Autor: Aleksandra Kołosowska
28-11-2011
Wywiad z Emilianem Kamińskim
"Chciałem stworzyć miejsce oryginalne" - Emilian Kamiński- polski aktor filmowy i teatralny. Właściciel Teatru Kamienica. Zgodził się opowiedzieć jsk powstawał teatr, czego się obawia i czy spełnia się zawodowo.
Aleksandra Kołosowska: Kiedy zrodził się pomysł na stworzenie własnego teatru?
Emilian Kamiński: Pomysł zrodził się bardzo dawno. Tak naprawdę jeszcze w 1988 roku kiedy do Warszawy na zaproszenie Janusza Warmińskiego, mojego teatralnego taty a w ogóle dyrektora teatru Ateneum przyjechał Joseph Papp. To manager, amerykański specjalista od prywatnych teatrów. W Ameryce innych teatrów nie ma. Pan Janusz Warmiński zaprosił mnie na spotkanie z Josephem Papem. Pytałem go jak wygląda teatr w Ameryce, ponieważ bardzo mnie to interesowało.. Interesował mnie tak zwany showbiznes. Pan Papp odpowiadał mi bardzo precyzyjnie. Tłumaczył jak to wyglądało wówczas na zachodzie. Mówił o odpisach podatkowych, o różnych proporcjach wydatków i przychodów. W pewnym momencie zapytał: „Emilian, dlaczego Ty nie założysz teatru?”. Zbaraniałem. „Jak to ja?” „No załóż skoro tak Cię to interesuje, wydaje mi się, że powinieneś to zrobić”. „No wie Pan, my jesteśmy w innym układzie w PRLu.” „Ale pamiętaj o tym”. Pamiętałem. Mijały lata, myśl była miałem dużo sił i pomysłów, ale nie było możliwości realizacji.. Stałem w rodzimym teatrze jako aktor do zagospodarowania ale niezagospodarowany. Grałem też w różnych teatrach w Warszawie, a w swoim rodzimym nie dostawałem interesujących propozycji. Pomyślałem wiec , że trzeba wziąć los w swoje ręce. Może Joseph Papp miał racje? Zacząłem się tym interesować i chodzić po urzędach. Ówczesna dyrektorka ZDK przyjęła mnie i zaczęliśmy rozmawiać o teatrze. To byłą bardzo światła Pani. Okazało się, że pamięta moje dyplomy i że jest z rodziny teatralnej mocno zainteresowanej kulturą. To bardzo światła Pani. Zapytała co mnie tutaj sprowadza? Powiedziałem, że mam zezwolenie od Prezydenta na pracownię. Zapytała po co mi pracownia? Odpowiedziałem, że chciałbym robić próby ponieważ mam swoje propozycje repertuarowe, ale nie bardzo mam gdzie próbować. „To może Pan założy własny teatr – usłyszałem. Zaczęliśmy zastanawiać się gdzie ten teatr powstanie. Zadzwoniła do kilku administracji a ja zacząłem krążyć po Warszawie. Trafiałem na bardzo przychylnych ludzi w różnych urzędach. Jeździliśmy po różnych miejscach . Po obejrzeniu kolejnej piwnicy, Pani która mnie pilotowała powiedziała, że mamy w Śródmieściu magazyny, w Alei Solidarności, że trzymają tam różne rzeczy, i że mogłoby to być dobre miejsce. Niestety był jeden problem, magazyny były zalane. Zapaliła mi się lampka. Zaprowadziła mnie na to podwórko, stanąłem w tej pięknej warszawskiej studni i powiedziałem „Ojej jak tu pięknie, oto jesteś moja stara Warszawo”. Cały czas szukałem miejsca bardzo warszawskiego. Kamienica była bardzo biedna, ale coś zaiskrzyło w głowie. Zeszliśmy do magazynów. To takie obszerne piwnice zalane wodą- wyglądały nieciekawie. Dostałem plany tych magazynów. Patrząc na te plany zacząłem sobie wyobrażać mój teatr i tej nocy narysowałem go po swojemu. I właściwie tak jak go wtedy narysowałem takim udało mi się do zrealizować.
A.K.: Pana koledzy z reguły wybierają sale kinowe na miejsce teatru. Dlaczego Pan wybrał kamienice? Lubi Pan takie stare warszawskie miejsca?
E.K.: Sala kinowa to właściwie jest już teatr. Ja chciałem stworzyć miejsce oryginalne –moje. Wybudowałem je na nowo. Jestem bardzo związany z Warszawą, dlatego chciałem żeby to było w takiej starej warszawskiej tkance. Przywiązuje wielką wagę do tradycji, do historii do miejsca, do Warszawy. Kamienica spełniła wszystkie moje ciągoty. Nikt tutaj nie widział żadnych szans na teatr. Ja widziałem nie tylko szanse, ale również możliwość ich realizacji. No i stało się. Trzeba powiedzieć, że mogłem sobie marzyć natomiast gdybym nie spotkał życzliwych ludzi na swojej drodze, rzeszy urzędników od sekretarki po ministrów to nigdy bym tego nie zrealizował. Spotykałem ludzi, którzy okazywali mi zainteresowanie a nawet serce widząc determinację w moich oczach. W związku z tym odpowiadając na pytanie dlaczego nie w kinie? A dlaczego w kinie? Widziałem różne kina, ale żadne mi nie pasowało.
A.K.: Czym Pana zdaniem, teatr Kamienica różni się od innych teatrów?
E.K.: Nie bywam w innych prywatnych teatrach więc nie wiem czym się różni. Bywam tylko tu. Nie chodzę nigdzie bo nie mam czasu. Raz byłem tylko w teatrze Polonia. W Och Teatrze nie byłem, nie byłem również w Teatrze VI piętro. W Buffo grałem, więc dobrze znam to miejsce. Buffo ma już wypracowany pewien charakter i nie ukrywam, że mam wielki szacunek dla obu panów prowadzących, którzy byli pionierami w tej dziedzinie. Mój teatr od innych różni się wieloma rzeczami. Przede wszystkim tym ,że on jest wyrwany, że on został tutaj wmontowany on wszedł w tkankę tego miejsca. To jest bardzo ważne. Wszystko jest ze sobą połączone, to taki labirynt. To jest miejsce bardzo charakterystyczne, ma pewien określony klimat, który czuć tu we wszystkim. Teatr dostał nazwę od tej kamienicy, starej warszawskiej posecesyjnej kamienicy. To też zobowiązuje. My np. witamy się z widownią , rozmawiamy, mamy też własną kuchnię, ludzie mogą przyjść wcześniej zjeść coś albo zostać po spektaklu na pysznej kolacji. Myślę, że to jest ważne. Taka otoczka towarzyska, coś takiego jak bywało przed wojną albo teraz jest w Londynie, Paryżu czy innych miejscach, przy teatrze albo w samym teatrze. Ludzie czują, że to nie jest tylko przyjście, pójście do szatni, odebranie numerka, przedarcie biletu itd. Tu jest inaczej. To jest takie miejsce gdzie ludzie jak już raz przyszli to przyprowadzą potem swoje rodziny i przyjaciół.
A.K.: Kierowanie teatrem to bardzo czasochłonne zajęcie. Znajduje Pan czas na życie prywatne i na realizowanie innych swoich pasji?
E.K.: Nie mam życia prywatnego. Mam wspaniałą zonę, 2 synów i córkę dla których nie mam tyle czasu ile powinienem. Skończyłem próbę o godzinie wpół do pierwszej, po pierwszej byłem w domu , położyłem się spać o 2. O 6.30 chłopcy mnie obudzili żeby ze mną troszkę pobyć, poszli do szkoły a ja się jeszcze pół godziny zdrzemnąłem i jestem na próbie. Jestem przemęczony to prawda. Jednocześnie tak się realizuję. Przyjdzie czas, że odeśpię, może za parę dni, a może nie.
A.K.: W listopadzie odbędzie się premiera nowej sztuki „Czarne serca”. Może opowiedzieć Pan troszkę o tym spektaklu?
E.K.: „Czarne serca” to sztuka napisana przez Domana Nowakowskiego. Najpierw to zamówienie było od Klubu Sportowego Polonia Warszawa na jej 100-lecie. Przy okazji Polonia zaprosiła nasz Teatr do współpracy aby to 100-tu lecie uczcić właśnie w Kamienicy . Doman to bardzo ładnie napisał. Opowiada jak klub: powstał, jak się rozwijał, jak upadał , jakie miał klęski , jak szedł do góry, ale jest także mowa o tej stuletniej kamienicy o jej historii. Występuje właściciel Żyd Misza Róg. Sztuka mówi o ludziach którzy tu mieszkali, a jednocześnie to wszystko jest splecione z historią Warszawy od 1903 r. od I wojny światowej poprzez te wszystkie koleje losu aż do czasów dzisiejszych. To są 4 pokolenia ludzi, którzy przeżywają swoje życie w Warszawie w tej kamienicy. Mężczyźni są oczywiście kibicami, kobiety nie bardzo to rozumieją. Bardzo ładnie napisana historia, taka opowieść , ma ciekawe zwroty akcji. Sztuka bliżej nurtu obywatelskiego taka jak „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” czy „Wroniec”. Zależy mi bardzo na tym, żeby w tym teatrze który poświęcony jest Warszawie było dużo z jej bogatej historii. To propozycja dla ludzi, którzy chcą się identyfikować z miejscem, w którym żyją. Obywatel dla mnie to jest ktoś więcej niż taki zwykły człowiek, to jest ktoś, który ma swoje poglądy ,ma swoją dumę, który ma swoją tożsamość, swoje zasady, kodeks. Polacy kiedyś takim narodem byli. Społeczeństwo przedwojenne było inne potem się to zmieniło. Ja chcę wrócić do tamtych tradycji, przywiązuję dużą wagę do teatru obywatelskiego, który przypomina skąd przychodzimy, kim jesteśmy i dokąd idziemy.
A.K.: Czy tak doświadczony zawodowo człowiek jak Pan, obawia się jak spektakl zostanie przyjęty i odebrany?
E.K.: Zawsze to jest loteria. Oczywiście najlepiej byłoby grać durne farsy, to jest najbezpieczniejsze. Takie spektakle wyglądają mniej więcej tak: dostanie drzwiami, i ten poleci a ten się przewróci a temu spadnie walizka no i świetnie. Wszyscy się uśmieli i poszli do domu i nic z tego nie zostało. Lubię komedię ale taką na której ludzie się śmieją ale śmieją się z jakiegoś określonego powodu. Kiedyś byłem w jednym z teatrów który specjalizuje się w takim repertuarze i patrzyłem i mówię sobie, jestem chyba chory na łeb bo ja nic nie rozumiem znaczy rozumiem co aktorzy mówią ale nie wiem z czego tu się śmiać. Ludzie się śmiali. Mówię wiec, ponieważ nie będę oskarżał ludzi, że ja jestem chory na jakąś chorobę, która nie pozwala mi rechotać z czegoś co jest kompletnie durne. To jest podobnie jak widzę w telewizji niektóre kabarety takie gdzie facet, dorobił sobie biust, kalosze założył a jeszcze do tego torebkę perukę, żydowską myckę i jeszcze grabie wziął, w zęby sobie jeszcze coś wsadził i tak stoi na takiej sali i coś gadają od rzeczy a ludzie strasznie się śmieją i to kamera pokazuje. Mówię, chory jestem. Do tego „czegoś” się nie nadaję. Nie daj Bóg żeby taki był mój teatr. Przepraszam jeśli kogoś urażam, ale staram się zawsze mówić prawdę, choć to towar już dziś reglamentowany.
A.K.: W jaki sposób dobiera Pan aktorów do spektakli?
E.K.: Czytam sztukę i jeżeli się na nią decyduję zaczynam myśleć o obsadzie. Czasem jest tak, że aktor zaraz przychodzi do głowy, a czasem jest tak, że trzeba się mocno zastanowić nad tym. Komedia „I tak cię kocham” nad którą dużo pracowałem, nad piosenkami, nad tekstem, nad wszystkim. Mam ją reżyserować, więc myślę sobie, że byłby mi potrzebny przedwojenny amant. Kto to może być? Krzysztof Ibisz jest dyplomowanym aktorem. Przystojny mężczyzna, z wdziękiem. Rola takiego chemika świrniętego, myślę spróbuję więc zapraszam go. Na 1 próbie widzę, że dawno nie grał, ze 20 lat nie był na scenie. Myślę, że praca będzie trudna ale to solidny facet. Wypracował rolę i gra. Jeżeli chodzi o możliwości aktorów to ja je mniej więcej znam ale robię też przymiarki. Jak przychodzi aktor, daje mu zadanie, robi się coś w rodzaju castingu. Zwłaszcza jak mam młodych aktorów, których w ogóle nie znam musze ich sprawdzić. Zapraszam ich na scenę i mówię: „Masz coś w repertuarze? No to dawaj.” Odbywa się to mniej więcej w taki sposób. Jeszcze ważne w takim doborze aktorów jest to, że korzystam z nauk moich majstrów. Wielu tych wspaniałych ludzi, których miałem zaszczyt znać. Wspomniany Pan Janusz Warmiński mówił zawsze- „Emilian precyzyjnie dobieraj zespół pod względem chemicznym, żeby nie dobrać ludzi, którzy ze sobą konkurują bo wtedy ta praca nie daje przyjemności.” Czasami pojawiła się osoba, która nie harmonizowała z resztą i zawsze był z tył kłopot. Zawsze kończyło się to większą lub mniejszą awanturą.
A.K.: Jest Pan aktorem teatralnym, gra pan również w serialu. Nie ciągnie Pana na duży ekran?
E.K.: Kompletnie nie. Musiałaby to być porządna rola, taka jaką miałem u Jacka Bromskiego w „U Pana Boga w Ogródku”. To była po prostu porządna rola, nad którą mogłem popracować. A tak żeby gębę obijać przed kamerą to absolutnie nie. Mnie interesuje praca i nieważne czy to będzie na estradzie, w filmie, teatrze czy w dubbingu. Mnie po prostu interesują ciekawe role. Nie patrzę na to, że na wielkim ekranie. Może być mały, ważne żeby rola była ciekawa.
A.K.: Jest Pan spełnionym zawodowo człowiekiem?
E.K.: Myślę, że jak spojrzy się na moją zmęczoną twarz to chyba widać, że tak. A Teatr Kamienica ma już prawie trzy lata i śmieje się do mnie, to daje siłę.
Emilian Kamiński: Pomysł zrodził się bardzo dawno. Tak naprawdę jeszcze w 1988 roku kiedy do Warszawy na zaproszenie Janusza Warmińskiego, mojego teatralnego taty a w ogóle dyrektora teatru Ateneum przyjechał Joseph Papp. To manager, amerykański specjalista od prywatnych teatrów. W Ameryce innych teatrów nie ma. Pan Janusz Warmiński zaprosił mnie na spotkanie z Josephem Papem. Pytałem go jak wygląda teatr w Ameryce, ponieważ bardzo mnie to interesowało.. Interesował mnie tak zwany showbiznes. Pan Papp odpowiadał mi bardzo precyzyjnie. Tłumaczył jak to wyglądało wówczas na zachodzie. Mówił o odpisach podatkowych, o różnych proporcjach wydatków i przychodów. W pewnym momencie zapytał: „Emilian, dlaczego Ty nie założysz teatru?”. Zbaraniałem. „Jak to ja?” „No załóż skoro tak Cię to interesuje, wydaje mi się, że powinieneś to zrobić”. „No wie Pan, my jesteśmy w innym układzie w PRLu.” „Ale pamiętaj o tym”. Pamiętałem. Mijały lata, myśl była miałem dużo sił i pomysłów, ale nie było możliwości realizacji.. Stałem w rodzimym teatrze jako aktor do zagospodarowania ale niezagospodarowany. Grałem też w różnych teatrach w Warszawie, a w swoim rodzimym nie dostawałem interesujących propozycji. Pomyślałem wiec , że trzeba wziąć los w swoje ręce. Może Joseph Papp miał racje? Zacząłem się tym interesować i chodzić po urzędach. Ówczesna dyrektorka ZDK przyjęła mnie i zaczęliśmy rozmawiać o teatrze. To byłą bardzo światła Pani. Okazało się, że pamięta moje dyplomy i że jest z rodziny teatralnej mocno zainteresowanej kulturą. To bardzo światła Pani. Zapytała co mnie tutaj sprowadza? Powiedziałem, że mam zezwolenie od Prezydenta na pracownię. Zapytała po co mi pracownia? Odpowiedziałem, że chciałbym robić próby ponieważ mam swoje propozycje repertuarowe, ale nie bardzo mam gdzie próbować. „To może Pan założy własny teatr – usłyszałem. Zaczęliśmy zastanawiać się gdzie ten teatr powstanie. Zadzwoniła do kilku administracji a ja zacząłem krążyć po Warszawie. Trafiałem na bardzo przychylnych ludzi w różnych urzędach. Jeździliśmy po różnych miejscach . Po obejrzeniu kolejnej piwnicy, Pani która mnie pilotowała powiedziała, że mamy w Śródmieściu magazyny, w Alei Solidarności, że trzymają tam różne rzeczy, i że mogłoby to być dobre miejsce. Niestety był jeden problem, magazyny były zalane. Zapaliła mi się lampka. Zaprowadziła mnie na to podwórko, stanąłem w tej pięknej warszawskiej studni i powiedziałem „Ojej jak tu pięknie, oto jesteś moja stara Warszawo”. Cały czas szukałem miejsca bardzo warszawskiego. Kamienica była bardzo biedna, ale coś zaiskrzyło w głowie. Zeszliśmy do magazynów. To takie obszerne piwnice zalane wodą- wyglądały nieciekawie. Dostałem plany tych magazynów. Patrząc na te plany zacząłem sobie wyobrażać mój teatr i tej nocy narysowałem go po swojemu. I właściwie tak jak go wtedy narysowałem takim udało mi się do zrealizować.
A.K.: Pana koledzy z reguły wybierają sale kinowe na miejsce teatru. Dlaczego Pan wybrał kamienice? Lubi Pan takie stare warszawskie miejsca?
E.K.: Sala kinowa to właściwie jest już teatr. Ja chciałem stworzyć miejsce oryginalne –moje. Wybudowałem je na nowo. Jestem bardzo związany z Warszawą, dlatego chciałem żeby to było w takiej starej warszawskiej tkance. Przywiązuje wielką wagę do tradycji, do historii do miejsca, do Warszawy. Kamienica spełniła wszystkie moje ciągoty. Nikt tutaj nie widział żadnych szans na teatr. Ja widziałem nie tylko szanse, ale również możliwość ich realizacji. No i stało się. Trzeba powiedzieć, że mogłem sobie marzyć natomiast gdybym nie spotkał życzliwych ludzi na swojej drodze, rzeszy urzędników od sekretarki po ministrów to nigdy bym tego nie zrealizował. Spotykałem ludzi, którzy okazywali mi zainteresowanie a nawet serce widząc determinację w moich oczach. W związku z tym odpowiadając na pytanie dlaczego nie w kinie? A dlaczego w kinie? Widziałem różne kina, ale żadne mi nie pasowało.
A.K.: Czym Pana zdaniem, teatr Kamienica różni się od innych teatrów?
E.K.: Nie bywam w innych prywatnych teatrach więc nie wiem czym się różni. Bywam tylko tu. Nie chodzę nigdzie bo nie mam czasu. Raz byłem tylko w teatrze Polonia. W Och Teatrze nie byłem, nie byłem również w Teatrze VI piętro. W Buffo grałem, więc dobrze znam to miejsce. Buffo ma już wypracowany pewien charakter i nie ukrywam, że mam wielki szacunek dla obu panów prowadzących, którzy byli pionierami w tej dziedzinie. Mój teatr od innych różni się wieloma rzeczami. Przede wszystkim tym ,że on jest wyrwany, że on został tutaj wmontowany on wszedł w tkankę tego miejsca. To jest bardzo ważne. Wszystko jest ze sobą połączone, to taki labirynt. To jest miejsce bardzo charakterystyczne, ma pewien określony klimat, który czuć tu we wszystkim. Teatr dostał nazwę od tej kamienicy, starej warszawskiej posecesyjnej kamienicy. To też zobowiązuje. My np. witamy się z widownią , rozmawiamy, mamy też własną kuchnię, ludzie mogą przyjść wcześniej zjeść coś albo zostać po spektaklu na pysznej kolacji. Myślę, że to jest ważne. Taka otoczka towarzyska, coś takiego jak bywało przed wojną albo teraz jest w Londynie, Paryżu czy innych miejscach, przy teatrze albo w samym teatrze. Ludzie czują, że to nie jest tylko przyjście, pójście do szatni, odebranie numerka, przedarcie biletu itd. Tu jest inaczej. To jest takie miejsce gdzie ludzie jak już raz przyszli to przyprowadzą potem swoje rodziny i przyjaciół.
A.K.: Kierowanie teatrem to bardzo czasochłonne zajęcie. Znajduje Pan czas na życie prywatne i na realizowanie innych swoich pasji?
E.K.: Nie mam życia prywatnego. Mam wspaniałą zonę, 2 synów i córkę dla których nie mam tyle czasu ile powinienem. Skończyłem próbę o godzinie wpół do pierwszej, po pierwszej byłem w domu , położyłem się spać o 2. O 6.30 chłopcy mnie obudzili żeby ze mną troszkę pobyć, poszli do szkoły a ja się jeszcze pół godziny zdrzemnąłem i jestem na próbie. Jestem przemęczony to prawda. Jednocześnie tak się realizuję. Przyjdzie czas, że odeśpię, może za parę dni, a może nie.
A.K.: W listopadzie odbędzie się premiera nowej sztuki „Czarne serca”. Może opowiedzieć Pan troszkę o tym spektaklu?
E.K.: „Czarne serca” to sztuka napisana przez Domana Nowakowskiego. Najpierw to zamówienie było od Klubu Sportowego Polonia Warszawa na jej 100-lecie. Przy okazji Polonia zaprosiła nasz Teatr do współpracy aby to 100-tu lecie uczcić właśnie w Kamienicy . Doman to bardzo ładnie napisał. Opowiada jak klub: powstał, jak się rozwijał, jak upadał , jakie miał klęski , jak szedł do góry, ale jest także mowa o tej stuletniej kamienicy o jej historii. Występuje właściciel Żyd Misza Róg. Sztuka mówi o ludziach którzy tu mieszkali, a jednocześnie to wszystko jest splecione z historią Warszawy od 1903 r. od I wojny światowej poprzez te wszystkie koleje losu aż do czasów dzisiejszych. To są 4 pokolenia ludzi, którzy przeżywają swoje życie w Warszawie w tej kamienicy. Mężczyźni są oczywiście kibicami, kobiety nie bardzo to rozumieją. Bardzo ładnie napisana historia, taka opowieść , ma ciekawe zwroty akcji. Sztuka bliżej nurtu obywatelskiego taka jak „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” czy „Wroniec”. Zależy mi bardzo na tym, żeby w tym teatrze który poświęcony jest Warszawie było dużo z jej bogatej historii. To propozycja dla ludzi, którzy chcą się identyfikować z miejscem, w którym żyją. Obywatel dla mnie to jest ktoś więcej niż taki zwykły człowiek, to jest ktoś, który ma swoje poglądy ,ma swoją dumę, który ma swoją tożsamość, swoje zasady, kodeks. Polacy kiedyś takim narodem byli. Społeczeństwo przedwojenne było inne potem się to zmieniło. Ja chcę wrócić do tamtych tradycji, przywiązuję dużą wagę do teatru obywatelskiego, który przypomina skąd przychodzimy, kim jesteśmy i dokąd idziemy.
A.K.: Czy tak doświadczony zawodowo człowiek jak Pan, obawia się jak spektakl zostanie przyjęty i odebrany?
E.K.: Zawsze to jest loteria. Oczywiście najlepiej byłoby grać durne farsy, to jest najbezpieczniejsze. Takie spektakle wyglądają mniej więcej tak: dostanie drzwiami, i ten poleci a ten się przewróci a temu spadnie walizka no i świetnie. Wszyscy się uśmieli i poszli do domu i nic z tego nie zostało. Lubię komedię ale taką na której ludzie się śmieją ale śmieją się z jakiegoś określonego powodu. Kiedyś byłem w jednym z teatrów który specjalizuje się w takim repertuarze i patrzyłem i mówię sobie, jestem chyba chory na łeb bo ja nic nie rozumiem znaczy rozumiem co aktorzy mówią ale nie wiem z czego tu się śmiać. Ludzie się śmiali. Mówię wiec, ponieważ nie będę oskarżał ludzi, że ja jestem chory na jakąś chorobę, która nie pozwala mi rechotać z czegoś co jest kompletnie durne. To jest podobnie jak widzę w telewizji niektóre kabarety takie gdzie facet, dorobił sobie biust, kalosze założył a jeszcze do tego torebkę perukę, żydowską myckę i jeszcze grabie wziął, w zęby sobie jeszcze coś wsadził i tak stoi na takiej sali i coś gadają od rzeczy a ludzie strasznie się śmieją i to kamera pokazuje. Mówię, chory jestem. Do tego „czegoś” się nie nadaję. Nie daj Bóg żeby taki był mój teatr. Przepraszam jeśli kogoś urażam, ale staram się zawsze mówić prawdę, choć to towar już dziś reglamentowany.
A.K.: W jaki sposób dobiera Pan aktorów do spektakli?
E.K.: Czytam sztukę i jeżeli się na nią decyduję zaczynam myśleć o obsadzie. Czasem jest tak, że aktor zaraz przychodzi do głowy, a czasem jest tak, że trzeba się mocno zastanowić nad tym. Komedia „I tak cię kocham” nad którą dużo pracowałem, nad piosenkami, nad tekstem, nad wszystkim. Mam ją reżyserować, więc myślę sobie, że byłby mi potrzebny przedwojenny amant. Kto to może być? Krzysztof Ibisz jest dyplomowanym aktorem. Przystojny mężczyzna, z wdziękiem. Rola takiego chemika świrniętego, myślę spróbuję więc zapraszam go. Na 1 próbie widzę, że dawno nie grał, ze 20 lat nie był na scenie. Myślę, że praca będzie trudna ale to solidny facet. Wypracował rolę i gra. Jeżeli chodzi o możliwości aktorów to ja je mniej więcej znam ale robię też przymiarki. Jak przychodzi aktor, daje mu zadanie, robi się coś w rodzaju castingu. Zwłaszcza jak mam młodych aktorów, których w ogóle nie znam musze ich sprawdzić. Zapraszam ich na scenę i mówię: „Masz coś w repertuarze? No to dawaj.” Odbywa się to mniej więcej w taki sposób. Jeszcze ważne w takim doborze aktorów jest to, że korzystam z nauk moich majstrów. Wielu tych wspaniałych ludzi, których miałem zaszczyt znać. Wspomniany Pan Janusz Warmiński mówił zawsze- „Emilian precyzyjnie dobieraj zespół pod względem chemicznym, żeby nie dobrać ludzi, którzy ze sobą konkurują bo wtedy ta praca nie daje przyjemności.” Czasami pojawiła się osoba, która nie harmonizowała z resztą i zawsze był z tył kłopot. Zawsze kończyło się to większą lub mniejszą awanturą.
A.K.: Jest Pan aktorem teatralnym, gra pan również w serialu. Nie ciągnie Pana na duży ekran?
E.K.: Kompletnie nie. Musiałaby to być porządna rola, taka jaką miałem u Jacka Bromskiego w „U Pana Boga w Ogródku”. To była po prostu porządna rola, nad którą mogłem popracować. A tak żeby gębę obijać przed kamerą to absolutnie nie. Mnie interesuje praca i nieważne czy to będzie na estradzie, w filmie, teatrze czy w dubbingu. Mnie po prostu interesują ciekawe role. Nie patrzę na to, że na wielkim ekranie. Może być mały, ważne żeby rola była ciekawa.
A.K.: Jest Pan spełnionym zawodowo człowiekiem?
E.K.: Myślę, że jak spojrzy się na moją zmęczoną twarz to chyba widać, że tak. A Teatr Kamienica ma już prawie trzy lata i śmieje się do mnie, to daje siłę.
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Liczby to domena działu Gry i Technika, a jednak teatr też się ma czym pochwalić w tej dziedzinie. Teatr Polonia poinformował bowiem, że już niebawem spektakl Darkroom wystawiany od 6 lat przekroczy pewną magiczną liczbę. >>

Sztuka "Ten fantasyczny burdel" opowiada o zakłamaniu świata z jednej strony, a z drugiej o nadziei, że w człowieku jest także miłość, która zmienia świat na lepsze. >>

AB OVO URODZINOWO!
To nasze 2 urodziny. Zapraszamy ciepło 16 maja, o godzinie 20:20. Wejściówki po 15pln.
Grupę TEATRALNĄ AB OVO tworzą:
-Katarzyna Michalska - ZAŁOŻYCIELKA GRUPY
-Agnieszka Bajer
-Jasiek Aleksandrowicz-Krasko
-Rober >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter


























