Strofa V jest niejako uzupełnieniem poprzedniczki – wizja podmiotu lirycznego dopełnia się, upadek Rzymu (przebywający do tej pory raczej w sferze niepokojących przesłanek) urzeczywistnia się na oczach samego bohatera wiersza. „I zdjął mię wielki strach, gdy poznikali/ Ci aniołowie fal — a ja zostałem/ W pustyni sam — z Rzymem, co już się wali.” Okręty[4] zniknęły, morze rozmyło się wraz z nimi. Podmiot liryczny niejako powrócił do punktu wyjścia – na pustynię. Samotny, spogląda na zawalające się fundamenty miasta, chrześcijaństwa. Nikogo prócz niego tu nie ma, nikt inny wydaje się nie zauważać owej tragedii. Smutek podmiotu lirycznego, połączony jest z wielkim cierpieniem. Świadomość upadku czegoś, co było wielkie, wspaniałe, wypełniające przejęciem serca ludzkie, tego, co inspirowało i natchnęło wielu, spotęgowana jest samym doświadczeniem owego upadku. Nie jest to już jedynie zamglona wizja, jawiąca się jako sen. W promieniach pustynnego słońca zdaje się tym wyraźniej razić w oczy, sprawiać ból. Zarówno psychiczny, jak i fizyczny (strach potrafi przecież zapanować nad ciałem, naigrywając się z komend świadomości).
Owa dziwna podróż przestrzenna podmiotu lirycznego powoli zbliża się ku punktowi kulminacyjnemu. Dotykające ‘ja’ liryczne głębokie uczucia – wielkiego płaczu, wielkiego strachu, tak oczywiste są, pomyśleć można, dla człowieka, który uświadomił sobie nagle swą samotność w świecie, niemoc uczynienia czegokolwiek, kroku nawet, a jedynie bezwolnego obserwowania raniących serce zmian, na oczach wręcz upadku wyznawanych wartości.
Strofa kończąca wiersz zdaje się być dopełnieniem tego wzruszającego obrazu, owym punktem kulminacyjnym właśnie. „I nigdy w życiu takich łez nie lałem/ Jak wtenczas — gdy mnie spytało w pustyni/ Słońce, szydzący Bóg — czy Rzym widziałem?” Wzruszenie, w takiej skali do tej pory nieznane podmiotowi lirycznemu, nacechowane negatywnie, bo sięgające do najgłębszych tęsknot, emocji, pierwotnych wręcz (strachu, poczucia zagrożenia), dosięga go, dobija. Powoli sączone cierpienie uderza z nagłą siłą, zadaje ostateczny cios. Bóg został przyrównany do słońca, pustynnego w dodatku (które częściej zabija, niż daje życie). Widoczne jest pewne odniesienie do pogaństwa, kiedy to jako bogów czczono elementy przyrody – drzewa, rzeki, ogólnie pojętą ziemię i niebo, ciała niebieskie. W ostatniej strofie przemawiać nie może Bóg katolicki, chrześcijański, skoro szydzi on z podmiotu lirycznego, niejako się z niego naigrywa. Być może opisywana w utworze wizja upadku podstawowych wartości religijnych do tego właśnie ma doprowadzić – śmierci Boga dla ludzi i powrotu do myśli pogańskiej, cofnięcia się niejako w rozwoju. Nic tak naprawdę nie jest bowiem pewne, wszystko jest kruche, ulotne, nietrwałe. Tylko od nas ludzi zależy, co stanie się ze światem, w którym kierunku będzie on zmierzał. Nie od jednostki bynajmniej, ale od większości – konieczne jest zatrzymanie się w biegu i dostrzeżenie tego, co wydaje się umykać nam w codziennej gonitwie. Zastanówmy się czasem nad sobą, własnym życiem, by nie zaprzepaścić tego, co z takim pietyzmem budowaliśmy przez stulecia.
[1] Również kulturowy – podążając za tropem biograficznym autora. Słowacki, przebywający na emigracji i mający w pamięci obraz Polski uciemiężonej, walczącej, zapewne nie potrafił (bądź trudno mu było) zaakceptować faktu, iż w wielkich stolicach europejskich bawiono się i żyło normalnie, bez troski o wyższe, można powiedzieć, wartości, jak na przykład walka za Ojczyznę. To, co jego i pozostałych emigrantów-patriotów (czyżby oksymoron? ;-)) bolało i nie pozwalało funkcjonować w zdrowiu psychicznym, tutaj – Rzymie, Francji – jakby nie było istotne. „Wielka Europa” zdawała się ignorować problemy odsunięte od niej na „daleki” wschód.
[2] Rzym jako geograficzny punkt lokalizacji samego Watykanu; Włochy jako kolebka religii rzymskokatolickiej (której sama nazwa przecież zobowiązuje.
[3] Pozwolimy sobie w tym miejscu zignorować uroczego Guliwera.
[4] Symbol opieki, bezpieczeństwa – napływające drogą morską towary gwarantowały rozwój gospodarczy miasta, zapewniały utrzymanie stosunków z, powiem ogólnikowo, resztą świata. Ponadto broniły dostępu od strony morza. Poruszane zresztą przez wiatr żagle przypominać mogły anielskie skrzydła… Zwłaszcza w porannej mgle, która wszystko zdaje się czynić transcendentnym…








więcej »

























