Autor: Monika B.
24-09-2009
Z dzieciństwa...
Kiedy miałam 6 lat, chodziłam z rodzicami w odwiedziny do babci.
Babcia robiła najlepszą herbatę. Najzwyklejszą słabą herbatę z cytryną i łyżeczką cukru. Ulubionym serialem matki mojego taty była „Moda na sukces”. Nieważne czy byli u niej goście czy nie, musiała obejrzeć kolejny odcinek. Babcia uwielbiała być w centrum uwagi, opowiadając różne historie. A ja uwielbiałam jej słuchać. W drzwiach jej salonu wisiała huśtawka. Była drewniana, miała czerwone, zielone i niebieskie belki. Uwielbiałam się na niej bujać. Chyba właściwie tylko dlatego odwiedzałam babcie. Teraz zajmuję jeden z pokoi w jej mieszkaniu. Babcia nie żyje od ponad 10 lat. Niedawno znalazłam szkatułkę z jej biżuterią. Są w niej jej ulubione niebieskie klipsy.
Dziadek kupował mi brokaty w żelu. Miały wiele kolorów. Najbardziej chyba lubiłam złoty, srebrny i niebieski, ale były też zielony, czerwony, a fioletowy zdarzał się rzadko. Bardzo nie chciał, żebym chodziła do przedszkola. Kiedy w końcu się zgodził, cieszyłam się, że będzie mnie odprowadzał. Miał wręcz mlecznobiałe włosy i czarne krzaczaste brwi. Lubiliśmy bawić się narzędziami. Młotkiem, gwoździami, śrubkami i moim ulubionym okrągłym magnesem. Dziadek chodził ze mną na spacery. Kupował mi parówki, o które wtedy było bardzo trudno, u pani, która zawsze śmiała się, że mam takie czarne oczy, bo ich nie myję. Podczas któregoś spaceru spotkaliśmy jakąś panią. Nie znałam jej. Miała duże okulary przeciwsłoneczne i kapelusz z rozłożystym rondem. Byłam bardzo otwartym dzieckiem, więc swoim zwyczajem podbiegłam do niej i radośnie powiedziałam „dzień dobry pani!”. Kobieta spojrzała na mnie dziwnie i odpowiedziała mi „dzień dobry panu”. Zdenerwowało mnie to, a uśmiech zniknął z mojej pucołowatej buzi. Już jej nie lubiłam. Po drodze do parku rosły krzaki z małymi, czerwonymi owocami. Do dziś dnia nie jestem pewna, czy dziadek udawał, że je zjadał. Robił to, żeby mnie zabawić. Kiedy umarł, myślałam, że to przez zatrucie tymi owockami, że to przeze mnie. Nie zdążył odprowadzić mnie do przedszkola ani razu.
Drugi dziadek wzbudzał we mnie pewnego rodzaju strach. Nosił okulary. Był właściwie łysy, miał tylko siwe półkole włosów. Nie chciałam, żeby całował mnie w policzki na powitanie, bo bardzo drażniły mnie jego wąsy. Tego dziadka bardzo słabo pamiętam. Umarł zaraz po pierwszym dziadku, ojcu mojej mamy, z którym mieszkaliśmy z rodzicami. W nocy, kiedy umierał, coś, co nie miało powodu ani prawa, strasznie huknęło w domu, chyba w lodówce. Kilka godzin później ktoś zadzwonił ze szpitala, że dziadek nie żyje. Miałam nie więcej niż 7 lat.
Kiedy byłam młodsza uwielbiałam różowy kolor. Miałam różową kołyskę dla lalek, różowy zimowy kombinezon, różowe rękawiczki, różowy kocyk. Na którąś Gwiazdkę dostałam pluszowego króliczka. Nazwałam go Różowy. Miał różowe wszystko poza niebieskimi, plastikowymi oczami i ogonkiem, którego nie posiadał. Spędziliśmy razem kilka lat. Różowy zwiedził ze mną trochę Polski. Po jakimś czasie, królik miał podarte uszy. Nie przeszkadzało mi to. Nadal kochałam go tą specjalną, dziecięcą miłością do maskotek. Wierzyłam, że Różowy mnie słyszy, rozumie i ożywa w nocy. W pewnym momencie Różowy zniknął, nie wiem, co się z nim stało. Już nie płakałam po nim. Nie jestem pewna czy sama nie wrzuciłam go do kontenera PCK.
Około 4 lat temu nosiłam na nadgarstku zawiązaną czarną wstążkę. Były na niej zawieszone dwa pozłacane dzwoneczki w kształcie kulek, takie jak przy kocich obróżkach. Na początku obawiałam się czy nie będę Go drażnić ciągłym dzwonieniem. Stwierdziłam, że jeśli tak, będzie to znak, żeby pozostał tylko przyjacielem. Zaakceptował je. Po jakimś czasie czysta przyjaźń zniknęła, a On tylko nasłuchiwał „mojego” dźwięku. Pewnej nocy miałam sen. On był w nim dla mnie bardzo przykry, zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Kilka tygodni później czarna wstążka rozwiązała się nieproszona, nie wiem kiedy. Było mi dziwnie smutno bez tych blaszanych dusz. W końcu między innymi właśnie nimi Go uwiodłam. Nosiłam je przecież dla Niego. Przytulił mnie jednak i powiedział, że nic się nie stało. Wtedy to mnie ucieszyło. Po jakimś czasie podarował mi jak, co środę czerwoną różę. Ta była wyjątkowa, z dzwoniącym dodatkiem. Prawie jak dzwoneczek zaręczynowy. Prawie. Środa była Naszym dniem. Do czasu. Ponad 5 miesięcy temu czarna aksamitka ze starym dzwoneczkiem powędrowała do pudełka. Teraz, gdybym powiedziała Mu, że zgubiłam dzwoneczek, do tego ten od Niego, też by się tym nie przejął. Za jakiś czas podobno wyjeżdża do Londynu na 3 lata.
Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Od jakiegoś czasu nie ignoruję różnego rodzaju przypadków i znaków.
Dziadek kupował mi brokaty w żelu. Miały wiele kolorów. Najbardziej chyba lubiłam złoty, srebrny i niebieski, ale były też zielony, czerwony, a fioletowy zdarzał się rzadko. Bardzo nie chciał, żebym chodziła do przedszkola. Kiedy w końcu się zgodził, cieszyłam się, że będzie mnie odprowadzał. Miał wręcz mlecznobiałe włosy i czarne krzaczaste brwi. Lubiliśmy bawić się narzędziami. Młotkiem, gwoździami, śrubkami i moim ulubionym okrągłym magnesem. Dziadek chodził ze mną na spacery. Kupował mi parówki, o które wtedy było bardzo trudno, u pani, która zawsze śmiała się, że mam takie czarne oczy, bo ich nie myję. Podczas któregoś spaceru spotkaliśmy jakąś panią. Nie znałam jej. Miała duże okulary przeciwsłoneczne i kapelusz z rozłożystym rondem. Byłam bardzo otwartym dzieckiem, więc swoim zwyczajem podbiegłam do niej i radośnie powiedziałam „dzień dobry pani!”. Kobieta spojrzała na mnie dziwnie i odpowiedziała mi „dzień dobry panu”. Zdenerwowało mnie to, a uśmiech zniknął z mojej pucołowatej buzi. Już jej nie lubiłam. Po drodze do parku rosły krzaki z małymi, czerwonymi owocami. Do dziś dnia nie jestem pewna, czy dziadek udawał, że je zjadał. Robił to, żeby mnie zabawić. Kiedy umarł, myślałam, że to przez zatrucie tymi owockami, że to przeze mnie. Nie zdążył odprowadzić mnie do przedszkola ani razu.
Drugi dziadek wzbudzał we mnie pewnego rodzaju strach. Nosił okulary. Był właściwie łysy, miał tylko siwe półkole włosów. Nie chciałam, żeby całował mnie w policzki na powitanie, bo bardzo drażniły mnie jego wąsy. Tego dziadka bardzo słabo pamiętam. Umarł zaraz po pierwszym dziadku, ojcu mojej mamy, z którym mieszkaliśmy z rodzicami. W nocy, kiedy umierał, coś, co nie miało powodu ani prawa, strasznie huknęło w domu, chyba w lodówce. Kilka godzin później ktoś zadzwonił ze szpitala, że dziadek nie żyje. Miałam nie więcej niż 7 lat.
Kiedy byłam młodsza uwielbiałam różowy kolor. Miałam różową kołyskę dla lalek, różowy zimowy kombinezon, różowe rękawiczki, różowy kocyk. Na którąś Gwiazdkę dostałam pluszowego króliczka. Nazwałam go Różowy. Miał różowe wszystko poza niebieskimi, plastikowymi oczami i ogonkiem, którego nie posiadał. Spędziliśmy razem kilka lat. Różowy zwiedził ze mną trochę Polski. Po jakimś czasie, królik miał podarte uszy. Nie przeszkadzało mi to. Nadal kochałam go tą specjalną, dziecięcą miłością do maskotek. Wierzyłam, że Różowy mnie słyszy, rozumie i ożywa w nocy. W pewnym momencie Różowy zniknął, nie wiem, co się z nim stało. Już nie płakałam po nim. Nie jestem pewna czy sama nie wrzuciłam go do kontenera PCK.
Około 4 lat temu nosiłam na nadgarstku zawiązaną czarną wstążkę. Były na niej zawieszone dwa pozłacane dzwoneczki w kształcie kulek, takie jak przy kocich obróżkach. Na początku obawiałam się czy nie będę Go drażnić ciągłym dzwonieniem. Stwierdziłam, że jeśli tak, będzie to znak, żeby pozostał tylko przyjacielem. Zaakceptował je. Po jakimś czasie czysta przyjaźń zniknęła, a On tylko nasłuchiwał „mojego” dźwięku. Pewnej nocy miałam sen. On był w nim dla mnie bardzo przykry, zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Kilka tygodni później czarna wstążka rozwiązała się nieproszona, nie wiem kiedy. Było mi dziwnie smutno bez tych blaszanych dusz. W końcu między innymi właśnie nimi Go uwiodłam. Nosiłam je przecież dla Niego. Przytulił mnie jednak i powiedział, że nic się nie stało. Wtedy to mnie ucieszyło. Po jakimś czasie podarował mi jak, co środę czerwoną różę. Ta była wyjątkowa, z dzwoniącym dodatkiem. Prawie jak dzwoneczek zaręczynowy. Prawie. Środa była Naszym dniem. Do czasu. Ponad 5 miesięcy temu czarna aksamitka ze starym dzwoneczkiem powędrowała do pudełka. Teraz, gdybym powiedziała Mu, że zgubiłam dzwoneczek, do tego ten od Niego, też by się tym nie przejął. Za jakiś czas podobno wyjeżdża do Londynu na 3 lata.
Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Od jakiegoś czasu nie ignoruję różnego rodzaju przypadków i znaków.
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Zastanawialiście się kiedyś, kim jest i co robi osoba stojąca obok w Was w kolejce sklepowej? Jeśli tak, to "Marzyciele i Pokutnicy" rozwinie Waszą ciekawość jeszcze bardziej… >>

Powracamy do naszej standardowej formuły, czyli raz w miesiącu aktualizacja SK PLUS. Dzięki temu możemy dla Was uzbierać więcej ciekawych pozycji. Zobaczcie, co przygotowaliśmy dla Was w tym miesiącu. >>

Nie było Cię na Warszawskich Targach Książki? Nic straconego - końcówka maja to świetna okazja do nadrobienia zaległości. >>

Meksykański twórca zmarł w wieku 83 lat. Był nazywany „trzecim tenorem” wśród największych pisarzy Ameryki Łacińskiej, który zdobył sławę zarówno dzięki powieściom, jak i esejom poświęconym polityce i kulturze. >>

Każdego z nas dopada myśl o nieuchronnym końcu naszego życia. Rafleksja ta budzi się, spowodowana upływem czasu oraz wydarzeniami, które budują nasze życie, a tym samym nas samych... >>

Świetnie napisany reportaż pokazujący co najmniej dziewięć ścieżek wiary i dziewięć historii życia. >>

Globalizacja? Homogenizacja kultury? Kreolizacja? To nazwy współczesnych zjawisk, które dotyczą każdego z nas – czy są jeszcze osoby, które nie korzystają z Internetu? Przedstawiamy naukowy rzut okiem na to, jak poszukujemy nowych form komunikacji, porzuc >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

"Czy możliwe jest ŻYCIE przed śmiercią?" to książka zachęcająca do dokonania wglądu we własne życie i do podążenia drogą harmonii, która jest tak potrzebna w dzisiejszym życiu. Zapraszamy więc do konkursu z tą pozycją.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter


























