Kwartet Bacewicz – założony przez czwórkę przyjaciół z trzech zakątków świata: Polski, Francji i Wenezueli. KB to ludzie posiadający ogromny talent oraz ognisty temperament. Swoją podróż jako zespół rozpoczęli przy dziele Grażyny Bacewicz „Kwartet nr 4”. W skład kwartetu wchodzą: Filip Lipski (skrzypce), Judith Le Monnier (skrzypce), Luis Cordero Jr (altówka), Piotr Gach (wiolonczela).
- Muzyka klasyczna w ostatnich latach straciła na popularności. Zgodzicie się z tym stwierdzeniem?
Filip: To nie do końca tak, że muzyka klasyczna straciła na popularności, ona żyje, ale w małych kręgach. Jeśli chodzi o ogół społeczeństwa to faktycznie nie jest popularna. Jest to muzyka trudna w odbiorze, często dla „świadomych” słuchaczy. Muzykę klasyczną trzeba zrozumieć, poczuć te emocje które daje a daje ich dużo. Jej wartość spada, dlatego my staramy się przekazać ludziom to, co ona w nas - muzykach - wyzwala.
Luis: Chciałem zgodzić się z Filipem, ale wszystko zależy też od miejsca w jakim ona występuje. Na przykład w moim kraju, muzyka poważna jest bardzo popularna i wielu ludzi ma do niej ogromny szacunek. Wielu ludzi traktuje tą muzykę, jak coś świętego. Czasami żartujemy, że najpierw jest Bóg a potem muzyka klasyczna. Dla nas jest to coś bardzo ważnego.
Judith: Ja tylko dodam, że proces w jakim ona traci na swej popularności jest o wiele dłuższy. To nie dzieje się na przestrzeni kilku lat. Zanik popularności muzyki klasycznej ma znacznie dłuższą historię. Muzyka klasyczna nie jest promowana jak inne gatunki, a wiadomo, że jeśli ktoś nie pokaże jej światu, to nikt nie będzie chciał jej słuchać.
- Od „małego” większość ludzi wychowywana jest w przeświadczeniu, że muzyka poważna jest dla określonej grupy społecznej, dla poważnych ludzi. Wielu młodych ludzi uważa ją za nudną. Czy macie na to „przeświadczenie” jakiś złoty środek, który zmieni tok myślenia tych ludzi?
F: (Śmiech) Złoty środek. Nie ma czegoś takiego jak złoty środek, dzięki któremu muzyka klasyczna trafiłaby wszędzie. To tylko marzenie. Żyjemy w czasach popkultury, gdzie umniejsza się znaczenie muzyki poważnej, gdzie dominuje rock, metal czy techno, ale nikt nie zwrócił uwagi, że wszystkie te gatunki pochodzą właśnie od muzyki poważnej. Muzyka ta zawsze była dla określonych grup społecznych, bo nie do każdego ona dociera i nie każdy potrafi ją zrozumieć. Dlatego najważniejsza jest edukacja.
J: Młodzi ludzie dziś nie słuchają takiej muzyki, a my chcielibyśmy zapoznać ich z tym gatunkiem. Przecież muzyka klasyczna rozwija, uczy logicznego myślenia, poszerza wyobraźnię, pozwala dostrzec te rzeczy, których na co dzień nie widzimy.
- Słyszałam stwierdzenie, że szkoły stawiają na przedmioty ścisłe, jednocześnie tłumią kreatywność dzieci i pomijają rozwój artystyczny.
F: Tu nie chodzi o to, czy pomijają rozwój artystyczny, czy nie. Matematyka, biologia czy chemia, też są ważne i potrzebne.
J: Tak jak wcześniej wspomniałam, muzyka klasyczna rozwija duchowo, jak i umysłowo. Daje wiele korzyści. Chcemy nakłonić młodych ludzi, by zaczęli jej słuchać. Przy muzyce klasycznej odprężysz się, zrelaksujesz, inaczej działa twój mózg podczas, gdy tam w tle słychać symfonię.
- Pochodzicie z trzech różnych krajów Europy, skąd więc decyzja o utworzeniu kwartetu?
KB: Znaliśmy się wcześniej, fajnie się nam razem grało, pracowało. Dogadywaliśmy się zarówno na płaszczyźnie zawodowej, jak i prywatnej, więc padł pomysł o utworzeniu zespołu. I oto jesteśmy.
- Czy potrafilibyście zamienić utwory Bacha, Mozarta, Chopina czy Vivaldiego, na utwory rockowo-popowe?
KB: Porzucić muzykę klasyczną dla rocka? Nawet nam się to nie śni. Oczywiście jesteśmy w stanie zagrać, takie rockowo-popowe utwory, ale bardziej w ramach zabawy i odskoczni od tego, co gramy na co dzień.
- Zdecydowaliście się na udział w programie „Mam Talent”. Jaki cel temu przyświecał? Czuliście potrzebę dowartościowania się? Potwierdzenia swojego talentu poprzez głosowaniu widzów?
J: Nie, to nie jest tak, że chcieliśmy potwierdzenia swojego talentu. Uznaliśmy, że to może być dobra zabawa i dobry sposób na wypromowanie muzyki klasycznej.
F: Akurat wypadł nam z grafiku jeden koncert, a wtedy były też castingi w Warszawie, więc pomyśleliśmy: czemu nie, przecież i tak nic nie tracimy. I tak przeszliśmy pierwszy etap, potem drugi i aż do półfinału, czego kompletnie nie spodziewaliśmy się. Wiadomo, to jest program, który ogląda kilka milionów ludzi, więc dla nas to była duża szansa na zaprezentowanie się tak ogromnej widowni. Szczerze, dla nas był to pierwszy taki koncert dla tylu ludzi jednocześnie i nie wiem, czy ktokolwiek z muzyków klasycznych miał okazję zagrać taki koncert.
L: Dla nas ten program był zabawą, ale i sprawdzeniem się, czy damy radę. Ciężko jest, gdy po raz pierwszy widzisz tyle kamer, świateł, publiczności i ludzi, którzy cię oceniają. Dla nas to coś nowego. Niesamowite przeżycie, świetna przygoda.
- W półfinale przegraliście, m.in. z małą dziewczynką, która zaśpiewała utwór „Dżemu”, popłakała się i tym samym zagrała na emocjach całej Polski. W związku z tym, nie macie poczucia, że przez ten patos małej dziewczynki, świetność muzyki klasycznej została przyćmiona? A może tym małym epizodem coś zapoczątkowaliście?
J: Zdecydowanie zapoczątkowaliśmy. Polska lubi patos, to taka nasza cecha narodowa. Już samo to, że nasz kwartet dostał się do półfinału było wielkim wyróżnieniem. Byliśmy przygotowani na to, że muzyka klasyczna trafi do mniejszego grona odbiorców, w porównaniu z muzyką rozrywkową. „Mam Talent” to program stricte rozrywkowy, więc i tak jesteśmy dumni, że udało nam się tam dostać i tym samym zaprezentować muzykę klasyczną kilku milionom widzów.
- Czego słuchacie na co dzień?
L: Muzyka latino.
J: M.Ravela oraz francuska poezja śpiewana.
F: Radiohead, Ballada E.ysaye.
- Jak postrzegacie muzykę filmową? W zestawieniu z klasyką, czy jest to coś równorzędnego, czy też raczej dodatek do "prawdziwej" twórczości?
KB: Nie byłoby filmów bez dobrej muzyki. Tak naprawdę czy film jest dobry i czy wyzwoli w nas takie a nie inne uczucia, zależy od muzyki, która stopniuje te emocje. Wyobrażasz sobie „Gwiezdne wojny” bez tej charakterystycznej muzyki? Ja nie. Może istnieć film o nieciekawej, nudnej fabule, ale muzyka zawsze jest tym elementem, który sprawia, że nawet ten nudny film, zyskuje jakąś wartość. Połowa sukcesu filmu to dobry podkład muzyczny. A czy muzyka klasyczna jest równorzędna z soundtrackami? Szczerze, większość soundtracków opiera się na muzyce klasycznej, zawierają jej elementy. Istnieje ona w każdym filmie.
L: A ja uwielbiam kreskówkę „Tom&Jerry”. Zwykła bajka, gdzie kot ugania się za myszą, a sprawia, że ludzie śmieją się, a to za sprawą dźwięków, które występują w tej bajce. Gdyby nagle zabrakło muzyki w tej kreskówce, straciłaby ona na swojej wartości i przestała nas śmieszyć, a dzięki muzyce (a są tam wykorzystywane instrumenty smyczkowe, dęte) staje się fenomenem.
- Jak wygląda przygotowanie koncertu granego razem z orkiestrą w operze lub filharmonii?
F: Zależy od orkiestry, każda inna ma swój odrębny tryb pracy. Do orkiestry trafiają najlepsi i oni muszą być przygotowani na każdą okoliczność, powinni być wszechstronni i elastyczni, to bardzo ułatwia pracę w tak dużym zespole, gdzie każdy jest inny i ma inne tempo, styl grania.
L: Granie z orkiestrą to ciężka praca, wymaga koncentracji i samodyscypliny. Trzeba ćwiczyć, uczyć się, a przede wszystkim poznawać i pokonywać własne granice.
- Samodyscyplina...Brrr to już nie dla mnie.
J: Nie jest tak źle:)Nie zapominajmy też o tym, kiedy występujemy solo. To duży stres, kiedy masz świadomość, że patrzy na ciebie całe mnóstwo osób, a ty musisz zagrać jak najlepiej, muzyką przenieść ich do innego świata, przekazać im historię i emocje, które ukrywają się w nutach. Granie solo to także duża radość, kiedy widzisz, że ludzie którzy przyszli posłuchać jak grasz, mają uśmiechy na twarzach, to tobie rosną skrzydła i wpadasz w inny wymiar, adrenalina jest tak duża, że zapominasz o stresie i zatracasz się w swojej grze.
- Judith, jak sobie radzisz z trzema mężczyznami w zespole? Nie jesteś przez nich zdominowana?
J: Ciągle walczę o swoją pozycję (śmiech). Mam silny charakter i nie daję się im.
F i L: Ona jest naszym rodzynkiem, którym opiekujemy się.
- Największy problem, który musieliście przezwyciężyć jako zespół?
L: Ciągle je zwalczamy.
- Dziękuję Wam za rozmowę.
KB: Dziękujemy.




więcej »



























