Gwardziści po straceniu bandyty i pożegnaniu z dostojnikami na dworze jazdowskim wyruszyli w dalszą drogę. Za miastem rozdzielili się- Grzegorz w większością rycerzy zawrócił do domu, natomiast Andrzej z garstką rycerzy udał się w kierunku północno wschodnim, gdzie miała nań czekać żona księcia Władysława Łokietka z rodziną. Pokonany już właściwie książę musiał uchodzić z kraju, ale jego małżonka ani myślała opuszczać polską ziemię. W porozumieniu z kasztelanem miała ukryć się w jednym z miast wiernych dotąd księciu. Impreza ta była o tyle trudna, że w najbliższych dniach miała wyruszyć ofensywa króla Wacława II, a zalanie rozbitego państwa mogła bardzo skomplikować zadanie.
W Płocku natomiast do późnej nocy trwała uczta, wyprawiona na cześć Ilony. Dziewczyna idąc po schodach do sali narad po udaremnieniu spisku obawiała się czekającej nań rozmowy. Mimo iż wojewodzianka Marta wybaczyła jej zniknięcie bez wieści, bała się jakiegoś numeru ze strony byłych kamratów, a co za tym idzie skazania na śmierć. Ku swej radości prawdę jej słów potwierdzili gwardziści krakowscy oraz starosta Przemek, zaś inni dostojnicy płoccy podziękowali za wykrycie spisku.
Kiedy rycerze wyprowadzili skazanego bandytę a Marta i Ilona poszły przebrać się, do ich komnaty ktoś zapukał.
- Proszę- rzuciła wojewodzianka przez ramię. Ilona obejrzała się i zamarła- do środka weszły księżniczka Agnieszka z towarzyszącą jej nieodłącznie Anusią. Ta ostatnia miała spuszczoną głowę- kiedy tu szły, pani płocka zmyła dwórce głowę za niesprawiedliwe osądzenie i wrogość wobec niewidzianej kilka lat kobiety.
Księżniczka zwróciła się do Marty:
- Przepraszam, że przeszkadzamy, ale chyba czas wyjaśnić parę spraw. Marta, wiesz, o czym mówię.
Marta przez chwilę popatrzyła na Ilonę, ta lekko podenerwowana napotkała wzrok przyjaciółki i skinęła głową na znak, że może jej zaufać.
- Wiem. Zostawmy je same, tak będzie najlepiej.
- Zgoda. Anusiu, pamiętaj, co obiecałaś.
- Będę, wasza książęca mość- odrzekła cicho i z pokorą dwórka.
Kiedy zamknęły za sobą drzwi, księżniczka oznajmiła:
- Słyszałam, że byłaś ich głównym celem.
Marta przytaknęła.
- Nic Ci nie jest?
- Dziękuję za troskę, kochana, ale wszystko jest w porządku. Nie zdążyli zrobić nic poważniejszego. Zawdzięczam Ilonie życie, może nawet coś więcej.
- Pewnie masz rację. Gdyby nie ona, nie wiadomo, jak mogło by się to wszystko skończyć. Całe szczęście, że dowiedzieli się o tym i nasi goście z Krakowa.
Marta zatrzymała się.
- Wasi goście? Chcesz powiedzieć, że…?
Agnieszka uśmiechnęła się.
- Po raz drugi w ciągu kilku dni ratują mnie z opresji. W ramach podziękowania zaprosiłam ich na jarmark.
- Nic o tym nie wiedziałam. Ale skoro tak, zawdzięczam dużo także i Tobie.
- Nieświadomie przysłużyłam się wszystkim na dworze.
- To prawda. Kobieca intuicja?
Księżniczka przytaknęła głową. Stanęły na balkonie z którego roztaczała się wspaniały widok na ogród.
W tym samym czasie w komnacie Anusia zatrzymała się przed towarzyszką ze spuszczoną głową i przestępując z niezdecydowaniem z nogi na nogę.
- Przepraszam, że oskarżyłam Cię o udział w spisku przeciw dworowi i winiłam za niepokoje w zamku- wyrzuciła w końcu z siebie jednym tchem.
- Miałaś do tego prawo, zważywszy moje dawne uczynki- odrzekła Ilona, patrząc w oczy dwórki- w końcu poznawałyśmy się w niezbyt przyjemnych okolicznościach i nie musiałaś wierzyć w moją przemianę.
- Sądziłam, że blefujesz, a wojewodzianka robi błąd wierząc Twoim intencjom.
- To zrozumiałe. Nie mam Ci tego za złe. Ale ja również chciałam przeprosić Cię za wszystkie krzywdy jakich doznałaś z moich rąk. Zapewniam, że nie musisz już się mnie bać, porzuciłam dawne życie dla tego uczciwego.
- Po tym, co się dzisiaj wydarzyło, wierzę Ci.
Obie dziewczyny wzięły się za ręce.
- Ilona, nigdy nie powiem o Tobie złego słowa. A jeżeli chodzi o tamto…
- Nie ma co do tego wracać. Liczy się tu i teraz.
- Masz rację.
Czekające na wynik rozmowy najbliższych towarzyszek księżniczka i wojewodzianka delektowały się pięknym i ciepłym wieczorem.
- Myślisz, że się pogodzą?- zapytała kaliszanka.
- Mam taką nadzieję.
- Ilonie bardzo na tym zależy.
- Wydaje mi się, że Anusi też. Było jej głupio za swoją zaciętość usłyszawszy o wydarzeniach ostatnich dni.
- Masz ogromne szczęcie mieć kogoś takiego u boku.
Agnieszka przytaknęła.
- To naprawdę dobra dziewczyna, ale Ilona musiała potraktować ją wówczas bardzo źle.
- Wiem o wszystkich jej czynach i wiem, że szczerze ich żałuje.
Agnieszka popatrzyła na nią zdziwiona.
- Słyszałam i o jakiś morderstwach. Obyło się bez…?
- Agnieszka, Ilona rzeczywiście brała w tym udział, ale obiecała mi, że rzuca swe dawne życie.
- Powiedz, jak Ci się udało to uzyskać tak bezboleśnie?
- Wie po prostu, że następny taki wyskok będzie skutkował przywróceniem wyroku.
- Zatem jednak?
- Na moją odpowiedzialność kara śmierci w jej przypadku nie została wykonana. Mój ojciec zgodził się na to, bo obiecałam, że będę pilnowała skazanej. Jak widzisz, doprowadziłam do nawrócenia.
- Masz niesamowity dar.
Marta uśmiechnęła się.








więcej »


























