Autor: Roger Weichert
08-08-2010
Biograficzność i fikcja literacka w dziełach Herty Muller: cz.4
Czwarta część pracy naukowej pt. "Przenikanie się biograficzności z fikcją literacką w literaturze Herty Müller".
SAMOTNA RUMUNIA
Dzień roboczy
Wpół do szóstej rano. Dzwoni budzik.
Wstaję, zdejmuję sukienkę, kładę ją na poduszce, nakładam piżamę, idę do kuchni, wchodzę do wanny, biorę ręcznik i myję twarz, biorę grzebień i się wycieram, biorę szczoteczkę do zębów, żeby się uczesać, biorę gąbkę, myję nią zęby. Potem idę do łazienki, jem plasterek herbaty i piję szklankę chleba.
Zdejmuję zegarek i pierścionki.
Zdejmuję buty.
Wychodzę na klatkę schodową, potem otwieram drzwi mieszkania.
Jadę windą z piątego na pierwsze piętro.
Potem wchodzę dziewięć schodków do góry i jestem na ulicy.
W sklepie spożywczym kupuję gazetę, potem idę na przystanek i kupuję rogalik, a po dotarciu do kiosku z gazetami, wchodzę do tramwaju.
Trzy przystanki przed wejściem wysiadam.
Odwzajemniam powitanie portiera, potem portier pozdrawia mnie i mówi, znowu jest poniedziałek i znowu skończył się tydzień.
Wchodzę do biura, mówię do widzenia, wieszam kurtkę na biurku, siadam przy wieszaku i zaczynam pracę. Pracuję osiem godzin .
Absurd wynikający z wyżej przedstawionej treści stanowi alegorię życia w Rumunii. Państwo postawiło przed swoimi obywatelami niewykonalne zadanie - żyć, pracować i rozmnażać się ku chwale wielkiego wodza. Poświęcić się w całości temu, co nakazuje dyktator, a jednocześnie stworzyć pozory normalnego życia społecznego. Władza wymagała od ludzi trwania w potrzasku szykan, kłamstw i tortur. A ludzie z braku siły, środków i możliwości skutecznego działania pokornie zgadzali się na paranoję reżimu, budując przy okazji namiastki prywatności pod zachłannym i perwersyjnym okiem służb bezpieczeństwa. Jednocześnie borykali się z biedą, brakiem nadziei i samotnością. Poddali się zmaganiom z wykoślawionymi wartościami, złamanym życiem i zapomnianymi marzeniami.
Spokojnie, to tylko życie…
Jaką wartość przedstawia człowiek i jego życie? Na to pytanie nikt nie chciał w Rumunii odpowiedzieć wprost. Jednak ludzie wiedzieli, że nie mają szans wobec planów reżimu. Władza utrzymywała społeczeństwo przy życiu na tyle, aby mogło pracować na chwałę ojczyzny i produkować gromadki dzieci . W ramach wielkodusznego wspierania klasy pracującej, półki wszystkich supermarketów w kraju zapełniane były tymi samymi produktami, w tak samo niewielkiej ilości. Spektrum wyboru ograniczało się do konserw rybnych i słoików z dżemem, przy czym żaden z wymienionych produktów nie nadawał się do spożycia.
Ten ciągły brak wyboru objawiał się w każdej dziedzinie życia. Za pośrednictwem produktów codziennego użytku aparat państwowy unifikował ludzi w ich sytuacji, sprowadzał do tego samego poziomu. Przygniatał represjami, aktami, zarówno prawnymi, jak i bezprawnymi, które i tak z biegiem czasu przyodziały szatę normy cywilno – obyczajowej.
Jedną z metod sprowadzania społeczeństwa do wspólnego mianownika była uniformizacja. Ten sam materiał, te same kolory, takie same fasony we wszystkich sklepach, dla każdego przeciętnego Rumuna i Rumunki. Ubrania, które nie pozwalały przejawiać oznak jakiegokolwiek indywidualizmu przywodziły na myśl brzydkie szmaty, które miały na celu okaleczyć psychikę ich właściciela, jak i odseparować jego nagość od oczu innych ludzi. W tym kontekście Herta Müller pisze o tonięciu w szarości, o przykryciu społeczeństwa brezentem przeciętności, o zakrywaniu tego, co nosi w sobie potencjał do bycia interesującym.
Niemniej ci, którzy obracali się w kręgach władzy dysponowali garderobą pochodzącą z zagranicy lub szytą na miarę. Uzurpowali sobie prawo do wyróżniania się, tym bardziej, że warto było pokazać ludziom, kto nimi rządzi. Polityczna elita zbudowała państwo w państwie, mieszkała w murach osiedli mieszkaniowych, które były przeznaczone wyłącznie dla przedstawicieli nomenklatury. Jej członkowie cieszyli się dostępem do lepszej opieki medycznej, sklepów z półkami zapełnionymi deficytowymi towarami i korzystali z przywilejów, o których przeciętny zjadacz chleba mógł jedynie pomarzyć.
Jednocześnie Rumuni zdradzali ogromną tęsknotę za luksusem, a w zasadzie choćby za jego przejawami. Oznaką tej nostalgii było kupowanie rzadkich towarów, do których dostęp mieli jedynie przedstawiciele władzy, czyli np. zagranicznych papierosów, zagranicznych zapalniczek czy też długopisów. Choć produkty te kosztowały dużo pieniędzy, to ludzie i tak chętnie je kupowali. Później niedyskretnie defilowali z nowym nabytkiem wysuniętym z kieszeni pośród tych osób, które na zakup takiego dobra nie mogły sobie pozwolić. Wszystko, co pochodziło z Zachodu budziło podziw i szacunek. Dlatego też przedmioty zagranicznego pochodzenia nie musiały być użyteczne, czasami wystarczyło, aby spełniały funkcję ozdoby. Samo opakowanie po produktach z Zachodu windowało jego posiadacza w hierarchii małych społeczności sąsiedzkich czy też pracowniczych. Równie wdzięcznym towarem dodającym prestiżu były zachodnie reklamówki, które można było nabyć na pchlich targach.
Ludzie skłonni byli do śmieszności i upokorzenia, tylko po to, aby poprawić sobie fatalne samopoczucie. Wszak poza pieniędzmi nic ich to nie kosztowało. Przecież wszyscy pływali w tym samym bagnie i byli tak samo umoczeni. Co jakiś czas wyciągali głowy ponad jego powierzchnię w poszukiwaniu powietrza, nadziei, nowych perspektyw. Jednak nic z tego nie wynikało. Bo, jak mówić o lepszym życiu, gdy już dzieci marzące o tym, aby zostać policjantami i oficerami, od początku swoich dni skazane są na fabryki.
W celu poprawienia swego nędznego bytu obywatele Rumunii podejmowali różne zajęcia. Jednym z nich były wyjazdy turystyczne do Węgier. W rzeczywistości do walizek pakowano towary, które sprzedawano z zyskiem na obcej ziemi. Co prawda nie był to biznes dostarczający oszałamiającego zarobku, ale mimo wszystko pieniądze pochodzące z nielegalnego handlu wystarczały, aby w dniu wyjazdu kupić trochę złota, które w dalszej kolejności odsprzedawano z zyskiem w kraju pochodzenia. Zazwyczaj na wyprawy tego typu wybierały się kobiety, bo jak twierdzi jedna z bohaterek powieści Sercątko, Teresa, kobiety lepiej handlują od mężczyzn: Dwie trzecie w autobusie to były kobiety. W drodze do domu każda miała w cipie plastikowy woreczek ze złotem. Celnicy wiedzą o tym, ale co mają robić.
Dzień roboczy
Wpół do szóstej rano. Dzwoni budzik.
Wstaję, zdejmuję sukienkę, kładę ją na poduszce, nakładam piżamę, idę do kuchni, wchodzę do wanny, biorę ręcznik i myję twarz, biorę grzebień i się wycieram, biorę szczoteczkę do zębów, żeby się uczesać, biorę gąbkę, myję nią zęby. Potem idę do łazienki, jem plasterek herbaty i piję szklankę chleba.
Zdejmuję zegarek i pierścionki.
Zdejmuję buty.
Wychodzę na klatkę schodową, potem otwieram drzwi mieszkania.
Jadę windą z piątego na pierwsze piętro.
Potem wchodzę dziewięć schodków do góry i jestem na ulicy.
W sklepie spożywczym kupuję gazetę, potem idę na przystanek i kupuję rogalik, a po dotarciu do kiosku z gazetami, wchodzę do tramwaju.
Trzy przystanki przed wejściem wysiadam.
Odwzajemniam powitanie portiera, potem portier pozdrawia mnie i mówi, znowu jest poniedziałek i znowu skończył się tydzień.
Wchodzę do biura, mówię do widzenia, wieszam kurtkę na biurku, siadam przy wieszaku i zaczynam pracę. Pracuję osiem godzin .
Absurd wynikający z wyżej przedstawionej treści stanowi alegorię życia w Rumunii. Państwo postawiło przed swoimi obywatelami niewykonalne zadanie - żyć, pracować i rozmnażać się ku chwale wielkiego wodza. Poświęcić się w całości temu, co nakazuje dyktator, a jednocześnie stworzyć pozory normalnego życia społecznego. Władza wymagała od ludzi trwania w potrzasku szykan, kłamstw i tortur. A ludzie z braku siły, środków i możliwości skutecznego działania pokornie zgadzali się na paranoję reżimu, budując przy okazji namiastki prywatności pod zachłannym i perwersyjnym okiem służb bezpieczeństwa. Jednocześnie borykali się z biedą, brakiem nadziei i samotnością. Poddali się zmaganiom z wykoślawionymi wartościami, złamanym życiem i zapomnianymi marzeniami.
Spokojnie, to tylko życie…
Jaką wartość przedstawia człowiek i jego życie? Na to pytanie nikt nie chciał w Rumunii odpowiedzieć wprost. Jednak ludzie wiedzieli, że nie mają szans wobec planów reżimu. Władza utrzymywała społeczeństwo przy życiu na tyle, aby mogło pracować na chwałę ojczyzny i produkować gromadki dzieci . W ramach wielkodusznego wspierania klasy pracującej, półki wszystkich supermarketów w kraju zapełniane były tymi samymi produktami, w tak samo niewielkiej ilości. Spektrum wyboru ograniczało się do konserw rybnych i słoików z dżemem, przy czym żaden z wymienionych produktów nie nadawał się do spożycia.
Ten ciągły brak wyboru objawiał się w każdej dziedzinie życia. Za pośrednictwem produktów codziennego użytku aparat państwowy unifikował ludzi w ich sytuacji, sprowadzał do tego samego poziomu. Przygniatał represjami, aktami, zarówno prawnymi, jak i bezprawnymi, które i tak z biegiem czasu przyodziały szatę normy cywilno – obyczajowej.
Jedną z metod sprowadzania społeczeństwa do wspólnego mianownika była uniformizacja. Ten sam materiał, te same kolory, takie same fasony we wszystkich sklepach, dla każdego przeciętnego Rumuna i Rumunki. Ubrania, które nie pozwalały przejawiać oznak jakiegokolwiek indywidualizmu przywodziły na myśl brzydkie szmaty, które miały na celu okaleczyć psychikę ich właściciela, jak i odseparować jego nagość od oczu innych ludzi. W tym kontekście Herta Müller pisze o tonięciu w szarości, o przykryciu społeczeństwa brezentem przeciętności, o zakrywaniu tego, co nosi w sobie potencjał do bycia interesującym.
Niemniej ci, którzy obracali się w kręgach władzy dysponowali garderobą pochodzącą z zagranicy lub szytą na miarę. Uzurpowali sobie prawo do wyróżniania się, tym bardziej, że warto było pokazać ludziom, kto nimi rządzi. Polityczna elita zbudowała państwo w państwie, mieszkała w murach osiedli mieszkaniowych, które były przeznaczone wyłącznie dla przedstawicieli nomenklatury. Jej członkowie cieszyli się dostępem do lepszej opieki medycznej, sklepów z półkami zapełnionymi deficytowymi towarami i korzystali z przywilejów, o których przeciętny zjadacz chleba mógł jedynie pomarzyć.
Jednocześnie Rumuni zdradzali ogromną tęsknotę za luksusem, a w zasadzie choćby za jego przejawami. Oznaką tej nostalgii było kupowanie rzadkich towarów, do których dostęp mieli jedynie przedstawiciele władzy, czyli np. zagranicznych papierosów, zagranicznych zapalniczek czy też długopisów. Choć produkty te kosztowały dużo pieniędzy, to ludzie i tak chętnie je kupowali. Później niedyskretnie defilowali z nowym nabytkiem wysuniętym z kieszeni pośród tych osób, które na zakup takiego dobra nie mogły sobie pozwolić. Wszystko, co pochodziło z Zachodu budziło podziw i szacunek. Dlatego też przedmioty zagranicznego pochodzenia nie musiały być użyteczne, czasami wystarczyło, aby spełniały funkcję ozdoby. Samo opakowanie po produktach z Zachodu windowało jego posiadacza w hierarchii małych społeczności sąsiedzkich czy też pracowniczych. Równie wdzięcznym towarem dodającym prestiżu były zachodnie reklamówki, które można było nabyć na pchlich targach.
Ludzie skłonni byli do śmieszności i upokorzenia, tylko po to, aby poprawić sobie fatalne samopoczucie. Wszak poza pieniędzmi nic ich to nie kosztowało. Przecież wszyscy pływali w tym samym bagnie i byli tak samo umoczeni. Co jakiś czas wyciągali głowy ponad jego powierzchnię w poszukiwaniu powietrza, nadziei, nowych perspektyw. Jednak nic z tego nie wynikało. Bo, jak mówić o lepszym życiu, gdy już dzieci marzące o tym, aby zostać policjantami i oficerami, od początku swoich dni skazane są na fabryki.
W celu poprawienia swego nędznego bytu obywatele Rumunii podejmowali różne zajęcia. Jednym z nich były wyjazdy turystyczne do Węgier. W rzeczywistości do walizek pakowano towary, które sprzedawano z zyskiem na obcej ziemi. Co prawda nie był to biznes dostarczający oszałamiającego zarobku, ale mimo wszystko pieniądze pochodzące z nielegalnego handlu wystarczały, aby w dniu wyjazdu kupić trochę złota, które w dalszej kolejności odsprzedawano z zyskiem w kraju pochodzenia. Zazwyczaj na wyprawy tego typu wybierały się kobiety, bo jak twierdzi jedna z bohaterek powieści Sercątko, Teresa, kobiety lepiej handlują od mężczyzn: Dwie trzecie w autobusie to były kobiety. W drodze do domu każda miała w cipie plastikowy woreczek ze złotem. Celnicy wiedzą o tym, ale co mają robić.
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Powracamy do naszej standardowej formuły, czyli raz w miesiącu aktualizacja SK PLUS. Dzięki temu możemy dla Was uzbierać więcej ciekawych pozycji. Zobaczcie, co przygotowaliśmy dla Was w tym miesiącu. >>

Wielkimi krokami zbliża się ostatni weekend maja i właśnie w te dni w Warszawie na Rynku Mariensztackim odbędzie się trzecia edycja Warszawskiego Kiermaszu Książek. >>

Ostatnio jakoś tak często piszemy o miłości w szerokim tego słowa znaczeniu. Nie mogliśmy więc przejść obojętnie obok dzieła „Królewska nierządnica”. >>

Meksykański twórca zmarł w wieku 83 lat. Był nazywany „trzecim tenorem” wśród największych pisarzy Ameryki Łacińskiej, który zdobył sławę zarówno dzięki powieściom, jak i esejom poświęconym polityce i kulturze. >>

Znajdą się wśród nas wielbiciele książek, którzy wielbią je totalnie, a zapach tuszu, papieru i kleju stanowi symfonię doznań. Ten aromat został zamknięty w ...perfumach. Drodzy Czytelnicy, oto perfumy o zapachu książki. >>

Globalizacja? Homogenizacja kultury? Kreolizacja? To nazwy współczesnych zjawisk, które dotyczą każdego z nas – czy są jeszcze osoby, które nie korzystają z Internetu? Przedstawiamy naukowy rzut okiem na to, jak poszukujemy nowych form komunikacji, porzuc >>

"Pomnik Cesarzowej Achai", to lektura, która diablo wciąga. Czytelnik nie jest się w stanie nudzić. Nawet spowolnienia akcji mają tyle smaczków, że z pewnym pośpiechem przewracamy kolejne strony. Mamy tutaj wszystko, za co pokochaliśmy "Achaję". >>

W dzisiejszym artykule rozgryzamy fenomen tabloidów. Przez część osób tak chętnie czytanych, przez część traktowanych z szyderstwem. Tabloidy budzą emocje i bywa, że czytamy je innym przez ramię. Dlaczego tak się dzieje? Poniżej próbujemy dać odpowiedź. >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

Dom rozkoszy podoba Wam się to jedno z wielu określeń burdeli. Dzięki nowej książce wydawnictwa Bellona można poznać ich dokładną historię. My zaś mamy dla Was trzy książki o tej tematyce, które możecie wygrać w naszym konkursie.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter



























