Autor: Andrzej Jaworski
26-03-2010
Scieżki wolności: cz.VI
Koniec rozbicia dzielnicowego w Polsce, miłość, zdrada i wojny. Dla wielu osób ten okres przyniesie wiele nieoczekiwanych zdarzeń.
Wczesnym wieczorem wojewodzianka zeszła do ogrodu, gdzie czekały na nią księżniczka z nieodstępującą jej na krok i wciąż krytycznie patrzącej na nią Anusią.
- Przyszłaś jednak - ucieszyła się Agnieszka, obejmując gościa.
- Jest tak piękny wieczór, że szkoda byłoby marnować go na siedzenie w komnacie - odparła Marta.
- Oczywiście. Przejdziemy się trochę?
- Z przyjemnością.
- Anusiu, zostaw nas sam na sam- powiedziała pani płocka.
- Pani, to -… próbowała protestować nieufna wobec nowej znajomej księżniczki dwórka, ale widząc ściągnięte brwi pani umilkła i zatrzymała się w cieniu jednej z kolumn.
- Dokąd poszła księżniczka? - usłyszała za sobą głos starosty Przemka Anusia.
- Przejść się z tą kaliszanką - odrzekła gniewnie dziewczyna.
- Nie podoba Ci się ta znajomość?- zdziwił się starosta, obserwując idące przez park i zajęte żywą rozmową kobiety - piękne i smukłe, poruszające się z gracją tancerek.
- Panie starosto. To przyjaciółka mojej oprawczyni sprzed lat. Może tamta pragnie zbliżyć je do siebie, by łatwiej móc dokończyć sprawę ze mną. A jeśli zechce dobrać się i do księżniczki?
Starosta popatrzył w rozognioną twarz dwórki, tyle zaniepokojonej, co przestraszonej.
- Zapewniam Cię, Anusiu, że ani Tobie, ani tym bardziej księżniczce nic nie grozi ze strony towarzyszki pani Marty. Ktoś inny postarał się o jej usunięcie.
Dwórka odwróciła głowę w stronę rycerza.
- Jak to, panie?
- A tak, doszło do nieszczęścia i pani Ilona celowo lub nieświadomie nikomu nie zaszkodzi.
- Niestety?- prychnęła z nienawiścią Anusia- to doskonała nowina, chociaż żałuję, że sama jej nie wykończyłam.
- Zdumiewa mnie twoja zaciekłość. Wiem, co się wtedy wydarzyło- ciągnął widząc, że dwórka otwiera usta- i zapewniam Cię, że od tamtego czasu Ilona nigdy nie planowała zemsty na Tobie, ani kimkolwiek innym.
- Skąd pan może to wiedzieć -
- Z wiarygodnego źródła. W każdym razie, Anusiu, staraj się nie denerwować księżniczki, ale dyskretnie miej na nią oko.
- O co chodzi, panie? Dzieje się coś, co zagraża naszemu życiu?
- Nie mam pewności, ale na wszelki wypadek miejcie się na baczności.
- Mam ostrzec panią?
- Nie. Ani słowa księżniczce, nie ma potrzeby straszyć jej z byle powodu.
- A zagrożenie życia to nie jest powód?
- Księżniczka przyjechała tu odpocząć, nie bać się wyjść na korytarz. Zostaw to nam. Wszystkim się zajmiemy. Dobrze?
- Wedle życzenia, panie starosto. Proszę przysiąc, że nic złego się nie stanie
- Nie możemy przewidzieć wszystkiego, ale gwarantuję, że zrobimy wszystko, aby skutki tego, co może się stać, były jak najmniejsze.
- Dziękuję, panie.
Tymczasem dwie młode dostojniczki wracały już do zamku, nadal pochłonięte rozmową. Starosta zlustrował uważnie okolicę naokoło rosnącego pod murami żywopłotu po czym zawrócił do wewnątrz zamku.
- Niech no ja dostanę gościa w swoje ręce, nikt nie będzie musiał dłużej się z nim męczyć- w zajeździe, w którym zatrzymali się rycerze z gwardii kasztelańskiej Andrzej i Grzegorz właśnie skończyli czytać list z Krakowa, w którym kasztelan zawiadamiał ich o nowym „występie” starościca będzińskiego. Ten pierwszy starał się opanować ogarniający go gniew. Korzystając z nieobecności części gwardii, ludzie wynajęci przez syna starosty w samym sercu Krakowa napadli na robotników pracujących przy umacnianiu fortyfikacji Wawelu. Na szczęście robotnicy nie dali się zaskoczyć i wraz z pilnującymi budowy gwardzistami przegnali napastników, zadając im wielkie straty, nie ledwie wszystkich nie zabijając. Rozjuszeni ludzie kasztelana prosili pana krakowskiego o pozwolenie na krwawy odwet.
Od natychmiastowej wyprawy gwardzistów na dwór w Będzinie miała ich powstrzymać jedynie interwencja goszczącej na dworze siostry winnego, niewielkiej wzrostem, ale wielkiej duchem kobiety, gorącej zwolenniczki księcia Władysława Łokietka, dla której liczył się przede wszystkim sojusz z dworem krakowskim i przyjaźń jej ojca z kasztelanem. Starościc potrafił posunąć się do każdej podłości, aby skłócić ojca z ludźmi z Krakowa. Mający w kraju coraz większe poparcie Czesi z dynastii Przemyślidów przejęli by kontrolę nad krajem, Będzin natomiast stałby się głównym i najważniejszym punktem Małopolski, mającej być lennym dziedzictwem Czech.
- Przyszłaś jednak - ucieszyła się Agnieszka, obejmując gościa.
- Jest tak piękny wieczór, że szkoda byłoby marnować go na siedzenie w komnacie - odparła Marta.
- Oczywiście. Przejdziemy się trochę?
- Z przyjemnością.
- Anusiu, zostaw nas sam na sam- powiedziała pani płocka.
- Pani, to -… próbowała protestować nieufna wobec nowej znajomej księżniczki dwórka, ale widząc ściągnięte brwi pani umilkła i zatrzymała się w cieniu jednej z kolumn.
- Dokąd poszła księżniczka? - usłyszała za sobą głos starosty Przemka Anusia.
- Przejść się z tą kaliszanką - odrzekła gniewnie dziewczyna.
- Nie podoba Ci się ta znajomość?- zdziwił się starosta, obserwując idące przez park i zajęte żywą rozmową kobiety - piękne i smukłe, poruszające się z gracją tancerek.
- Panie starosto. To przyjaciółka mojej oprawczyni sprzed lat. Może tamta pragnie zbliżyć je do siebie, by łatwiej móc dokończyć sprawę ze mną. A jeśli zechce dobrać się i do księżniczki?
Starosta popatrzył w rozognioną twarz dwórki, tyle zaniepokojonej, co przestraszonej.
- Zapewniam Cię, Anusiu, że ani Tobie, ani tym bardziej księżniczce nic nie grozi ze strony towarzyszki pani Marty. Ktoś inny postarał się o jej usunięcie.
Dwórka odwróciła głowę w stronę rycerza.
- Jak to, panie?
- A tak, doszło do nieszczęścia i pani Ilona celowo lub nieświadomie nikomu nie zaszkodzi.
- Niestety?- prychnęła z nienawiścią Anusia- to doskonała nowina, chociaż żałuję, że sama jej nie wykończyłam.
- Zdumiewa mnie twoja zaciekłość. Wiem, co się wtedy wydarzyło- ciągnął widząc, że dwórka otwiera usta- i zapewniam Cię, że od tamtego czasu Ilona nigdy nie planowała zemsty na Tobie, ani kimkolwiek innym.
- Skąd pan może to wiedzieć -
- Z wiarygodnego źródła. W każdym razie, Anusiu, staraj się nie denerwować księżniczki, ale dyskretnie miej na nią oko.
- O co chodzi, panie? Dzieje się coś, co zagraża naszemu życiu?
- Nie mam pewności, ale na wszelki wypadek miejcie się na baczności.
- Mam ostrzec panią?
- Nie. Ani słowa księżniczce, nie ma potrzeby straszyć jej z byle powodu.
- A zagrożenie życia to nie jest powód?
- Księżniczka przyjechała tu odpocząć, nie bać się wyjść na korytarz. Zostaw to nam. Wszystkim się zajmiemy. Dobrze?
- Wedle życzenia, panie starosto. Proszę przysiąc, że nic złego się nie stanie
- Nie możemy przewidzieć wszystkiego, ale gwarantuję, że zrobimy wszystko, aby skutki tego, co może się stać, były jak najmniejsze.
- Dziękuję, panie.
Tymczasem dwie młode dostojniczki wracały już do zamku, nadal pochłonięte rozmową. Starosta zlustrował uważnie okolicę naokoło rosnącego pod murami żywopłotu po czym zawrócił do wewnątrz zamku.
- Niech no ja dostanę gościa w swoje ręce, nikt nie będzie musiał dłużej się z nim męczyć- w zajeździe, w którym zatrzymali się rycerze z gwardii kasztelańskiej Andrzej i Grzegorz właśnie skończyli czytać list z Krakowa, w którym kasztelan zawiadamiał ich o nowym „występie” starościca będzińskiego. Ten pierwszy starał się opanować ogarniający go gniew. Korzystając z nieobecności części gwardii, ludzie wynajęci przez syna starosty w samym sercu Krakowa napadli na robotników pracujących przy umacnianiu fortyfikacji Wawelu. Na szczęście robotnicy nie dali się zaskoczyć i wraz z pilnującymi budowy gwardzistami przegnali napastników, zadając im wielkie straty, nie ledwie wszystkich nie zabijając. Rozjuszeni ludzie kasztelana prosili pana krakowskiego o pozwolenie na krwawy odwet.
Od natychmiastowej wyprawy gwardzistów na dwór w Będzinie miała ich powstrzymać jedynie interwencja goszczącej na dworze siostry winnego, niewielkiej wzrostem, ale wielkiej duchem kobiety, gorącej zwolenniczki księcia Władysława Łokietka, dla której liczył się przede wszystkim sojusz z dworem krakowskim i przyjaźń jej ojca z kasztelanem. Starościc potrafił posunąć się do każdej podłości, aby skłócić ojca z ludźmi z Krakowa. Mający w kraju coraz większe poparcie Czesi z dynastii Przemyślidów przejęli by kontrolę nad krajem, Będzin natomiast stałby się głównym i najważniejszym punktem Małopolski, mającej być lennym dziedzictwem Czech.
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Zastanawialiście się kiedyś, kim jest i co robi osoba stojąca obok w Was w kolejce sklepowej? Jeśli tak, to "Marzyciele i Pokutnicy" rozwinie Waszą ciekawość jeszcze bardziej… >>

Powracamy do naszej standardowej formuły, czyli raz w miesiącu aktualizacja SK PLUS. Dzięki temu możemy dla Was uzbierać więcej ciekawych pozycji. Zobaczcie, co przygotowaliśmy dla Was w tym miesiącu. >>

Nie było Cię na Warszawskich Targach Książki? Nic straconego - końcówka maja to świetna okazja do nadrobienia zaległości. >>

Meksykański twórca zmarł w wieku 83 lat. Był nazywany „trzecim tenorem” wśród największych pisarzy Ameryki Łacińskiej, który zdobył sławę zarówno dzięki powieściom, jak i esejom poświęconym polityce i kulturze. >>

Każdego z nas dopada myśl o nieuchronnym końcu naszego życia. Rafleksja ta budzi się, spowodowana upływem czasu oraz wydarzeniami, które budują nasze życie, a tym samym nas samych... >>

Świetnie napisany reportaż pokazujący co najmniej dziewięć ścieżek wiary i dziewięć historii życia. >>

Globalizacja? Homogenizacja kultury? Kreolizacja? To nazwy współczesnych zjawisk, które dotyczą każdego z nas – czy są jeszcze osoby, które nie korzystają z Internetu? Przedstawiamy naukowy rzut okiem na to, jak poszukujemy nowych form komunikacji, porzuc >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

"Czy możliwe jest ŻYCIE przed śmiercią?" to książka zachęcająca do dokonania wglądu we własne życie i do podążenia drogą harmonii, która jest tak potrzebna w dzisiejszym życiu. Zapraszamy więc do konkursu z tą pozycją.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter


























