Autor: Ola Kwiatkowska
23 Lipca 2010, aktualizacja 2010-07-23 13:13:24
Wentylator i klimatyzacja
Bo w Polsce wszystko może być przyczyną sporów.
Tegoroczny lipiec to miesiąc nieprzyzwoicie słoneczny i upalny – a więc taki, który trzeba przechytrzyć. Plaże, kurorty i wody z wszelakimi płynami ustrojowymi zapełniły się ludźmi maści wszelakiej, których łączyło jedno, a właściwie dwa – chęć ochłody i radość z urlopu. Niektórym przypadało tylko to pierwsze, więc oni radzili sobie z upałami w miejscu pracy, zamieniając je niekiedy w prawdziwe pole bitwy ze słońcem, gdzie rolę broni nuklearnej odgrywała klimatyzacja. Ale nie wszyscy mieli dostęp do takiej broni i fundusze na nią. Stąd też historia pewnego biurowego wentylatora, o którym usłyszałam od mojej znajomej.
Pewnego upalnego lipcowego dnia klimatyzacja w pewnym biurze przestała działać i nie chciała się poddać żadnym formom reanimacji. Gdy stwierdzono, że klimatyzacja ostatecznie zeszła z tego świata, okazało się, że nie ma jej naturalnego następcy i prędko go nie będzie ze względu na brak funduszy. W demokratycznych wyborach rolę klimatyzacji przejął wentylator stołowy, który udręczonym podarował ojciec jednej z pracownic owego biura. Wiatrak nie był tak skuteczny jak mogło by być urządzenie chłodzące, ale lepszego nie było i pracownicy musieli się z tym pogodzić. Wentylator stał więc i był przez część przymusowo tolerowany, a przez część czczony jako symbol nowych czasów. Życie w biurze płynęło dalej w rytmie cichej żałoby za klimatyzacją, której symbolem stało się nowe urządzenie. Dzień płynął za dniem, upalny poranek żegnał upalną noc, psy na ulicach ziajały, ludzie tłumnie nawiedzali lodziarnie, a wentylator cicho szumiał w pewnym biurze. I szumiałby dalej, gdyby pewnego upalnego jak wszystkie inne popołudnia nie okazało się, że oto jest nowa klimatyzacja. Nie zdziwiło to nikogo, każdy się tego spodziewał i wiadomo było od samego początku, że skoro jedna klimatyzacja umarła śmiercią tragiczną, to wkrótce znajdzie się jej następca. Jednak ten następca wywołał niemałe zamieszanie. Nowa klimatyzacja oznaczała likwidację niepozornego wentylatora, z którym niektórzy zdążyli się już zżyć. „To pamiątka po tej strasznej chwili, gdy wszyscy myśleliśmy, że umrzemy z gorąca. Wtedy to właśnie ten wiatraczek ocalił nas i dodał nam otuchy”. – powtarzała nieustannie pani Jadzia, wiekowa księgowa, która niebawem i tak poszłaby na emeryturę i z wiatrakiem nie przebywałaby długo. „Jest nowa klima, po co więc wentylator? Jest niepotrzebny i nie na miejscu”. – odpowiadali jej inni i ci wydawali się zdobywać coraz większe poparcie. By brzmieć bardziej dyplomatycznie mówili, że wiatrak owszem, był symbolem, był bardzo ważnym artefaktem biurowym, ale teraz, w obliczu nowej klimatyzacji jego miejsce powinno być gdzie indziej. Ale gdzie? Tu był kolejny problem. Nie było odpowiedniego miejsca. Były właściciel swojego wentylatora nie chciał, bo nie pasował mu zupełnie do nowego mieszkania. Inni pracownicy woleli klimę. Biedny wentylator nie miał się gdzie podziać i wszystkim paniom Jadziom zaczęło się wydawać, że skoro zostanie usunięty z biura, to wyląduje na śmietniku. Konflikt zaostrzał się i zaostrzał, aż w końcu sprawę rozstrzygnięty przy pomocy wszystkich ważnym urzędników z ogromną wiedzą i jeszcze większymi zarobkami. Panowie w garniturach ustalili, że wentylator będzie wspaniałym prezentem dla nowoczesnego Muzeum Wentylatorów, które znajdowało się całkiem niedaleko. Nastroje powoli wracały do normalności, klimatyzacja działała cicho i sprawnie, a wentylator – symbol otuchy i dawnej tragedii – stał tam, gdzie jego miejsce.
Taką historię usłyszałam od znajomej sekretarki. Chyba niczego nie przekręciłam.
Pewnego upalnego lipcowego dnia klimatyzacja w pewnym biurze przestała działać i nie chciała się poddać żadnym formom reanimacji. Gdy stwierdzono, że klimatyzacja ostatecznie zeszła z tego świata, okazało się, że nie ma jej naturalnego następcy i prędko go nie będzie ze względu na brak funduszy. W demokratycznych wyborach rolę klimatyzacji przejął wentylator stołowy, który udręczonym podarował ojciec jednej z pracownic owego biura. Wiatrak nie był tak skuteczny jak mogło by być urządzenie chłodzące, ale lepszego nie było i pracownicy musieli się z tym pogodzić. Wentylator stał więc i był przez część przymusowo tolerowany, a przez część czczony jako symbol nowych czasów. Życie w biurze płynęło dalej w rytmie cichej żałoby za klimatyzacją, której symbolem stało się nowe urządzenie. Dzień płynął za dniem, upalny poranek żegnał upalną noc, psy na ulicach ziajały, ludzie tłumnie nawiedzali lodziarnie, a wentylator cicho szumiał w pewnym biurze. I szumiałby dalej, gdyby pewnego upalnego jak wszystkie inne popołudnia nie okazało się, że oto jest nowa klimatyzacja. Nie zdziwiło to nikogo, każdy się tego spodziewał i wiadomo było od samego początku, że skoro jedna klimatyzacja umarła śmiercią tragiczną, to wkrótce znajdzie się jej następca. Jednak ten następca wywołał niemałe zamieszanie. Nowa klimatyzacja oznaczała likwidację niepozornego wentylatora, z którym niektórzy zdążyli się już zżyć. „To pamiątka po tej strasznej chwili, gdy wszyscy myśleliśmy, że umrzemy z gorąca. Wtedy to właśnie ten wiatraczek ocalił nas i dodał nam otuchy”. – powtarzała nieustannie pani Jadzia, wiekowa księgowa, która niebawem i tak poszłaby na emeryturę i z wiatrakiem nie przebywałaby długo. „Jest nowa klima, po co więc wentylator? Jest niepotrzebny i nie na miejscu”. – odpowiadali jej inni i ci wydawali się zdobywać coraz większe poparcie. By brzmieć bardziej dyplomatycznie mówili, że wiatrak owszem, był symbolem, był bardzo ważnym artefaktem biurowym, ale teraz, w obliczu nowej klimatyzacji jego miejsce powinno być gdzie indziej. Ale gdzie? Tu był kolejny problem. Nie było odpowiedniego miejsca. Były właściciel swojego wentylatora nie chciał, bo nie pasował mu zupełnie do nowego mieszkania. Inni pracownicy woleli klimę. Biedny wentylator nie miał się gdzie podziać i wszystkim paniom Jadziom zaczęło się wydawać, że skoro zostanie usunięty z biura, to wyląduje na śmietniku. Konflikt zaostrzał się i zaostrzał, aż w końcu sprawę rozstrzygnięty przy pomocy wszystkich ważnym urzędników z ogromną wiedzą i jeszcze większymi zarobkami. Panowie w garniturach ustalili, że wentylator będzie wspaniałym prezentem dla nowoczesnego Muzeum Wentylatorów, które znajdowało się całkiem niedaleko. Nastroje powoli wracały do normalności, klimatyzacja działała cicho i sprawnie, a wentylator – symbol otuchy i dawnej tragedii – stał tam, gdzie jego miejsce.
Taką historię usłyszałam od znajomej sekretarki. Chyba niczego nie przekręciłam.
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane

Kilka dni temu wspominaliśmy, że Andrzej Sapkowski pracuje nad kolejną książką osadzoną w realiach Wiedźmina. Nie było wtedy żadnych szczegółów na ten temat, ale teraz zdradził je Mirosław Kowalski. >>

Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki od lat jest organizatorem najpopularniejszego na Mazowszu konkursu recytatorskiego dla dzieci i młodzieży – Warszawska Syrenka. >>

Do sprzedaży trafia właśnie trzeci tom Monster High serii dla młodzieży. “O wilku mowa…” Lisi Harrison wydało wydawnictwo Bukowy Las. >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter




























