialny, wszechobecny, przerysowany profesor PIMKO. Wszystkie postaci były świetnie odegrane, żywe, wyjęte z książki. Mamy akcję w szkole – kłótnie ucznia z nauczycielem – polemikę, kto wielkim poetą był, nieziemską walkę na miny Miętusa i Syfona i miłość pensjonarki w dość oryginalnym ujęciu . Do tego różne smaczki, których nie chciałbym zdradzać. Mimo krótkiego czasu (1 godz. 20 min.) - reżyserom udało się zmieścić całą fabułę w sztuce.
W sztuce zdominowała rola gęby, aktorzy niezwykle urzeczywistnili tym bohaterów. Ich miny, jakby maski – zachwycały, obrzydzały, zadziwiały. Gdyby w sztuce nie było dialogów, także byłaby ona wartościowa, właśnie poprzez profesjonalizm aktorów, zapanowaniem „gęby”. Dodatkowo otrzymujemy wiele ironicznego, sarkastycznego humoru.
Cała sztuka została odegrana na kilku metrach kwadratowych – dokładniej ławce, która stała się epicentrum sceny. Spektakl był ściśle związany z książką, ale nie niewolniczo. Kilka momentów jest indywidualnych, mających gombrowiczowski charakter. Nie można zapomnieć tu o roli światła, tętna klimatu, właśnie poprzez inteligentne oświetlenie, sztuka mogła rozegrać się na tak ciasnym obszarze, światło budziło, zasypiało, podpalało, skupiało.
„Ferdydurke niejako odkrywa nowy typ aktorstwa – aktorstwa biologicznego, które wydaje się najbliższe postaciom Gombrowicza.” - (frag. recenzji, zamieszczonej na stronie teatru Provisorium). Przedstawienie zostało odebrane bardzo dobrze przez warszawską publiczność. Świadczy o tym nieustający gradu oklasków, który kazał powracać aktorom na scenę cztery razy.
Ferdy jest wybitnym dziełem, bo Gombrowicz wielkim pisarzem był! Ale książka ta, jak i cała twórczość Gombra (jak i sam autor) nie jest banalna. Aby ją dobrze zrozumieć konieczne jest bliższe zapoznanie się z Witoldem, jego twórczością, zrozumienie formy, niedojrzałości, jego megalomani, drwiny i nonsensu. Dlatego też, sztuka nie była łatwa w odbiorze, lecz właśnie taka miała być: absurdalna, pokręcona, wymowna, sarkastyczna w duchu Gombrowicza.
Sztuka otrzymała wiele nagród w Polsce i za granicą m.in. nagrodę Fringe First na festiwalu w Edynburgu, Grand Prix Opolskich Konfrontacji Teatralnych "Klasyka Polska", Grand Prix Festiwalu Małych Form. Warto dodać, że po spektaklu Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznał nagrodę Teatrowi Provisorium i Kompanii "Teatr" m. in. właśnie za Ferdydurke.
reżyseria: Janusz Opryński, Witold Mazurkiewicz
obsada: Jacek Brzeziński, Witold Mazurkiewicz, Jarosław Tomica, Michał Zgiet
scenografia: Jerzy Rudzki
opracowanie muzyczne: Borys Somerschaf
światło i dźwięk: Janusz Opryński Jan Piotr Szamryk
Dzieło Gombrowicza jest ogromnym wyzwaniem dla reżyserów, aktorów. Mimo, że premiera spektaklu odbyła się w 1998 roku, z zapartym tchem czekałem przedstawienia groteskowej powieści, jaka będzie interpretacja Gombrowicza, a później jaki będzie odbiór publiczności. Czy któryś z bohaterów chwilowo zaistnieje na scenie?
Po 10 minutach sztuki, moje wątpliwości rozwiały się, gdy na scenie zobaczyłem trzech siedzących mężczyzn. Jeden z nich to dyrygent miny, gęby, formy – i dwóch ślepych naśladowców. Dyrygent gwiżdże, reszta też, dyrygent podziwia – reszta też, zabijają ptaka (czyżby nawiązanie do Kosmosu?) – wszyscy płaczą, wszystko to pokazane z gombrowiczowskim wyolbrzymieniem. To ciekawy króciutki wstęp, pełen humoru i refleksji, by po chwili wtoczyć się w grę Ferdy. Po tym preludium wiedziałem, że banał został za drzwiami teatru. Na sali cisza, koncentracja, skupienie, od czasu do czasu widz wybuchał śmiechem. Z początku kretynkowaty Józio, nieświadomy swego bytu, ciekawy każdego zachowania i części ciała. Przygląda się, mało mówi, jest niepewny siebie. Miętus – rozrabiaka, wcielone zło, którego jedynym marzeniem jest się zbra...tać z parobkiem, wiejskim – niezwykła kreacja aktorska. Syfon – dobro, gęba wyższości. I świetny, genialny, wszechobecny, przerysowany profesor PIMKO. Wszystkie postaci były świetnie odegrane, żywe, wyjęte z książki. Mamy akcję w szkole – kłótnie ucznia z nauczycielem – polemikę, kto wielkim poetą był, nieziemską walkę na miny Miętusa i Syfona i miłość pensjonarki w dość oryginalnym ujęciu . Do tego różne smaczki, których nie chciałbym zdradzać. Mimo krótkiego czasu (1 godz. 20 min.) - reżyserom udało się zmieścić całą fabułę w sztuce.
W sztuce zdominowała rola gęby, aktorzy niezwykle urzeczywistnili tym bohaterów. Ich miny, jakby maski – zachwycały, obrzydzały, zadziwiały. Gdyby w sztuce nie było dialogów, także byłaby ona wartościowa, właśnie poprzez profesjonalizm aktorów, zapanowaniem „gęby”. Dodatkowo otrzymujemy wiele ironicznego, sarkastycznego humoru.
Cała sztuka została odegrana na kilku metrach kwadratowych – dokładniej ławce, która stała się epicentrum sceny. Spektakl był ściśle związany z książką, ale nie niewolniczo. Kilka momentów jest indywidualnych, mających gombrowiczowski charakter. Nie można zapomnieć tu o roli światła, tętna klimatu, właśnie poprzez inteligentne oświetlenie, sztuka mogła rozegrać się na tak ciasnym obszarze, światło budziło, zasypiało, podpalało, skupiało.
„Ferdydurke niejako odkrywa nowy typ aktorstwa – aktorstwa biologicznego, które wydaje się najbliższe postaciom Gombrowicza.” - (frag. recenzji, zamieszczonej na stronie teatru Provisorium). Przedstawienie zostało odebrane bardzo dobrze przez warszawską publiczność. Świadczy o tym nieustający gradu oklasków, który kazał powracać aktorom na scenę cztery razy.
Ferdy jest wybitnym dziełem, bo Gombrowicz wielkim pisarzem był! Ale książka ta, jak i cała twórczość Gombra (jak i sam autor) nie jest banalna. Aby ją dobrze zrozumieć konieczne jest bliższe zapoznanie się z Witoldem, jego twórczością, zrozumienie formy, niedojrzałości, jego megalomani, drwiny i nonsensu. Dlatego też, sztuka nie była łatwa w odbiorze, lecz właśnie taka miała być: absurdalna, pokręcona, wymowna, sarkastyczna w duchu Gombrowicza.
Sztuka otrzymała wiele nagród w Polsce i za granicą m.in. nagrodę Fringe First na festiwalu w Edynburgu, Grand Prix Opolskich Konfrontacji Teatralnych "Klasyka Polska", Grand Prix Festiwalu Małych Form. Warto dodać, że po spektaklu Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznał nagrodę Teatrowi Provisorium i Kompanii "Teatr" m. in. właśnie za Ferdydurke.
reżyseria: Janusz Opryński, Witold Mazurkiewicz
obsada: Jacek Brzeziński, Witold Mazurkiewicz, Jarosław Tomica, Michał Zgiet
scenografia: Jerzy Rudzki
opracowanie muzyczne: Borys Somerschaf
światło i dźwięk: Janusz Opryński Jan Piotr Szamryk
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Liczby to domena działu Gry i Technika, a jednak teatr też się ma czym pochwalić w tej dziedzinie. Teatr Polonia poinformował bowiem, że już niebawem spektakl Darkroom wystawiany od 6 lat przekroczy pewną magiczną liczbę. >>

Sztuka "Ten fantasyczny burdel" opowiada o zakłamaniu świata z jednej strony, a z drugiej o nadziei, że w człowieku jest także miłość, która zmienia świat na lepsze. >>

AB OVO URODZINOWO!
To nasze 2 urodziny. Zapraszamy ciepło 16 maja, o godzinie 20:20. Wejściówki po 15pln.
Grupę TEATRALNĄ AB OVO tworzą:
-Katarzyna Michalska - ZAŁOŻYCIELKA GRUPY
-Agnieszka Bajer
-Jasiek Aleksandrowicz-Krasko
-Rober >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter

























