Autor: Katarzyna Jaroszewska
20-10-2009
Brechtowski (do kwadratu) - Marat
Ostatnio w Polsce zainteresowaniem wśród reżyserów cieszy się dramat niemieckiego pisarza Petera Weissa o rewolucji. Teatr „Wierszalin” z Supraśla również podjął wyzwanie wystawienia tego spektaklu i gościnnie wystąpił z nim w Warszawie.
Premiera „Marata-Sada” Piotra Tomaszuka, odbyła się prawie rok temu, 28 listopada 2008 r. w Supraślu. 19 października br. przedstawienie można było obejrzeć na deskach Teatru Praga w Warszawie. W spektaklu ukazano: „Męczęństwo i śmierć Jeana Paula Marata przedstawione przez zespół aktorski przytułku w Charenton pod kierownictwem Pana de Sade”.
Tekst powstał w latach ’60 XX wieku, w czasie rewolucji obyczajowej, i odnosił się do rewolucji francuskiej. Na początku spektaklu na scenie jest ciemność. Po kilunastu sekundach, słychać przejmującą i mrożącą krew w żyłach muzykę, która będzie towarzyszyć widzom do końca przedstawienia. Pojawia się aktor, który wchodzi do wanny - dziury w podeście znajdującej się w centrum sali. Wydawać by się mogło, że to główny bohater, Marat. Jednak potem okazuje się, że to sam Pan de Sade, który w spektaklu odgrywa najważniejszą rolę.
„Marat-Sade” jest teatrem w teatrze, jednak na tym spektaklu nie często jest to powtarzane. Na początku dyrektor przytułku wita publiczność i zachęca do oglądania. Później zaś staje się komentatorem wszystkich wydarzeń na scenie, kimś w rodzaju reżysera, a może bardziej showmena o diabelskim, ironicznym śmiechu. Ponadto jest też służącym de Sade′a.
I własnie Markiz de Sade, jako główny bohater, prawie nie schodzi ze sceny. On jest reżyserem przedstawienia przygotowanego przez aktorów z przytułka, ich suflerem, a nawet odgrywa za nich niektóre role. Rozmawiając z Maratem dzięli się swoim doświadczeniem życiowym, mówi o swoich poglądach na sprawy społeczne, moralne i polityczne, a przede wszystkim o rewolucji. De Sade dochodzi do wniosku, że rewolucja nie ma sensu – ludzie chcą zmian, walczą o nie, ale tak naprawdę nic się nie zmienia. Marat przede wszystkim siedzi w wannie, w momentach kiedy staje się przywódcą rewolucji wykonuje pantomimię i wtedy przypomina Hitlera z dokumentalnych filmów. Żona Marata, Simona, zmienia mu opatrunki, a Karolina Corday trzykrotnie usiłuje go zabić, ale od tego czyny odwodzi ją pociąg seksualny do Marata. Niestety dla Corday, podniecenie Marata okazuje się niesmacznym żartem de Sade′a a i zezłoszczona kobieta rzucając się z nożem na Marata, rani w tył Markiza.
Zakończenie spektaklu jest więc jeszcze bardziej zaskakujące niż jego początek. De Sade z opatrunkiem ledwie siedzi na stołku przy biurku i piszena maszynie, a służalczy pies Markiza, dyrektor, trzyma garderobiane lustro. Scena ta przypomina wycinek z życia hollywoodzkiej gwiazdy.
Spektakl to brechtowski „zeittheater”, czyli teatr mocno wrastający w swój czas, inspirowany ekspresjonizmem oraz niemiecką awangardą. Ponadto klimat przedstawienia, maski na twarzach aktorów i oczywiście songi, zwane tutaj piosenkami, są inspirowane Brechtem. Muzyka Piotra Nazaruka przez cały czas buduje napięcie i jest bardzo ważnym elementem przedstawienia. To dźwięki odgrywały główną rolę w recepcji chaotycznej sztuki. Scenografia Evy Farkasovej jest ciekawa, wykorzystująca walory całej sceny i w konwencji brechtowskiej – zmiana wystroju dokonywana przez aktorów na oczach publiczność. Odwołań do Brechta w „Maracie” Wierszalinu jest mnóstwo.
Na wyróżnienie zasługuje gra aktorska, szczególnie Rafał Gąsowski (de Sade) i Dariusz Matys (Dyrektor przytułku, Wywoływacz). Gąsowski wcielając się z de Sade′a jako pacjenta, a zarazem reżysera, pokazuje swoje niezmierzone umiejętności aktorskie – gra mędrca, jakby mentora, naukowca, kreuje de Sade na człowieka opanowanego, poważnego, a zarazem jego bohater jest złośliwy, ironiczny i sarkastyczny. Zwraca też uwagę aspekt seksualny, bo de Sade to masochista. Natomiast Matys odgrywając swoje role staje się kimś w rodzaju wodzireja, a na miarę dzisiejszych czasów – showmena i robi to dobrze.
Dla fanów brechtowskiej koncepcji teatru sztuka idealna. Ponadto dużo dowcipu, śmiechu, a nawet błazenady. I koniec końców rewolucja nie ma sensu, bo staje się tylko przyczyną rany w tyłku. Spektakl tak więc jest „brechtowski” również w znaczeniu tego słowa, jakie ma ono w sloganie młodzieżowym – głośny, nagły, nieopanowany śmiech z czegoś lub kogoś wykonany, w tym przypadku oczywiście, przez widza.
Tekst powstał w latach ’60 XX wieku, w czasie rewolucji obyczajowej, i odnosił się do rewolucji francuskiej. Na początku spektaklu na scenie jest ciemność. Po kilunastu sekundach, słychać przejmującą i mrożącą krew w żyłach muzykę, która będzie towarzyszyć widzom do końca przedstawienia. Pojawia się aktor, który wchodzi do wanny - dziury w podeście znajdującej się w centrum sali. Wydawać by się mogło, że to główny bohater, Marat. Jednak potem okazuje się, że to sam Pan de Sade, który w spektaklu odgrywa najważniejszą rolę.
„Marat-Sade” jest teatrem w teatrze, jednak na tym spektaklu nie często jest to powtarzane. Na początku dyrektor przytułku wita publiczność i zachęca do oglądania. Później zaś staje się komentatorem wszystkich wydarzeń na scenie, kimś w rodzaju reżysera, a może bardziej showmena o diabelskim, ironicznym śmiechu. Ponadto jest też służącym de Sade′a.
I własnie Markiz de Sade, jako główny bohater, prawie nie schodzi ze sceny. On jest reżyserem przedstawienia przygotowanego przez aktorów z przytułka, ich suflerem, a nawet odgrywa za nich niektóre role. Rozmawiając z Maratem dzięli się swoim doświadczeniem życiowym, mówi o swoich poglądach na sprawy społeczne, moralne i polityczne, a przede wszystkim o rewolucji. De Sade dochodzi do wniosku, że rewolucja nie ma sensu – ludzie chcą zmian, walczą o nie, ale tak naprawdę nic się nie zmienia. Marat przede wszystkim siedzi w wannie, w momentach kiedy staje się przywódcą rewolucji wykonuje pantomimię i wtedy przypomina Hitlera z dokumentalnych filmów. Żona Marata, Simona, zmienia mu opatrunki, a Karolina Corday trzykrotnie usiłuje go zabić, ale od tego czyny odwodzi ją pociąg seksualny do Marata. Niestety dla Corday, podniecenie Marata okazuje się niesmacznym żartem de Sade′a a i zezłoszczona kobieta rzucając się z nożem na Marata, rani w tył Markiza.
Zakończenie spektaklu jest więc jeszcze bardziej zaskakujące niż jego początek. De Sade z opatrunkiem ledwie siedzi na stołku przy biurku i piszena maszynie, a służalczy pies Markiza, dyrektor, trzyma garderobiane lustro. Scena ta przypomina wycinek z życia hollywoodzkiej gwiazdy.
Spektakl to brechtowski „zeittheater”, czyli teatr mocno wrastający w swój czas, inspirowany ekspresjonizmem oraz niemiecką awangardą. Ponadto klimat przedstawienia, maski na twarzach aktorów i oczywiście songi, zwane tutaj piosenkami, są inspirowane Brechtem. Muzyka Piotra Nazaruka przez cały czas buduje napięcie i jest bardzo ważnym elementem przedstawienia. To dźwięki odgrywały główną rolę w recepcji chaotycznej sztuki. Scenografia Evy Farkasovej jest ciekawa, wykorzystująca walory całej sceny i w konwencji brechtowskiej – zmiana wystroju dokonywana przez aktorów na oczach publiczność. Odwołań do Brechta w „Maracie” Wierszalinu jest mnóstwo.
Na wyróżnienie zasługuje gra aktorska, szczególnie Rafał Gąsowski (de Sade) i Dariusz Matys (Dyrektor przytułku, Wywoływacz). Gąsowski wcielając się z de Sade′a jako pacjenta, a zarazem reżysera, pokazuje swoje niezmierzone umiejętności aktorskie – gra mędrca, jakby mentora, naukowca, kreuje de Sade na człowieka opanowanego, poważnego, a zarazem jego bohater jest złośliwy, ironiczny i sarkastyczny. Zwraca też uwagę aspekt seksualny, bo de Sade to masochista. Natomiast Matys odgrywając swoje role staje się kimś w rodzaju wodzireja, a na miarę dzisiejszych czasów – showmena i robi to dobrze.
Dla fanów brechtowskiej koncepcji teatru sztuka idealna. Ponadto dużo dowcipu, śmiechu, a nawet błazenady. I koniec końców rewolucja nie ma sensu, bo staje się tylko przyczyną rany w tyłku. Spektakl tak więc jest „brechtowski” również w znaczeniu tego słowa, jakie ma ono w sloganie młodzieżowym – głośny, nagły, nieopanowany śmiech z czegoś lub kogoś wykonany, w tym przypadku oczywiście, przez widza.
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Liczby to domena działu Gry i Technika, a jednak teatr też się ma czym pochwalić w tej dziedzinie. Teatr Polonia poinformował bowiem, że już niebawem spektakl Darkroom wystawiany od 6 lat przekroczy pewną magiczną liczbę. >>

Sztuka "Ten fantasyczny burdel" opowiada o zakłamaniu świata z jednej strony, a z drugiej o nadziei, że w człowieku jest także miłość, która zmienia świat na lepsze. >>

AB OVO URODZINOWO!
To nasze 2 urodziny. Zapraszamy ciepło 16 maja, o godzinie 20:20. Wejściówki po 15pln.
Grupę TEATRALNĄ AB OVO tworzą:
-Katarzyna Michalska - ZAŁOŻYCIELKA GRUPY
-Agnieszka Bajer
-Jasiek Aleksandrowicz-Krasko
-Rober >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter



























