10-05-2011
AAA |
Ocena: 1  0 głosów
Opowiadanie: Mojry
Parki we współczesnym świecie? Ja w nie wierzę.

mojry, John Strudwick "Złota Nić"
- Ona ci przepowie przyszłość - powiedziała mi kiedyś, po czym mlasnęła ze smakiem, unosząc w górę filiżankę z parującą kawą. - Jeszcze gorąca - zauważyła, oblizując wargi ze śmietany.
Siedziałam w milczeniu. Możliwe, że nie chciałam jej dłużej słuchać, możliwe, że rozważałam podświadomie to, co powiedziała, możliwe też, że nie przywiązywałam do tego większej wagi. Czubkiem palca rysowałam na okrągłym stoliku irlandzkie triskele, jakby interesowały mnie podróże między wymiarami.
 - To jak? - zapytała w końcu, stukając srebrną łyżeczką o talerzyk. Harmonijny dźwięk zawirował wokół nas, po czym zniknął z zamglonym echem.
 - W sumie... i tak nie mam nic do stracenia - rzuciłam, bardziej bezwiednie, nie analizując odpowiedzi słusznie zakładając, że konwersacja bywa czasami celem sama w sobie. Zabawne kłębki dymu bawiły się w ganianego, rozdzielając mnie i towarzyszkę. Nie robiło im to większej różnicy. Sądząc po twarzach mojej i jej - podobnież. Trwałyśmy zawieszone w nieskonkretyzowanej przestrzeni cudzej kawiarni, opierałyśmy łokcie o stolik, przy którym może doszło do czyjegoś pierwszego pocałunku i pierwszej łzy. Przedmioty zapamiętują wydarzenia. Miejsca zmieniają się w zależności od przepływających ludzi. Prawdziwie istnieją tylko w naszych wspomnieniach; przedmiotów nikt nie może nam odebrać.
 - Chyba zamówię jeszcze kremówkę. - Przerwała ciszę, marszcząc brwi w głębokiej zadumie. Uśmiechnęłam się w duchu.

Lachesis poznałam w pewien marcowy poranek. Padał wówczas lekko deszcz, drobne krople tuliły do siebie zaskoczone źdźbła rozbudzonych traw. Poranne tańce erotyczne na pobudzenie dnia.
Oślepiła mnie. Idealna biel jej kostiumu zachęcała do analizy telewizyjnych reklam, jasne ściany sterylnego otoczenia wymuszały wyrzuty sumienia. Mrużyłam oczy. Dopiero jej promienny uśmiech uspokoił moje rozedrgane źrenice, przeprosił tęczówki za pryzmat.
Miała prawdziwie sprawne dłonie, chociaż nie przyznawała się do tego głośno. Ujmowała nowe życia w swoje ręce i roztaczała nad nimi opiekę. Kilka delikatnych ruchów, by drobne twarzyczki noworodków przykryła ujmująca fala błogostanu.
 - Jak ty to robisz? - zapytałam.
 - Dzieci mają niezwykły dar przenikania przez ciało - powiedziała szeptem, uśmiechając się lekko. - Precyzyjnie odczytują twoje emocje. Tu nie może być miejsca na pomyłkę. One nigdy się nie mylą, dlatego ty również nie możesz.
Jeden z noworodków poruszył się niespokojnie w inkubatorze. Lachesis opuszkiem palca pogładziła malca po meszku na głowie.
 - Z czasem ludzie zapominają - powiedziała, zabierając rękę. - Przychodzą rodzice i wtedy rodzi się właściwy członek społeczeństwa. Kolejna z wielu kopii, które zalewają świat. Kolejna maszyna, która potrafi się w tym świecie odnaleźć.
 - Podobno potrafisz przepowiedzieć przyszłość - zaczęłam. Wśród kilkudniowych, śpiących ludzi poczułam się nieswojo. Lachesis towarzyszyła mojemu wiekowi, ale wydała mi się nagle o wiele młodsza. Jakby powłoka cielesna była tylko zabawą, przebraniem.
 - Nie zajmuję się przepowiadaniem przyszłości - powiedziała po chwili. - Mogę tylko coś zacząć, jak każdy człowiek zresztą. Nikt nie zna swojego losu, ale każdy może go kształtować. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Każda decyzja przybliża do innej. Nie można odszyfrować tego ciągu, przewidzieć go. Rodzisz się, ale to ludzie dookoła ciebie decydują, kim będziesz, jak będziesz myśleć, co mówić i czuć. Te dzieci, które tutaj widzisz są jeszcze niewinne, nienaruszone. Widzisz je naprawdę, to ich istota, ich drgające serca, które możesz uspokoić, jeśli w tobie jest wewnętrzny spokój. Ale i na nie przyjdzie czas, na horyzoncie przesłoni słońce czyjaś dojrzała sylwetka, zabierze niemowlę i zabierze jego szczere serce.
 - To przykre, co mówisz...
 - Nie, wcale nie... Widzisz... Taka jest już nasza natura. Natura... ludzi.
Spojrzałam na nią. Ta krótka chwila, to niedługie przytrzymanie, w trakcie którego zdawała się zawiesić pomiędzy snem a jawą... Poczułam, że nie należy do naszego świata. Jakby chciała mówić o całości obejmując sobą gwiazdy, ale jednocześnie nie czuła się jej częścią, miała świadomość własnej odmienności.
 - Ile masz lat? - zadałam pytanie.
 - Mówią, że człowiek ma tyle, na ile się czuje. Ja się jeszcze nie narodziłam...

Kloto zmarszczyła swoje nieco zbyt obfite brwi. Zauważyłam, że zwykła to czynić w momencie, gdy skupiała się na nawlekaniu nici. Zdawało się, że czynność ta niezwykle ją zajmuje, gromadzi wszelką jej uwagę i odtrąca od rzeczywistości, wrzucając w bezdenną pustkę zwaną przez nas czasem bezmyślnością. Ja wolałam zawsze nazywać to miejsce próżnią, intelektualną oazą spokoju, prywatnym pokoikiem zen. Gdy obszyła mój żakiet drobną nitką koloru nieco przyduszonej brzoskwini, podniosła głowę, uśmiechając się delikatnie, z pewną naiwnością.
 - Gotowe - rzuciła, wkładając w to jedno słowo bezmiar tłumionego uczucia.
 - Dziękuję ci bardzo - odpowiedziałam. - Piękne.
Podłużna świetlówka gdzieś drgała w kącie, rzucając na nasze twarze niecierpliwe cienie to pojawiające się, to znikające. Skostniałe w bezruchu przedmioty zdawały się wibrować pomiędzy jawą a snem, niepodobne znajdować się właśnie tutaj i właśnie teraz. Połyskująca w przytłumionym świetle szpilka bawiła się z mózgiem w skojarzenia. Poczułam na ciele delikatność prostujących się włosków.
 - Jak to jest, że tak świetnie panujesz nad drżeniem rąk? - zapytałam. - Wydaje mi się, jakbyś tańczyła, szyjąc... To jest u ciebie takie proste...
 - Jak się coś kocha, to to jest proste. Zwyczajnie. - Uśmiechnęła się w momencie, gdy w świetlówce zabrakło żaru.
 - Zwyczajnie - powtórzyłam jak echo, lekko, szeptem. W tym podrzędnym, niezadbanym zakładzie słowo to nabrało nowego znaczenia. Artykulacja go potoczną głośnością, z potocznym ułożeniem ust, przyłożeniem języka do ścianek zębów i odbiciem się od nich (falującym), wydało mi się żałosne... zwyczajne. Ironia. Określenie to, wyrzucone z krtani Kloto nasiąknęło nową wibracją, zmieniło znaczenie, stało się... niezwykłe. Semantyczna zagadka ludzkości: każdy indywidualnie nadający przedmiotom i zjawiskom treść...
 - Niezwykłe - podsumowałam swoje rozważania. Kloto układała w niedużym pudełku oklejonym bibułą kolorowe włóczki. - Powiedz - zaczęłam, obserwując jej pracę - wierzysz w bajkę o Śpiącej Królewnie? To znaczy... czy twoim zdaniem możliwa jest miłość pokonująca próbę czasu?
 - Miłość? Śpiąca Królewna? - Powtarzała te słowa, jakby próbując je ze sobą zestawić i porównać. Modulowała kilka razy głos, marszczyła swoje brwi. (Zaczynałam wierzyć, że mają one moc magiczną). - Nie, tu tego nie ma.
 - Czego nie ma? - Zamrugałam, nie rozumiejąc. Może nie słuchałam jej uważnie, za bardzo skupiona na jej nietypowej fizjonomii? Ileż razy popełnialiśmy ten kardynalny błąd, dając się wciągnąć w grę iluzji, zatracając słowa...
 - Miłości. Powiedz: co to za uczucie, gdy on zakochuje się w niej na podstawie jej słodkiej buźki wystającej spod kołdry? Pierwsze co: bierze się do dzieła. A ona budzi się, po stu latach, stara panna z niespełnionymi marzeniami i... taki przypadek. Szczęśliwy traf i przygoda na jedną noc. Taka jest prawdziwa historia Śpiącej Królewny.
Milczałam. Do strzelającej świetlówki dołączyło bzyczenie muchy: zapierająca dech polifonia psychodelicznej rzeczywistości.
 - Znałaś ją? - zapytałam po chwili.
 - I tak, i nie - powiedziała, porządkując szpilki. Jedna z wolno leżących igieł wbiła się w jej palec wskazujący. Kilka kropel krwi zwilżyło rozłożoną na stole organtynę. - Ja nią jestem...

Siwe włosy Atropos falowały na wietrze. Wydawała się starsza od całego świata, naznaczona, doświadczona. A jednak jej jasne, spokojne oczy wszystkiemu przeczyły: logice, zwykłemu porządkowi zdrowego rozsądku. Wyglądała jak łagodne dziecko, które dla dobra jednej z nieszczęśliwych kobiet przyjęło w geście zobojętnienia starzejącą się powłokę tamtej. Nie spojrzała na mnie a jednak poczułam, że przywitała się ze mną, wpatrzona w jeden ze świeżych nagrobków, na którym poruszały się muskane wiatrem płatki kwiatów. W milczeniu przysiadłam się do niej. W oddali ktoś oprowadzał szkolną wycieczkę; słyszałam wesoły gwar nastolatków i monotonny głos nauczycielki.
Cisza. A w niej setki opowieści o miłości, zdradach, nieszczęśliwych zakończeniach i happy-endach. Słońce rzucało światło na ciekawsze opowieści, które wiatr snuł, przeskakując z drzewa na krzaczek, burząc spokojną taflę diamentowej kałuży swoim rozwianym włosiem. Zrozumiałam, że w milczeniu jest metoda. Że Atropos z namysłem nie przerywała cudzej gawędy: mówiły do niej jednocześnie wszystkie istnienia śpiące na tym cmentarzu. Sny ich - ulotne, ale możliwe do złapania w deszczu i wietrze - krążyły wokół niej, dotykając. I mnie musnęły: jak duchy, których subtelne zimno powoduje drżenie ciała; przyjemnie. Przymknęłam oczy i pozwoliłam im mówić o sobie.
Na słuchaniu minęło popołudnie. Pogrążona w swoistym letargu nie zauważyłam upływu czasu. Gdy się ocknęłam zmierzchało.
Nie usłyszałam głosu Atropos. Kobieta rzuciła mi jedynie na odchodne pełne ciepła spojrzenie. Na jej ustach kątem oka uchwyciłam przelotny uśmiech: lekki, jak gdyby był ucieleśnieniem mimiki któregoś z poznanych dzisiaj duchów. Skinęłam głową, kosmyk włosów wsunęłam za ucho i odeszłam. Jak gdyby nigdy nic: jakbyśmy znały się od zawsze i nie musiały się żegnać.

Zobaczyłam je po roku, pierwszy raz razem. Ramiona Lachesis i Kloto oplotły Atropos. Stały tak: jak trzy konary połączone w jedno tysiącami lat wspólnego istnienia. Ich twarze nie wyrażały niczego, może jedynie pewnego rodzaju nostalgię. Za minionym? Za przybliżającym się?
Byłyśmy na cmentarzu, właśnie odprawiano ceremonię w intencji jakiejś dziewczynki. Nie znałam szczegółów: znajoma była koleżanką matki zmarłej, nie chciała być sama w tym smutnym dniu.
Mojry stały oddalone od nas o dobrych kilkanaście metrów, obok wierzby płaczącej, której wątłe gałązki - podobnie jak cienkie włosy sióstr - falowały na wietrze.

Zrozumiałam: śmierć nie jest końcem. Czasami jest nim życie.

wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Zastanawialiście się kiedyś, kim jest i co robi osoba stojąca obok w Was w kolejce sklepowej? Jeśli tak, to "Marzyciele i Pokutnicy" rozwinie Waszą ciekawość jeszcze bardziej… >>

Powracamy do naszej standardowej formuły, czyli raz w miesiącu aktualizacja SK PLUS. Dzięki temu możemy dla Was uzbierać więcej ciekawych pozycji. Zobaczcie, co przygotowaliśmy dla Was w tym miesiącu.  >>

Nie było Cię na Warszawskich Targach Książki? Nic straconego - końcówka maja to świetna okazja do nadrobienia zaległości. >>

Meksykański twórca zmarł w wieku 83 lat. Był nazywany „trzecim tenorem” wśród największych pisarzy Ameryki Łacińskiej, który zdobył sławę zarówno dzięki powieściom, jak i esejom poświęconym polityce i kulturze. >>

Na początku miesiąca przyznano Nagrodę DONGA. >>

Każdego z nas dopada myśl o nieuchronnym końcu naszego życia. Rafleksja ta budzi się, spowodowana upływem czasu oraz wydarzeniami, które budują nasze życie, a tym samym nas samych... >>

Świetnie napisany reportaż pokazujący co najmniej dziewięć ścieżek wiary i dziewięć historii życia. >>

Globalizacja? Homogenizacja kultury? Kreolizacja? To nazwy współczesnych zjawisk, które dotyczą każdego z nas – czy są jeszcze osoby, które nie korzystają z Internetu? Przedstawiamy naukowy rzut okiem na to, jak poszukujemy nowych form komunikacji, porzuc >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
"Czy możliwe jest ŻYCIE przed śmiercią?" to książka zachęcająca do dokonania wglądu we własne życie i do podążenia drogą harmonii, która jest tak potrzebna w dzisiejszym życiu. Zapraszamy więc do konkursu z tą pozycją.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS