Autor: Aleksandra Kołosowska
18-11-2011
Wywiad: o książce pisanej przez 6 lat, kobietach i śmierci
Czyli o nowej powieści Marcina Szczygielskiego "Poczet Królowych Polskich".
Aleksandra Kołosowska: Kilka dni temu odbyła się premiera Pana najnowszej powieści „Poczet Królowych Polskich”. Jak długo powstawała książka?
Marcin Szczygielski: Książka tak naprawdę powstawała sześć lat. Przez ten czas zbierałem materiały. Spora część powieści dzieje się w latach 30-tych i w czasie wojny. Chciałem to dobrze udokumentować, by nie popełnić żadnego błędu, dlatego zbieranie informacji zajęło mi tak dużo czasu. Samo pisanie trochę mniej, aczkolwiek była to bardzo wytężona, kilkumiesięczna praca – codziennie siedziałem przy komputerze i pisałem.
A.K.: Do jakiego gatunku literackiego można zaliczyć tę książkę?
M.SZ.: To trudne pytanie. W pewnym sensie to saga rodzinna. Opowiada o czterech pokoleniach kobiet, bardzo mocno osadzonych w polskich realiach. To także powieść obyczajowa, ale myślę, że jest też w niej pewien rys powieści historycznej, chociaż na takie określenie bym się nie porywał. Pewne fakty, których użyłem niekiedy dosyć przewrotnie modyfikowałem, dopasowując je do fabuły. Niemniej jednak i wiernie podanych faktów jest sporo. Ale tak naprawdę mam nadzieję, że w pierwszej, podstawowej warstwie jest to po prostu dobrze czytająca się, wciągająca książka.
A.K.: Kim jest Ina, dziewczyna którą poznajemy na początku książki?
M.SZ.: Jej postać jest bardzo mocno inspirowana polską, bardzo sławną w swoim czasie aktorką Iną Benitą. Występowała w teatrach, rewiach, kabaretach a przede wszystkim w filmach w latach 30-stych. Debiutowała w 1931 roku, a do wojny zagrała w 17 filmach i to znaczące role – większość z nich była pierwszoplanowa. Jest to wynik dosyć imponujący. Miała wtedy dwadzieścia kilka lat. Zwróciłem na nią uwagę już dosyć dawno temu. Była niezwykle piękną dziewczyną i zastanawiało mnie dlaczego nikt nigdy nic o niej nie mówi, dlaczego została praktycznie wykluczona, wymazana z historii polskiego kina i teatru, z historii polskiej kultury. Nawet jeśli jakieś wzmianki pojawiały się na jej temat w książkach, były wtrącane mimochodem, a jeśli pisano więcej, to najczęściej kąśliwie. Zacząłem szukać informacji na jej temat. Dotarłem do ludzi , którzy ją znali osobiście. Dzięki Stefanii Grodzieńskiej często bywałem w Skolimowie u jej przyjaciół. Kilkoro z nich znało Inę Benitę osobiście. Dotarłem nawet do pani, która mieszkała z nią w czasie wojny. Jednak wszystkie te opowieści o Inie Benicie były całkowicie sprzeczne. Nie składały się w spójną całość. Uświadomiłem sobie, że przecież tak naprawdę Ina Benita to pseudonim, który wymyśliła sobie ta dziewczyna. W rzeczywistości nazywała się Janina Ferow-Bułhak. Wymyśliła więc dla siebie pewną postać, rolę na życie, a nie tylko do filmu. Skoro więc Ina Benita w pewnym sensie była – z jej własnej woli – postacią fikcyjną, postanowiłem tak właśnie ją potraktować. Inspirując się elementami z jej życiorysu stworzyłem postać wykluczonej gwiazdy filmowej i wariant jej losów przed- i powojennych. Właściwie postać Iny Marr z „Pocztu Królowych Polskich” to nowa i zapewne ostatnia z wielkich ról Iny Benity.
A.K.: Ina po wielu przeciwnościach losu została aktorką , czy pan również chciał kiedyś zostać aktorem?
M.SZ.: Myślę, że każdy kiedyś myślał, że fajnie byłoby być aktorem. Rzeczywiście kiedy byłem w liceum taką myślą się bawiłem. Brałem udział w wielu przedstawieniach szkolnych, należałem do koła miłośników teatru. Bardzo dużo mi to dało i zaprocentowało teraz, ponieważ dzięki temu odnajduję się jakoś w teatrze. Nie jako aktor ale jako twórca spektakli i dramaturg. W pewnym momencie kiedy zbliżyłem się do profesjonalnego teatru i zobaczyłem jak to wszystko wygląda od kulis, odetchnąłem z ulgą. Jestem szczęśliwy, że nie spróbowałem swoich sił w tym zawodzie, ponieważ jest to strasznie ciężka praca, a ja z pewnością nie jestem do niej stworzony.
A.K.: W książce porusza pan temat śmierci. Nie uważa pan , że Polacy mają problem z rozmowami o śmierci?
M.SZ.: Myślę, że nie tylko Polacy. Wiele osób ma ze śmiercią proble
m i nie wiąże się to z narodowością. Oczywiście pewne kultury wypracowały sobie własny sposób podejścia do śmierci. Nie chcę powiedzieć, że łagodniejszy, ale umożliwiający traktowanie jej jako czegoś zupełnie naturalnego i będącego elementem życia. Jednak większość z nas buntuje się przeciwko takiemu podejściu. Dla mnie osobiście śmierć miała zawsze zupełnie inne znaczenie niż dla większości moich znajomych. Większość z nich bardzo się śmierci obawia. Dużą rolę odgrywają tu oczywiście wszystkie religijne zaszłości, kary i szantaże emocjonalne, które religia, szczególnie katolicka, nam serwuje. Ja nigdy śmierci się nie bałem. Może wynika to z tego, że śmierć dotykała mnie i moich najbliższych od bardzo wczesnych lat. W jakiś sposób się z tym oswoiłem. Traktuję śmierć jako coś oczywistego. W „Poczcie Królowych Polskich” jest ona elementem wyzwalającym, oczyszczającym i przyjmowanym przez postaci naturalnie a czasem wręcz z ulgą.
A.K.: Jak Pan już wspominał książka opowiada trochę o historii. Jest Pan miłośnikiem historii?
M.SZ.: Nie powiedziałbym, że jestem miłośnikiem historii. Interesuję się okresem lat 30-stych i przeszłością Warszawy. Z historią jest tak, że nigdy nie jest obiektywna tylko subiektywna. Historia, szczególnie ta starsza historia, opowiadana jest przecież przez ludzi i tak naprawdę to co na jej temat wiemy, to mniej lub bardziej zaawansowane spekulacje. Traktuję więc historię jako pożywkę dla wyobraźni. Szukam detali i sytuacji, aby uprawdopodobnić swoją opowieść, osadzić ją w realiach epoki, ale nie trzymam się raczej zbyt ściśle faktów historycznych, staram się raczej je przetworzyć.
A.K.: Towarzyszy panu strach przed tym jak książka zostanie przyjęta i odebrana?
M.SZ.: Ogromny! Ta książka inna niż moje dotychczasowe powieści. Poprzednie były groteskowe. Nie chodzi nawet o to, że były śmieszne. Zawsze prowadziłem swoje opowieści w stronę groteski. Moje książki wywoływały śmiech, choć zawsze miałem nadzieję , że to jest on raczej gorzki niż do rozpuku. Ta książka taka nie jest. Można znaleźć w niej sporo bardzo zabawnych rzeczy, jednak nie jest pisana ku rozrywce i uciesze czytelnika. „Poczet Królowych Polskich” jest więc dla mnie książka ważna, bo po raz pierwszy odważyłem się wejść w rejestry, których wcześniej nieco się obawiałem. Bardzo łatwo schować się za tarczą żartu, uśmiechu, czy szyderstwa. Tworzy to dystans, daje poczucie bezpieczeństwa, umożliwia puszczenie oka. W tej książce spróbowałem o pewnych rzeczach mówić szczerze i poważnie. Tego jak to zostanie przyjęte przez czytelników troszeczkę się więc obawiam.
A.K.: Jaki gatunek książek czyta Pan najczęściej?
M.SZ.: Książek, które czytam jest bardzo dużo, a gatunki, do których należą, są sprzeczne ze sobą i bardzo od siebie odległe. Bardzo lubię science fiction, która towarzyszy mi od bardzo dawnych lat mojego życia. Sam ten gatunek odkryłem, ponieważ w moim domu nikt książek futurystycznych nie czytał. Uwielbiam ten gatunek i uważam, że daje niesamowicie dużo swobody twórczej pisarzom i ogromnie rozwija wyobraźnię. Bardzo lubię również powieści obyczajowe i powieści historyczne. Zdecydowanie częściej wybieram książki napisane przez kobiety. Od wielu lat bardzo lubię książki Margaret Atwood. Uwielbiam sposób w jaki pisze, uwielbiam sposób w jaki patrzy na świat, w jaki potrafi przedstawić psychologię bohaterów. Margaret Atwood ma w swoim pisaniu coś z Almodovara – potrafi ułomności i groteskową prawdę o człowieku, pokazać w sposób tego człowieka nie ośmieszający. Bardzo lubię również Stephena Kinga, przede wszystkim za jego warsztat i umiejętność konstruowania powieści. Potrafi napisać kompletnie bzdurną historię w taki sposób, że nie można się od niej oderwać – to ogromny talent. Z autorów dawniejszych bardzo lubię Galsworthy’ego, przede wszystkim jego Sagę Rodu Forsyte′ów, do której wracałem kilkakrotnie w swoim życiu. Jeżeli miałbym pisać kiedykolwiek książki historyczne, chciałbym umieć to robić jak Galsworthy, który bez dydaktyzm i bez suchych historycznych wykładów potrafił po mistrzowsku odtworzyć atmosferę epoki.
A.K.: Jest pan miłośnikiem starych książek. Jaką perełkę ma pan w swojej bibliotece?
M.SZ.: Rzeczywiście trochę tych starych książek mam. Bardzo lubię książki jako przedmioty. Towarzyszą mi od dziecka, bo moja mama zawsze dużo czytała, bardzo szanowała książki i ustawiała je w witrynach tak, jak inni ustawiają cenną porcelanę, czy kryształy. Zaraziła mnie takim podejściem bardzo wcześnie. Najcenniejszą książką jaką posiadam, jest drugie angielskie wydanie „Robinsona Crusoe” z 1790 roku. Trafiłem na ten starodruk zupełnie przypadkowo w antykwariacie i od raz kupiłem. Jest pięknie wydana, samo oglądanie tej książki, przyglądanie się papierowi, skórzanej okładce, złoceniom, ilustracjom daje mi niesamowitą, zmysłową przyjemność . Najstarszą książką którą mam jest polski „Medyk domowy” z XVII wieku, w którym można znaleźć naprawdę kuriozalne przepisy na to jak leczenie różnych schorzeń np. suszonymi myszami, czy smalcem, wkładanym do uszu.
A.K.: Pewnie boi się Pan dotykać tych książek żeby ich nie zniszczyć?
M.SZ.: To prawda. Gdybym miał białe rękawiczki, zapewne zakładałbym je, biorąc te książki do ręki. Staram się być bardzo ostrożnym i delikatnie przewracam ich strony.
A.K.: Do kogo przede wszystkim skierowana jest książka „Poczet Królowych Polskich”? Do jakiej grupy ludzi chciałby pan dotrzeć?
M.SZ.: Myślę, że jak większość moich książek i ta skierowana jest przede wszystkim do kobiet. Łatwiej jest mi do nich mówić i opowiadać im o nich samych. Ta książka też opowiada przede wszystkim o kobietach i o tym w jaki sposób patrzą na świat, w jaki sposób patrzą na Polskę na różnych etapach historycznych naszego kraju. Ale mogę się mylić. Wcześniej myślałem, że mój „Berek” będzie książką czytaną przede wszystkim przez gejów, a okazało się, że najbardziej polubiły ją lubiły kobiety, które stały się najszerszą grupą czytelników, którzy po tę książkę sięgali. Tak naprawdę więc rynek i czytelnicy zdecydują sami.
A.K.: Jest Pan już w trakcie prac nad kolejną książką?
M.SZ.: Jestem. Tym razem to książka skierowana do młodszych czytelników. W „Poczcie Królowych Polskich ” pojawia się nawet element, który wiąże tę książkę z następną, tą dla młodzieży. Będzie miała tytuł „Admirałowie Arki”, choć jeszcze na sto procent tego pewny nie jestem. Jest również osadzona w realiach Polski lat wojny. Opowiada o grupie dzieci, które uciekają z getta i ukrywają się po stronie aryjskiej. Przymierzam się do tej opowieści i mam nadzieję, że w styczniu usiądę do komputera i zacznę pisać.
Marcin Szczygielski: Książka tak naprawdę powstawała sześć lat. Przez ten czas zbierałem materiały. Spora część powieści dzieje się w latach 30-tych i w czasie wojny. Chciałem to dobrze udokumentować, by nie popełnić żadnego błędu, dlatego zbieranie informacji zajęło mi tak dużo czasu. Samo pisanie trochę mniej, aczkolwiek była to bardzo wytężona, kilkumiesięczna praca – codziennie siedziałem przy komputerze i pisałem.
A.K.: Do jakiego gatunku literackiego można zaliczyć tę książkę?
M.SZ.: To trudne pytanie. W pewnym sensie to saga rodzinna. Opowiada o czterech pokoleniach kobiet, bardzo mocno osadzonych w polskich realiach. To także powieść obyczajowa, ale myślę, że jest też w niej pewien rys powieści historycznej, chociaż na takie określenie bym się nie porywał. Pewne fakty, których użyłem niekiedy dosyć przewrotnie modyfikowałem, dopasowując je do fabuły. Niemniej jednak i wiernie podanych faktów jest sporo. Ale tak naprawdę mam nadzieję, że w pierwszej, podstawowej warstwie jest to po prostu dobrze czytająca się, wciągająca książka.
A.K.: Kim jest Ina, dziewczyna którą poznajemy na początku książki?
M.SZ.: Jej postać jest bardzo mocno inspirowana polską, bardzo sławną w swoim czasie aktorką Iną Benitą. Występowała w teatrach, rewiach, kabaretach a przede wszystkim w filmach w latach 30-stych. Debiutowała w 1931 roku, a do wojny zagrała w 17 filmach i to znaczące role – większość z nich była pierwszoplanowa. Jest to wynik dosyć imponujący. Miała wtedy dwadzieścia kilka lat. Zwróciłem na nią uwagę już dosyć dawno temu. Była niezwykle piękną dziewczyną i zastanawiało mnie dlaczego nikt nigdy nic o niej nie mówi, dlaczego została praktycznie wykluczona, wymazana z historii polskiego kina i teatru, z historii polskiej kultury. Nawet jeśli jakieś wzmianki pojawiały się na jej temat w książkach, były wtrącane mimochodem, a jeśli pisano więcej, to najczęściej kąśliwie. Zacząłem szukać informacji na jej temat. Dotarłem do ludzi , którzy ją znali osobiście. Dzięki Stefanii Grodzieńskiej często bywałem w Skolimowie u jej przyjaciół. Kilkoro z nich znało Inę Benitę osobiście. Dotarłem nawet do pani, która mieszkała z nią w czasie wojny. Jednak wszystkie te opowieści o Inie Benicie były całkowicie sprzeczne. Nie składały się w spójną całość. Uświadomiłem sobie, że przecież tak naprawdę Ina Benita to pseudonim, który wymyśliła sobie ta dziewczyna. W rzeczywistości nazywała się Janina Ferow-Bułhak. Wymyśliła więc dla siebie pewną postać, rolę na życie, a nie tylko do filmu. Skoro więc Ina Benita w pewnym sensie była – z jej własnej woli – postacią fikcyjną, postanowiłem tak właśnie ją potraktować. Inspirując się elementami z jej życiorysu stworzyłem postać wykluczonej gwiazdy filmowej i wariant jej losów przed- i powojennych. Właściwie postać Iny Marr z „Pocztu Królowych Polskich” to nowa i zapewne ostatnia z wielkich ról Iny Benity.
A.K.: Ina po wielu przeciwnościach losu została aktorką , czy pan również chciał kiedyś zostać aktorem?
M.SZ.: Myślę, że każdy kiedyś myślał, że fajnie byłoby być aktorem. Rzeczywiście kiedy byłem w liceum taką myślą się bawiłem. Brałem udział w wielu przedstawieniach szkolnych, należałem do koła miłośników teatru. Bardzo dużo mi to dało i zaprocentowało teraz, ponieważ dzięki temu odnajduję się jakoś w teatrze. Nie jako aktor ale jako twórca spektakli i dramaturg. W pewnym momencie kiedy zbliżyłem się do profesjonalnego teatru i zobaczyłem jak to wszystko wygląda od kulis, odetchnąłem z ulgą. Jestem szczęśliwy, że nie spróbowałem swoich sił w tym zawodzie, ponieważ jest to strasznie ciężka praca, a ja z pewnością nie jestem do niej stworzony.
A.K.: W książce porusza pan temat śmierci. Nie uważa pan , że Polacy mają problem z rozmowami o śmierci?
M.SZ.: Myślę, że nie tylko Polacy. Wiele osób ma ze śmiercią proble
m i nie wiąże się to z narodowością. Oczywiście pewne kultury wypracowały sobie własny sposób podejścia do śmierci. Nie chcę powiedzieć, że łagodniejszy, ale umożliwiający traktowanie jej jako czegoś zupełnie naturalnego i będącego elementem życia. Jednak większość z nas buntuje się przeciwko takiemu podejściu. Dla mnie osobiście śmierć miała zawsze zupełnie inne znaczenie niż dla większości moich znajomych. Większość z nich bardzo się śmierci obawia. Dużą rolę odgrywają tu oczywiście wszystkie religijne zaszłości, kary i szantaże emocjonalne, które religia, szczególnie katolicka, nam serwuje. Ja nigdy śmierci się nie bałem. Może wynika to z tego, że śmierć dotykała mnie i moich najbliższych od bardzo wczesnych lat. W jakiś sposób się z tym oswoiłem. Traktuję śmierć jako coś oczywistego. W „Poczcie Królowych Polskich” jest ona elementem wyzwalającym, oczyszczającym i przyjmowanym przez postaci naturalnie a czasem wręcz z ulgą.A.K.: Jak Pan już wspominał książka opowiada trochę o historii. Jest Pan miłośnikiem historii?
M.SZ.: Nie powiedziałbym, że jestem miłośnikiem historii. Interesuję się okresem lat 30-stych i przeszłością Warszawy. Z historią jest tak, że nigdy nie jest obiektywna tylko subiektywna. Historia, szczególnie ta starsza historia, opowiadana jest przecież przez ludzi i tak naprawdę to co na jej temat wiemy, to mniej lub bardziej zaawansowane spekulacje. Traktuję więc historię jako pożywkę dla wyobraźni. Szukam detali i sytuacji, aby uprawdopodobnić swoją opowieść, osadzić ją w realiach epoki, ale nie trzymam się raczej zbyt ściśle faktów historycznych, staram się raczej je przetworzyć.
A.K.: Towarzyszy panu strach przed tym jak książka zostanie przyjęta i odebrana?
M.SZ.: Ogromny! Ta książka inna niż moje dotychczasowe powieści. Poprzednie były groteskowe. Nie chodzi nawet o to, że były śmieszne. Zawsze prowadziłem swoje opowieści w stronę groteski. Moje książki wywoływały śmiech, choć zawsze miałem nadzieję , że to jest on raczej gorzki niż do rozpuku. Ta książka taka nie jest. Można znaleźć w niej sporo bardzo zabawnych rzeczy, jednak nie jest pisana ku rozrywce i uciesze czytelnika. „Poczet Królowych Polskich” jest więc dla mnie książka ważna, bo po raz pierwszy odważyłem się wejść w rejestry, których wcześniej nieco się obawiałem. Bardzo łatwo schować się za tarczą żartu, uśmiechu, czy szyderstwa. Tworzy to dystans, daje poczucie bezpieczeństwa, umożliwia puszczenie oka. W tej książce spróbowałem o pewnych rzeczach mówić szczerze i poważnie. Tego jak to zostanie przyjęte przez czytelników troszeczkę się więc obawiam.
A.K.: Napisał Pan kilka książek dla młodzieży. Kogo według Pana trudniej zadowolić - młodzież czy ludzi dorosłych?
A.K.: Jaki gatunek książek czyta Pan najczęściej?
M.SZ.: Książek, które czytam jest bardzo dużo, a gatunki, do których należą, są sprzeczne ze sobą i bardzo od siebie odległe. Bardzo lubię science fiction, która towarzyszy mi od bardzo dawnych lat mojego życia. Sam ten gatunek odkryłem, ponieważ w moim domu nikt książek futurystycznych nie czytał. Uwielbiam ten gatunek i uważam, że daje niesamowicie dużo swobody twórczej pisarzom i ogromnie rozwija wyobraźnię. Bardzo lubię również powieści obyczajowe i powieści historyczne. Zdecydowanie częściej wybieram książki napisane przez kobiety. Od wielu lat bardzo lubię książki Margaret Atwood. Uwielbiam sposób w jaki pisze, uwielbiam sposób w jaki patrzy na świat, w jaki potrafi przedstawić psychologię bohaterów. Margaret Atwood ma w swoim pisaniu coś z Almodovara – potrafi ułomności i groteskową prawdę o człowieku, pokazać w sposób tego człowieka nie ośmieszający. Bardzo lubię również Stephena Kinga, przede wszystkim za jego warsztat i umiejętność konstruowania powieści. Potrafi napisać kompletnie bzdurną historię w taki sposób, że nie można się od niej oderwać – to ogromny talent. Z autorów dawniejszych bardzo lubię Galsworthy’ego, przede wszystkim jego Sagę Rodu Forsyte′ów, do której wracałem kilkakrotnie w swoim życiu. Jeżeli miałbym pisać kiedykolwiek książki historyczne, chciałbym umieć to robić jak Galsworthy, który bez dydaktyzm i bez suchych historycznych wykładów potrafił po mistrzowsku odtworzyć atmosferę epoki.
A.K.: Jest pan miłośnikiem starych książek. Jaką perełkę ma pan w swojej bibliotece?
M.SZ.: Rzeczywiście trochę tych starych książek mam. Bardzo lubię książki jako przedmioty. Towarzyszą mi od dziecka, bo moja mama zawsze dużo czytała, bardzo szanowała książki i ustawiała je w witrynach tak, jak inni ustawiają cenną porcelanę, czy kryształy. Zaraziła mnie takim podejściem bardzo wcześnie. Najcenniejszą książką jaką posiadam, jest drugie angielskie wydanie „Robinsona Crusoe” z 1790 roku. Trafiłem na ten starodruk zupełnie przypadkowo w antykwariacie i od raz kupiłem. Jest pięknie wydana, samo oglądanie tej książki, przyglądanie się papierowi, skórzanej okładce, złoceniom, ilustracjom daje mi niesamowitą, zmysłową przyjemność . Najstarszą książką którą mam jest polski „Medyk domowy” z XVII wieku, w którym można znaleźć naprawdę kuriozalne przepisy na to jak leczenie różnych schorzeń np. suszonymi myszami, czy smalcem, wkładanym do uszu.
A.K.: Pewnie boi się Pan dotykać tych książek żeby ich nie zniszczyć?
M.SZ.: To prawda. Gdybym miał białe rękawiczki, zapewne zakładałbym je, biorąc te książki do ręki. Staram się być bardzo ostrożnym i delikatnie przewracam ich strony.
A.K.: Do kogo przede wszystkim skierowana jest książka „Poczet Królowych Polskich”? Do jakiej grupy ludzi chciałby pan dotrzeć?
M.SZ.: Myślę, że jak większość moich książek i ta skierowana jest przede wszystkim do kobiet. Łatwiej jest mi do nich mówić i opowiadać im o nich samych. Ta książka też opowiada przede wszystkim o kobietach i o tym w jaki sposób patrzą na świat, w jaki sposób patrzą na Polskę na różnych etapach historycznych naszego kraju. Ale mogę się mylić. Wcześniej myślałem, że mój „Berek” będzie książką czytaną przede wszystkim przez gejów, a okazało się, że najbardziej polubiły ją lubiły kobiety, które stały się najszerszą grupą czytelników, którzy po tę książkę sięgali. Tak naprawdę więc rynek i czytelnicy zdecydują sami.
A.K.: Jest Pan już w trakcie prac nad kolejną książką?
M.SZ.: Jestem. Tym razem to książka skierowana do młodszych czytelników. W „Poczcie Królowych Polskich ” pojawia się nawet element, który wiąże tę książkę z następną, tą dla młodzieży. Będzie miała tytuł „Admirałowie Arki”, choć jeszcze na sto procent tego pewny nie jestem. Jest również osadzona w realiach Polski lat wojny. Opowiada o grupie dzieci, które uciekają z getta i ukrywają się po stronie aryjskiej. Przymierzam się do tej opowieści i mam nadzieję, że w styczniu usiądę do komputera i zacznę pisać.
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Zastanawialiście się kiedyś, kim jest i co robi osoba stojąca obok w Was w kolejce sklepowej? Jeśli tak, to "Marzyciele i Pokutnicy" rozwinie Waszą ciekawość jeszcze bardziej… >>

Powracamy do naszej standardowej formuły, czyli raz w miesiącu aktualizacja SK PLUS. Dzięki temu możemy dla Was uzbierać więcej ciekawych pozycji. Zobaczcie, co przygotowaliśmy dla Was w tym miesiącu. >>

Nie było Cię na Warszawskich Targach Książki? Nic straconego - końcówka maja to świetna okazja do nadrobienia zaległości. >>

Meksykański twórca zmarł w wieku 83 lat. Był nazywany „trzecim tenorem” wśród największych pisarzy Ameryki Łacińskiej, który zdobył sławę zarówno dzięki powieściom, jak i esejom poświęconym polityce i kulturze. >>

Każdego z nas dopada myśl o nieuchronnym końcu naszego życia. Rafleksja ta budzi się, spowodowana upływem czasu oraz wydarzeniami, które budują nasze życie, a tym samym nas samych... >>

Świetnie napisany reportaż pokazujący co najmniej dziewięć ścieżek wiary i dziewięć historii życia. >>

Globalizacja? Homogenizacja kultury? Kreolizacja? To nazwy współczesnych zjawisk, które dotyczą każdego z nas – czy są jeszcze osoby, które nie korzystają z Internetu? Przedstawiamy naukowy rzut okiem na to, jak poszukujemy nowych form komunikacji, porzuc >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

"Czy możliwe jest ŻYCIE przed śmiercią?" to książka zachęcająca do dokonania wglądu we własne życie i do podążenia drogą harmonii, która jest tak potrzebna w dzisiejszym życiu. Zapraszamy więc do konkursu z tą pozycją.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter


























