27-01-2011
AAA |
Ocena: 4  2 głosów
OPOWIADANIE: Czerwony guzik
Znalazłam czerwony guzik. Zwyczajny - okrągły, z czterema dziurkami na igłę z uwieszoną na niej nicią. Leżał na chodniku, miejscu przesadnie wręcz normalnym.

czerwony guzik
Od jego gładkiej powierzchni odbijały się promienie słoneczne, przez co zdawał się połyskiwać z daleka niczym drogocenny kamień. Może dlatego zwróciłam na niego uwagę?

Pogłaskałam go wzrokiem, który następnie - jak każdy człowiek, spieszący za naglącymi go sprawami - szybko podniosłam w kierunku zegarka. Odruch mimowolny, jakbym straciła kilka cennych sekund, mogących zaważyć na... no właśnie. Na czym?
Znów spojrzałam na guzik. Przyciągał mój wzrok, jakby posiadł nieznaną, magnetyczną siłę, potrafiącą uchwycić moją jaźń i... nie puszczać. A może po prostu musiałam go znaleźć? Ponieść i wziąć z sobą?

Wróciłam do domu wcześniej niż zakładałam. Właściwie... cieszyłam się. Udane spotkanie z klientem, szybko podpisany kontrakt, dający naszej firmie możliwość wykonania dużego kroku do przodu - bez niebezpieczeństwa uszkodzenia kręgosłupa po tym skoku na główkę. Brak korków w drodze powrotnej, a mimo to chęć przespacerowania się - jak zwykli ludzie.

Wywyższałam się? Nie. Już dawno przestałam udawać, że świat ludzi codzienności jest moją rzeczywistością. Byłam robotem. Wstałam o świcie, biegłam do pracy, wracałam do domu późnym wieczorem. Czasami zazdrościłam innym, którzy - rezygnując z dodatkowych kilku tysięcy wpływających co miesiąc na konto - żyli. Po prostu, zwyczajnie, nie naprzykrzając się sobie samym. Mieli problemy, ale któż ich nie ma? Nie rozumiałam tego pełnego zawiści wzroku. Jakbym osiągnęła wszystko. Owszem, przez wiele lat tak myślałam. Pierwszy awans, potem drugi, wreszcie stanowisko wiceprezesa... Udane małżeństwo z doskonale radzącym sobie w branży początkującym prawnikiem, obecnie prokuratorem. Świat leżał u mych stóp. Byłam szczęśliwa. Widziałam przed sobą tęczę, która jaśniała na niebie wyłącznie dla mnie.

"Pieniądze to nie wszystko", złapałam w locie ową skoczną myśl, wsuwając do kieszeni czerwony guzik. Zmarszczyłam brwi. Jakby Dusza stanowiła odrębną całość, zdolną wysuwać wnioski i werbalizować je w postaci myśli wysyłanej Ciału. Ono zaś, zagubione, oglądało się wokoło siebie z cisnącym się na usta pytaniem: "Kto to powiedział?".

Spacer był przyjemny. Pierwszy raz od bardzo dawna skupiłam się na wietrze, plączącym mi włosy w geście narkotycznej namiętności. Na chmurach z wolna przesuwających się po nieboskłonie. Na słońcu, to chowającym się za nie, to odsłaniającym, jakby bawiło się ze mną w berka. Byłam szczęśliwa. Oczyma wyobraźni znów widziałam tęczę.

Klucz do zamka włożyłam około południa. Pamiętam, dzwony kościelne wybijały Anioł Pański, a ja ukradkiem wślizgiwałam się do mieszkania. Po cichu, bezszelestnie, chcąc zrobić Przemkowi niespodziankę. W odróżnieniu ode mnie nie pracował codziennie - wyrobiwszy sobie opinię, mógł przebierać w propozycjach, wybierając jedynie te, które mu odpowiadały. We czwartki zawsze miał wolne, tłumaczył się, że w Teatrze Narodowym wystawiano jego ulubione spektakle, których - rzecz jasna - wcześniej nie miał okazji obejrzeć. Nie spodziewałam się, że go zastanę. Był tak samo zabiegany jak ja, przynajmniej jednak rozwijał swoje pasje.
Cisza. Dziwnie brzmiące powietrze, w którym brakowało tak dobrze znanych mi dźwięków nocnego życia Warszawy. Przyzwyczajenie... dziwny przyjaciel człowieka. Wnika w niego, przenika, aż w pewnym momencie budzisz się i zdajesz sobie sprawę, że wszystkie czynności wykonujesz mechanicznie. Suszysz głowę po zrobieniu kawy, wychodzisz, gdy skończą się poranne, pierwsze wiadomości. Mijasz skrzyżowanie, na którym zawsze masz czerwone światło, w biurze wita ciebie z tym samym uśmiechem ta sama sekretarka. Siadasz przed komputerem, a zegar wybija za kwadrans ósma. Wszystko jest tak samo. Życie... jak nieustanny odruch Pawłowa...

Zdjęłam buty. Czarne szpilki stuknęły obcasem o drewniane panele podłogowe, a dźwięk - chociaż zbyt niewielki, by wcześniej zwrócić moją uwagę - rozszedł się echem po przedpokoju, mącąc tym ową nieco teatralną ciszę. Przeszedł mnie dreszcz. Jakbym nagle znalazła się w miejscu, które przede mną grało. Czułam się jak intruz, który wtargnął nagle do pustego, zaskoczonego mieszkania, zupełnie dezorganizując jego codzienny rytm życia. Przeszedł mnie dreszcz. Nie przypominał gęsiej skórki, bo był nienamacalny. Tkwił gdzieś we mnie - jakby to serce drgnęło i subtelna fala wstrząsnęła wnętrznościami.

Nie zdjęłam płaszcza. Gołymi stopami dotykając podłogi, kroczyłam wolno, obserwując zastygłe w niezrozumieniu ściany. Postacie z obrazów szeptały między sobą, kwiaty zasłaniały się płatkami, zawstydzone. Już otwierałam usta, by zawołać Przemka (i, usłyszawszy własny głos, poczuć się realniej), ale... zatrzymałam się w miejscu, osłupiała.

Usłyszałam śmiech. Kobiecy śmiech. Frywolny, radosny, przypominający miłosne sceny z francuskich filmów. W pierwszej chwili nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu, wstrzymując nawet oddech. Kobieta? W moim mieszkaniu?

Ruszyłam z wolna w kierunku sypialni, bardziej krocząc na jawie, niż w materialnym życiu, którego zazwyczaj mogłam dotknąć. Skroplona wokół mnie rzeczywistość zdawała się parować, ulatując, przez co zapadałam się w ogarniającą mnie nicość.

Cicho, ciszej niż ćma przysiada na wewnętrznej stronie abażuru, przechyliłam głowę, przez szparę w drzwiach zaglądając do sypialni.

Leżeli tam. Jego ciało, którego każdy fragment tak dobrze znałam, które było mi tak bliskie. Pod nim leżała ona. Jej naga od biodra po doskonale zarysowaną stopę noga oplatała go, niczym pęd żarłocznej rośliny. Delikatna dłoń pieściła jego kark i włosy, a aksamitna skóra, biała niczym porcelana marki Rosenthal, napinała się w miłosnym uniesieniu.

Na podłodze leżała bielizna. Jego - którą zawsze przed zaśnięciem wrzucałam do pralki, nastawiając szybkie pranie. I... jej. Zupełnie zwyczajny, nudny wręcz biustonosz, majtki, które nawet nie były stringami. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w okolicy żołądka. Wydawało mi się, że poczułabym się lepiej, gdybym zobaczyła czerwone koronki, czarne pończochy, może nawet podwiązkę. Gdybym przegrała z długonogą blondynką z pokaźnym biustem, która przypomina jedną z tych panienek, wdzięczących się z okładki magazynu dla mężczyzn. Ale nie. Owa tam, na moim miejscu, była zwyczajną Polką. Jej mysiego koloru włosy snuły się w nieładzie na poduszce, a w sylwetce nie było niczego nadzwyczajnego. Sądząc po rzuconych na kanapę ubraniach szybko odgadłam, że nie należała nawet do klasy wyższej. Szara myszka...? Tak to wyglądało. Przegrałam z... nużącą powszedniością.

Powoli osuwałam się po ścianie, aż - na klęczkach - znieruchomiałam, wydając z siebie bezdźwięczne łkanie. Przedpokój miał rację - milczenie było najbardziej wskazane.

Dowiedzieli się, że ich widziałam. Nie ukrywałam swojej obecności. Kiedy przyszła pora obiadowa (powietrze pachniało inaczej, od razu poznałam) ona zebrała się do wyjścia, a wówczas mnie odkryli. Zauważyłam, że niezręczna cisza wkomponowała się niejako w porozstawiane przez projektantów meble, odbijała się od lustra.

Ona wyszła szybko, bez słowa, ponaglana jego nerwowym wzrokiem. Kiedy drzwi zatrzasnęły się z cichym hukiem, zmusiłam się, by na niego spojrzeć. Moja kochana twarz, oczy, w których do tej pory widziałam własne odbicie...

 - Dlaczego? - zapytałam, w palcach nerwowo gnąc fragment płaszcza.
 - Nie układało nam się. - Wzruszył ramionami, jakby mu nie zależało. - Musiałaś czuć to od jakiegoś czasu...
 - Ale... Byliśmy tak dobraną parą! Tak szczęśliwym małżeństwem!
 - Pozwoliłaś sobie uwierzyć w bajkę. Pomiędzy nami było więcej spraw nie załatwionych, niż dogranych. Żyliśmy w nieładzie, nie zapieliśmy wszystkiego na ostatni guzik.

Dokładnie tego sformułowania użył. Pamiętam, że gdy to mówił, nieświadomie wsunęłam rękę do kieszeni płaszcza i go wyczułam. Czerwony guzik. Mały, okrągły, czerwony guzik. Ktoś zgubił go tego poranka. A późnij ja zgubiłam swój własny.

wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Zastanawialiście się kiedyś, kim jest i co robi osoba stojąca obok w Was w kolejce sklepowej? Jeśli tak, to "Marzyciele i Pokutnicy" rozwinie Waszą ciekawość jeszcze bardziej… >>

Powracamy do naszej standardowej formuły, czyli raz w miesiącu aktualizacja SK PLUS. Dzięki temu możemy dla Was uzbierać więcej ciekawych pozycji. Zobaczcie, co przygotowaliśmy dla Was w tym miesiącu.  >>

Nie było Cię na Warszawskich Targach Książki? Nic straconego - końcówka maja to świetna okazja do nadrobienia zaległości. >>

Meksykański twórca zmarł w wieku 83 lat. Był nazywany „trzecim tenorem” wśród największych pisarzy Ameryki Łacińskiej, który zdobył sławę zarówno dzięki powieściom, jak i esejom poświęconym polityce i kulturze. >>

Na początku miesiąca przyznano Nagrodę DONGA. >>

Każdego z nas dopada myśl o nieuchronnym końcu naszego życia. Rafleksja ta budzi się, spowodowana upływem czasu oraz wydarzeniami, które budują nasze życie, a tym samym nas samych... >>

Świetnie napisany reportaż pokazujący co najmniej dziewięć ścieżek wiary i dziewięć historii życia. >>

Globalizacja? Homogenizacja kultury? Kreolizacja? To nazwy współczesnych zjawisk, które dotyczą każdego z nas – czy są jeszcze osoby, które nie korzystają z Internetu? Przedstawiamy naukowy rzut okiem na to, jak poszukujemy nowych form komunikacji, porzuc >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
"Czy możliwe jest ŻYCIE przed śmiercią?" to książka zachęcająca do dokonania wglądu we własne życie i do podążenia drogą harmonii, która jest tak potrzebna w dzisiejszym życiu. Zapraszamy więc do konkursu z tą pozycją.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS