Brzezińska, mimo że wielokrotnie nagradzana (trzykrotnie zdobyła prestiżową nagrodę im. J. Zajdla) jest niezwykle samokrytyczna. Podczas jej wizyty w Trójmieście udało nam się zadać Ani kilka pytań:
Jak oceniasz spotkania z fanami?
Ania Brzezińska: Bardzo lubię opowiadać zarówno o książkach, jak i historii, więc chętnie spotykam się z fanami. Twórcy fantastyki mają unikatową możliwość bliskiego kontaktu z czytelnikami swoich książek. Mam wrażenie, że w innych gatunkach literackich ten kontakt jest trudniejszy i bardziej sporadyczny, podczas gdy w fantastyce jest tradycja wspólnego spędzania czasu na konwentach. I to jest niezmiernie miłe.
Czy podoba Ci się w Trójmieście?
AB: Na Bałtyku sztorm, więc właściwie nie wychylałam nosa z domu i o mieście niewiele mogę powiedzieć. Ale to nawet lepiej, bo nagadałam się ze starymi i nowymi znajomymi. Trafiła mi się bardzo herbaciana pogoda.
Planujesz jeszcze jakąś odsłonę przygód Twardokęska?
AB: Nie. „Saga” została zamknięta i zupełnie mnie nie kusi, żeby wracać do tej historii. Kiedyś miałam przelotną chęć, żeby opowiedzieć jeszcze historię „w dwadzieścia lat później” z punktu widzenia postaci, której w „Sadze” w ogóle nie ma. I nie interesowało mnie tutaj klasyczne „co było dalej”, tylko pokazanie, jak zmienia się pamięć o tym, co się wydarzyło.
Wiedźmy, rusałki, skąd czerpałaś inspirację ?
AB: Prosta odpowiedź brzmi, że jestem historykiem średniowiecza, więc znajomość wątków folklorystycznych i demonologii słowiańskiej stanowi część mojego wykształcenia. I to jest poniekąd prawda, wiem, gdzie szukać takich źródeł i jak je traktować. Ale o Babie Jadze i rusałkach słyszałam znacznie wcześniej. Kiedy byłam mała, tato opowiadał mi mnóstwo bajek, opowiadał też o historii, mitologiach, eposach rycerskich i w pewnym sensie tak kształtował moje późniejsze gusty literackie. W cyklu „Wilżyńska Dolina” te inspiracje opowieściami są bardzo czytelne, chociaż przefiltrowane przez konwencję pikareski, powieści łotrzykowskiej, która powstała w renesansowej Hiszpanii.
Czy ciężko było napisać tak pełną humoru i ironii książkę jaką jest
"Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny?"
AB: Nie, lubię ten rodzaj czarnego humoru.
Dlaczego zdecydowałaś się właśnie na taką wizję Babuni Jagódki?
AB: Chodzi Ci o jej podwójną naturę? Wiedźmy pojawiają się w literaturze – i w źródłach, czyli na przykład w zeznaniach czarownic – zwykle pojawiają się dwa typy kobiet parających się magią. Są albo frywolne młode panny na wydaniu, które hojnie użyczają swoich wdzięków, albo lubieżne staruchy, które nie pogardzą nawet czartem, byle zaspokoić swoje żądze. W postaci Babuni Jagódki chciałam pokazać te dwie strony medalu, jednocześnie podkreślając, jak by to elegancko ująć, nieskrępowaną zakazami i normami społęcznymi zmysłowość, przypisywaną czarownicy.
Zdradzisz nam swoje dalsze plany wydawnicze?
AB: Może w przyszłym roku wrócę do Wilżyńskiej Doliny. Na razie jednak chciałabym napisać tekst o przedrewolucyjnej Rosji, w której nagle objawia się żar-ptak.








więcej »



























