Ja piszę do Ciebie, ponieważ to Ty ponosisz odpowiedzialność za dwie nieprzespane noce oraz zawieszenie większości kontaktów międzyludzkich na ten sam okres czasu. Wciągnęłaś mnie od pierwszych stron, porwałaś w fantastyczną podróż.
Razem dorastaliśmy w atmosferze miłości i akceptacji, ze zdziwieniem poznawaliśmy świat. Uczyliśmy się. Straciliśmy rodziców w tragicznym wypadku. Studiowaliśmy. Zakochiwaliśmy się, nienawidziliśmy, odkrywaliśmy nasze ciało. Wędrowaliśmy przez Portugalię, Grecję, Turcję, Kanadę, Meksyk, Ekwador, Peru, Boliwię, Indie, Pakistan, Egipt… Towarzyszyło nam przekonanie, że „piękno jest znaczeniem i istotą”. Dużo rozmawialiśmy, oglądaliśmy filmy, czytaliśmy książki, słuchaliśmy muzyki. Razem odkrywaliśmy Conrada i kanadyjskie filmy krótko- i średniometrażowe. Napisaliśmy nawet opowiadanie o sztucznych zębach i miłości, a także powieść o psie i wieśniakach, którzy zgubili się po drodze do Fatimy. Na zawsze w pamięci pozostanie mi zabawna, ale jakże prawdziwa myśl natury fizjologicznej, którą wypowiedziałeś pewnego razu. Toalety nie powinny dzielić się na męskie i żeńskie – raczej na przyjaciół i wrogów.
Stwierdzenie to poniekąd zawiera w sobie być może najistotniejszą podróż jaką odbyliśmy razem: wędrówkę przez płeć. Jest to jedyna wyprawa, którą będę źle wspominać. Coś nam bowiem umknęło. Owszem, poczyniliśmy kilka obserwacji, ale były one bardzo powierzchowne. Zauważyliśmy, że kobiety są dyskryminowane, uprzedmiotowione. Nie jest to jednak myśl odkrywcza. Być może chciałaś mi powiedzieć, że płeć ma znaczenie tylko w sferze biologii, a duch jest bez-płciowy? Jeśli tak, nie zrobiłaś tego dostatecznie jasno i przekonująco. Pozostawiłeś we mnie uczucie niedosytu. Wytyczyłeś na mapie mego umysłu wspaniałą trasę, obiecałeś wędrówkę przez najbardziej być może tajemniczą Krainę Płci, ale w ostatniej chwili wycofałeś się. Nie miałeś na tyle odwagi, aby zboczyć z utartych szlaków.
Mam do Ciebie o to żal, ale wciąż pozostaje Ci bardzo wdzięczny. Pozwoliłaś mi bowiem doświadczyć na bezpiecznym polu wyobraźni jednej z najpotworniejszych rzeczy. Gwałtu. Opisałeś go z precyzją chirurga. Swoim połyskującym skalpelem podzieliłeś stronę na dwie: po jednej zapisałeś wydarzeni, po drugiej - uczucia. Wielokropki zaś uczyniłeś minami – każde nadepnięcie wzrokiem wywoływało potężny wybuch emocji.
Za to Ci dziękuję, „Ja”.
































