Pewnie zapytacie, ale czemu? Temu, że każde podróże do szkoły, na uczelnie, do pracy, powroty do domu z imprezy, szkoły, pracy, od/do kochanka/kochanki- te wszystkie momenty to kopalnia nowych przygód. Nie wiem jak Wy, ale ja mam to szczęście, że często trafiam w środkach komunikacji miejskiej na szczególne i dziwne przypadki. Są czasem wesołe, ale też przejmujące.
Ja najbardziej kocham swoją wukadkę (wkd). To ona codziennie wozi moje cztery litery do cywilizacji zwanej Warszawą. Wielu tu ludzi z gastrofazą – wchodzą, jedzą dajmy na to kebaba, sos spływa po ich palcach, zapach ulatnia się z parującej buły, jedzący aż siorbie z zachwytu nosem i z lubością oblizuje wargi, zahaczając aż po podbródek. Często też zdyszana młodzież ledwo co dobiegając do kolejki, rzuca na siedzenie wielką paczkę z Mcdonalda, po czym szpera w niej, aby wykopać tłuste skarby. To jest życie w biegu, no oczywiście! W końcu to XXI w.
Moja kochana kolejka to miejsce kulturalnych spotkań i fascynacji. Siedzę ja z nosem w książce, naprzeciwko mnie jakaś kobieta również czyta jakąś lekturę, obok niej nastolatka słucha muzyki a chłopak przy moim ramieniu włączył laptopa i ogląda film. Drużyna A. Myślę sobie, czegoś takiego nie mogę przegapić, i dyskretnie zerkam w monitor. Oczywiście dostrzega, że jakaś wścibska dziewucha lustruje co ogląda, ale nic nie mówi i nie reaguje na to. Dopiero kiedy wybucham śmiechem, gdy Murdock znowu robi sobie krzywdę, tym razem przy grillu, z irytacją odsuwa laptopa tak, abym już nie mogła oglądać filmu razem z nim. Dziś miałam mały kurs tańca. Trójka gimnazjalistów zaczęła słuchać muzyki na cały wagon, po czym jeden wstał i zaczął tańczyć, rozbić obroty, podskakiwał. Coś pięknego. Jeszcze kiedyś dziewczyna z kolegą, słuchając hip - hopu zaczęli rapować umilając pasażerom jazdę.
Jednak i tak najlepsze są ostatnie wukadki! Wtedy się dzieje, oj tak. Często kiepsko kontaktuję kiedy nimi wracam, ale wiele przypadków pamiętam. Kolejka prawie odjeżdża, słychać już buczenie całej maszynerii, nagle biegnie dwóch kolesi, a raczej biegnie jeden, ciągnąc za sobą kolegę. Kolega jest jakiś nieswój, nie może utrzymać pionu, nogi mu się chwieją, oczy ma zamknięte, usta wykrzywione w bólu. Ten bardziej trzeźwy sadza kompana na fotelu, mówi wszystkim, żeby obudzić mniej trzeźwego w Pruszkowie i ucieka. Mniej trzeźwy zgonuje, ma głowę prawie na ziemi, ręce opadają. Jest już blisko Pruszkowa. Budzimy naszego nieprzytomnego znajomego. Pierwsze podejście nic, za drugim coś powiedział pod nosem, za trzecim podniósł głowę. Brawo! Wstaje powoli, bardzo powoli, ledwo co. Nagle pada na kolana, po czym twarzą ląduje na brudnej podłodze a jego ciało układa się w kształt litery... hmmm, sama nie wiem jakiej, w każdym razie jakiejś garbatej. Szybko wstaje jakiś duży pan, podnosi go i wysadza tam, gdzie jego bardziej trzeźwy kolega nam kazał. Drzwi się zamykają a kolega mniej trzeźwy jak długi pada na peron.
Niedawno kiedy jechałam ostatnią kolejką, niedaleko mnie usiadła dziewczyna, która ciągle płakała. Jej płacz był głośny i rzewny. Smutkom nie było końca. Ciągle myślałam, czy podejść do nie, czy może nie, czy zapytać się co się stało, czy może wyjdę na upierdliwą. Pogrzebałam w torebce, aby zobaczyć, czy nie mam chusteczek. Została jedna, akurat. Kiedy biedna płacząca wyszła na peron zapalić, poszłam za nią i zapytałam, czy wszystko dobrze, podając jej paczkę. Podziękowała za chusteczkę i zapytała, czy jestem pieprzonym psychologiem. Mogłam odpowiedzieć filmowo, że pieprzeni psycholodzy siedzą teraz w gabinetach zapijając whisky albo smacznie śpią, ewentualnie, że chciałabym być pieprzonym psychologiem, ale niestety nim nie jestem. Wtedy by się uśmiechnęła i powiedziała o swoich problemach. Jednak zamiast tego odpowiedziałam, że nie, ale jak coś to możemy porozmawiać. Ona burknęła, że nie i poszła sobie. Nie skończyło się serialowo.
Z niecierpliwością czekam, kiedy znowu odjedzie kolejka punkt 00.20, w której wszystko jest możliwe.
Ludzie drodzy, zamiast znowu płakać, że nasza komunikacja miejska źle się sprawuje, lepiej obserwujmy ciekawe sytuacje dookoła siebie. Może nawet jutro przytrafi ci się, np. w tramwaju historia taka, że będziesz chciał się nią z kimś podzielić? Jeśli tak, to musisz mi ją opowiedzieć!








więcej »



























