Zamykasz drzwi miesięcy na bez pożegnania klucz.
Uważasz niepamięcią, że nie masz do oddania nic.
Zastygasz w melancholii krzywdy swej, masz żal,
Że nie chciałem tolerować twojego niestarania.
I choć nienawidzisz mnie za syberyjski chłód,
Nie dostrzegasz jaki we mnie jest łez ogień.
Pozostawiasz mnie w iskrach złamanego serca.
To ja powiedziałem – pas,
Nie chciałem myśleć o tobie jeszcze gorzej.
Przymykałem oczy na wyłaniające się cienie ze wspólnej pościeli.
Na pogniecione poduszki wspomnień, na mdłą już teraz
Intensywność naszych spojrzeń.
Cierpliwe ściany sypialni, świadkując niejednemu,
Co odbywało się bez mojego udziału,
Nocą, ciemnym szeptem, przytuliły mnie słowami:
Nie zostawiaj serca na stole swojej wrażliwości,
Nie pozwalaj kroić go bezdusznością i ludzi w siebie zapatrzeniem.
Nie daj sercu zapełniać swą pustkę chwilą,
Bo i tak zwróci zamroczenie alkoholem zauroczenia
I zapłaci Ci za krótką radość i nagły poryw
Symptomem bolesnego skurczu duszy.
Srogim tonem milczenia prośba ta odbija się
W nieskończoności mojego wnętrza.
Nie dać kroić, nie dać porwać, nie nagle i nie na krótko.
Każdorazowo uczę się okruchów tej nękającej myśli, lecz wciąż za mało.
I mimo że mam uczulenie na potrawy z miłości,
To doskwiera mi słabość do ich spożywania.








więcej »


























