18-11-2011
AAA |
Ocena: 5  7 głosów
Wywiad: o książce pisanej przez 6 lat, kobietach i śmierci
Czyli o nowej powieści Marcina Szczygielskiego "Poczet Królowych Polskich".

Marcin Szczygielski
Aleksandra Kołosowska: Kilka dni temu odbyła się premiera Pana najnowszej powieści „Poczet Królowych Polskich”. Jak długo powstawała książka?

Marcin Szczygielski: Książka tak naprawdę powstawała sześć lat. Przez ten czas zbierałem materiały. Spora część powieści dzieje się w latach 30-tych i w czasie wojny. Chciałem to dobrze udokumentować, by nie popełnić żadnego błędu, dlatego zbieranie informacji zajęło mi tak dużo czasu. Samo pisanie trochę mniej, aczkolwiek była to bardzo wytężona, kilkumiesięczna  praca – codziennie siedziałem przy komputerze i pisałem.

A.K.: Do jakiego gatunku literackiego można zaliczyć tę książkę?

M.SZ.:
To trudne pytanie. W pewnym sensie to saga rodzinna. Opowiada o czterech pokoleniach kobiet, bardzo mocno osadzonych w polskich realiach. To także powieść obyczajowa, ale myślę, że jest też w niej pewien rys powieści historycznej, chociaż na takie określenie bym się nie porywał. Pewne fakty, których użyłem niekiedy dosyć przewrotnie modyfikowałem, dopasowując je do fabuły. Niemniej jednak i wiernie podanych faktów jest sporo. Ale tak naprawdę mam nadzieję, że w pierwszej, podstawowej warstwie jest to po prostu dobrze czytająca się, wciągająca książka.

A.K.: Kim jest Ina, dziewczyna którą poznajemy na początku książki?

M.SZ.:
Jej postać jest bardzo mocno inspirowana polską, bardzo sławną w swoim czasie aktorką Iną Benitą. Występowała w teatrach, rewiach, kabaretach a przede wszystkim w filmach w latach 30-stych. Debiutowała w 1931 roku, a do wojny zagrała w 17 filmach i to znaczące role – większość z nich była pierwszoplanowa. Jest to wynik dosyć imponujący. Miała wtedy dwadzieścia kilka lat. Zwróciłem na nią uwagę już dosyć dawno temu. Była niezwykle piękną dziewczyną i zastanawiało mnie dlaczego nikt nigdy nic o niej nie mówi, dlaczego została praktycznie wykluczona, wymazana z historii polskiego kina i teatru, z historii polskiej kultury. Nawet jeśli jakieś wzmianki pojawiały się na jej temat w książkach, były wtrącane mimochodem, a jeśli pisano więcej, to najczęściej kąśliwie. Zacząłem szukać informacji na jej temat. Dotarłem do ludzi , którzy ją znali osobiście. Dzięki Stefanii Grodzieńskiej często bywałem  w Skolimowie u jej przyjaciół. Kilkoro z nich znało Inę Benitę osobiście. Dotarłem nawet do pani, która mieszkała z nią w czasie wojny. Jednak wszystkie te opowieści o Inie Benicie były całkowicie sprzeczne. Nie składały się w spójną całość. Uświadomiłem sobie, że przecież tak naprawdę Ina Benita to pseudonim, który wymyśliła sobie ta dziewczyna. W rzeczywistości nazywała się Janina Ferow-Bułhak. Wymyśliła więc dla siebie pewną postać, rolę na życie, a nie tylko do filmu. Skoro więc Ina Benita w pewnym sensie była – z jej własnej woli – postacią fikcyjną, postanowiłem tak właśnie ją potraktować. Inspirując się elementami z jej życiorysu stworzyłem postać wykluczonej gwiazdy filmowej i wariant jej losów przed- i powojennych. Właściwie postać Iny Marr z „Pocztu Królowych Polskich” to nowa i zapewne ostatnia z wielkich ról Iny Benity.

A.K.: Ina po wielu przeciwnościach losu została aktorką , czy pan również chciał kiedyś zostać aktorem?

M.SZ.:
Myślę, że każdy kiedyś myślał, że fajnie byłoby być aktorem. Rzeczywiście kiedy byłem w liceum taką myślą się bawiłem. Brałem udział w wielu przedstawieniach szkolnych, należałem do koła miłośników teatru. Bardzo dużo mi to dało i zaprocentowało teraz, ponieważ dzięki temu odnajduję się jakoś w teatrze. Nie jako aktor ale jako twórca spektakli i dramaturg. W pewnym momencie kiedy zbliżyłem się do profesjonalnego teatru i zobaczyłem jak to wszystko wygląda od kulis, odetchnąłem z ulgą. Jestem szczęśliwy, że nie spróbowałem swoich sił w tym zawodzie, ponieważ jest to strasznie ciężka praca, a ja z pewnością nie jestem do niej stworzony.

A.K.: W  książce porusza pan temat śmierci. Nie uważa pan , że Polacy mają problem z rozmowami o śmierci?

M.SZ.:
Myślę, że nie tylko Polacy. Wiele osób ma ze śmiercią problem i nie wiąże się to z narodowością. Oczywiście pewne kultury wypracowały sobie własny sposób podejścia do śmierci. Nie chcę powiedzieć, że łagodniejszy, ale umożliwiający traktowanie jej jako czegoś zupełnie naturalnego i będącego elementem życia. Jednak większość z nas buntuje się przeciwko takiemu podejściu. Dla mnie osobiście śmierć miała zawsze zupełnie inne znaczenie niż dla większości moich znajomych. Większość z nich bardzo się śmierci obawia. Dużą rolę odgrywają tu oczywiście wszystkie religijne zaszłości, kary i szantaże emocjonalne, które religia, szczególnie katolicka, nam serwuje. Ja nigdy śmierci się nie bałem. Może wynika to z tego, że śmierć  dotykała mnie i moich najbliższych od bardzo wczesnych lat. W jakiś sposób się z tym oswoiłem. Traktuję śmierć jako coś oczywistego. W „Poczcie Królowych Polskich” jest ona elementem wyzwalającym, oczyszczającym i przyjmowanym przez postaci naturalnie a czasem wręcz z ulgą.

A.K.: Jak Pan już wspominał książka opowiada trochę o historii. Jest Pan miłośnikiem historii?

M.SZ.:
Nie powiedziałbym, że jestem miłośnikiem historii. Interesuję się okresem lat 30-stych i przeszłością Warszawy. Z historią jest tak, że nigdy nie jest obiektywna tylko subiektywna. Historia, szczególnie ta starsza historia, opowiadana jest przecież przez ludzi i tak naprawdę to co na jej temat wiemy, to mniej lub bardziej zaawansowane spekulacje. Traktuję więc historię jako pożywkę dla wyobraźni. Szukam detali i sytuacji, aby uprawdopodobnić swoją opowieść, osadzić ją w realiach epoki, ale nie trzymam się raczej zbyt ściśle faktów historycznych, staram się raczej je przetworzyć.

A.K.: Towarzyszy panu strach przed tym jak książka zostanie przyjęta i odebrana?

M.SZ.:
Ogromny! Ta książka inna niż moje dotychczasowe powieści. Poprzednie były groteskowe. Nie chodzi nawet o to, że były śmieszne. Zawsze prowadziłem swoje opowieści w stronę groteski. Moje książki wywoływały śmiech, choć zawsze miałem nadzieję , że to jest on raczej gorzki niż do rozpuku. Ta książka taka nie jest. Można znaleźć w niej sporo bardzo zabawnych rzeczy, jednak nie jest pisana ku rozrywce i uciesze czytelnika. „Poczet Królowych Polskich” jest więc dla mnie książka ważna, bo po raz pierwszy odważyłem się wejść  w rejestry, których wcześniej nieco się obawiałem. Bardzo łatwo schować się za tarczą żartu, uśmiechu, czy szyderstwa. Tworzy to dystans, daje poczucie bezpieczeństwa, umożliwia puszczenie oka. W tej książce spróbowałem o pewnych rzeczach mówić szczerze i poważnie. Tego jak to zostanie przyjęte przez czytelników troszeczkę się więc obawiam.

A.K.: Napisał Pan kilka książek dla młodzieży. Kogo według Pana trudniej zadowolić - młodzież czy ludzi dorosłych?

M.SZ.: Zdecydowanie młodzież. Widzę to choćby po reakcjach na moje książki dla dzieciaków. Przez dorosłych są przyjmowane bez zastrzeżeń i nagradzane, a to sprawia mi oczywiście ogromna radość. Młodzież , która czyta moje książki jest dużo bardziej krytyczna. Potrafią wypunktować każdy błąd i każdą niekonsekwencję, która w opowieści się pojawia. Zresztą dlatego za pisanie książek dla młodzieży zabrałem się dopiero po dziesięciu latach swoich literackich przygód i miałem ogromną tremę. Młodzi czytelnicy są znacznie trudniejsi, więc pozytywne przyjęcie książki przez nich daje bardzo dużą satysfakcję. Dla nich nie ma znaczenia kim jestem, co napisałem wcześniej, co zrobiłem. Oni najczęściej w ogóle nie kojarzą nazwisk autorów, a nawet myślą najczęściej, że jeżeli ktoś napisał książkę to na pewno już nie żyje. Moje spotkania autorskie z dzieciakami są więc na ogół niezwykle zaskakujące dla obu stron.

A.K.: Jaki gatunek książek czyta Pan najczęściej?

M.SZ.:
Książek, które czytam jest bardzo dużo, a gatunki, do których należą, są sprzeczne ze sobą i bardzo od siebie odległe. Bardzo lubię science fiction, która towarzyszy mi od bardzo dawnych lat mojego życia. Sam ten gatunek odkryłem, ponieważ w moim domu nikt książek futurystycznych nie czytał. Uwielbiam ten gatunek i uważam, że daje niesamowicie dużo swobody twórczej pisarzom i ogromnie rozwija wyobraźnię. Bardzo lubię również powieści obyczajowe i powieści historyczne. Zdecydowanie częściej wybieram książki napisane przez kobiety. Od wielu lat bardzo lubię książki Margaret Atwood. Uwielbiam sposób w jaki pisze, uwielbiam sposób w jaki patrzy na świat, w jaki potrafi przedstawić psychologię bohaterów. Margaret Atwood ma w swoim pisaniu coś z Almodovara – potrafi ułomności i groteskową prawdę o człowieku, pokazać w sposób tego człowieka nie ośmieszający. Bardzo lubię również Stephena Kinga, przede wszystkim za jego warsztat i umiejętność konstruowania powieści. Potrafi napisać kompletnie bzdurną historię w taki sposób, że nie można się od niej oderwać – to ogromny talent. Z autorów dawniejszych bardzo lubię Galsworthy’ego, przede wszystkim jego Sagę Rodu Forsyte′ów, do której wracałem kilkakrotnie w swoim życiu. Jeżeli miałbym pisać kiedykolwiek książki historyczne, chciałbym umieć to robić jak Galsworthy, który bez dydaktyzm i bez suchych historycznych wykładów potrafił po mistrzowsku odtworzyć atmosferę epoki.

A.K.: Jest pan miłośnikiem starych książek. Jaką perełkę ma pan w swojej bibliotece?

M.SZ.:
Rzeczywiście trochę tych starych książek mam. Bardzo lubię książki jako przedmioty. Towarzyszą mi od dziecka, bo moja mama zawsze dużo czytała, bardzo szanowała książki i ustawiała je w witrynach tak, jak inni ustawiają cenną porcelanę, czy kryształy. Zaraziła mnie takim podejściem bardzo wcześnie. Najcenniejszą książką jaką posiadam, jest drugie angielskie wydanie „Robinsona Crusoe” z 1790 roku. Trafiłem na ten starodruk zupełnie przypadkowo w antykwariacie i od raz kupiłem. Jest pięknie wydana, samo oglądanie tej książki, przyglądanie się papierowi, skórzanej okładce, złoceniom, ilustracjom daje mi niesamowitą, zmysłową przyjemność . Najstarszą książką którą mam jest polski „Medyk domowy” z XVII wieku, w którym można znaleźć naprawdę kuriozalne przepisy na to jak leczenie różnych schorzeń np. suszonymi myszami, czy smalcem, wkładanym do uszu.

A.K.: Pewnie boi się Pan dotykać tych książek żeby ich nie zniszczyć?

M.SZ.:
To prawda. Gdybym miał białe rękawiczki, zapewne zakładałbym je, biorąc te książki do ręki. Staram się być bardzo ostrożnym i delikatnie przewracam ich strony.

A.K.: Do kogo przede wszystkim skierowana jest książka „Poczet Królowych Polskich”? Do jakiej grupy ludzi chciałby pan dotrzeć?

M.SZ.:
Myślę, że jak większość moich książek i ta skierowana jest przede wszystkim do kobiet. Łatwiej jest mi do nich mówić i opowiadać im o nich samych. Ta książka też opowiada przede wszystkim o kobietach i o tym w jaki sposób patrzą na świat, w jaki sposób patrzą na Polskę na różnych etapach historycznych naszego kraju. Ale mogę się mylić. Wcześniej myślałem, że mój „Berek” będzie książką czytaną przede wszystkim przez gejów, a okazało się, że najbardziej polubiły ją lubiły kobiety, które stały się najszerszą grupą czytelników, którzy po tę książkę sięgali. Tak naprawdę więc rynek i czytelnicy zdecydują sami.

A.K.: Jest Pan już w trakcie prac nad kolejną książką?

M.SZ.:
Jestem. Tym razem to książka skierowana do młodszych czytelników.  W  „Poczcie Królowych Polskich ” pojawia się nawet element, który wiąże tę książkę z następną, tą dla młodzieży. Będzie miała tytuł „Admirałowie Arki”, choć jeszcze na sto procent tego pewny nie jestem. Jest również osadzona w realiach Polski lat wojny. Opowiada o grupie dzieci, które uciekają z getta i ukrywają się po stronie aryjskiej. Przymierzam się do tej opowieści i mam nadzieję, że w styczniu usiądę do komputera i zacznę pisać.

wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Zastanawialiście się kiedyś, kim jest i co robi osoba stojąca obok w Was w kolejce sklepowej? Jeśli tak, to "Marzyciele i Pokutnicy" rozwinie Waszą ciekawość jeszcze bardziej… >>

Powracamy do naszej standardowej formuły, czyli raz w miesiącu aktualizacja SK PLUS. Dzięki temu możemy dla Was uzbierać więcej ciekawych pozycji. Zobaczcie, co przygotowaliśmy dla Was w tym miesiącu.  >>

Nie było Cię na Warszawskich Targach Książki? Nic straconego - końcówka maja to świetna okazja do nadrobienia zaległości. >>

Meksykański twórca zmarł w wieku 83 lat. Był nazywany „trzecim tenorem” wśród największych pisarzy Ameryki Łacińskiej, który zdobył sławę zarówno dzięki powieściom, jak i esejom poświęconym polityce i kulturze. >>

Na początku miesiąca przyznano Nagrodę DONGA. >>

Każdego z nas dopada myśl o nieuchronnym końcu naszego życia. Rafleksja ta budzi się, spowodowana upływem czasu oraz wydarzeniami, które budują nasze życie, a tym samym nas samych... >>

Świetnie napisany reportaż pokazujący co najmniej dziewięć ścieżek wiary i dziewięć historii życia. >>

Globalizacja? Homogenizacja kultury? Kreolizacja? To nazwy współczesnych zjawisk, które dotyczą każdego z nas – czy są jeszcze osoby, które nie korzystają z Internetu? Przedstawiamy naukowy rzut okiem na to, jak poszukujemy nowych form komunikacji, porzuc >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
"Czy możliwe jest ŻYCIE przed śmiercią?" to książka zachęcająca do dokonania wglądu we własne życie i do podążenia drogą harmonii, która jest tak potrzebna w dzisiejszym życiu. Zapraszamy więc do konkursu z tą pozycją.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS