Stephen King jest jednym z niewielu pisarzy, którzy potrafią przenieść mnie w czasy dzieciństwa, kiedy to dopiero poszukiwałem swoich książek i utrwalałem mój gust. Za każdym razem, kiedy czytam jego teksty, zamieniam się w trzynastolatka z wypiekami smakującego grozy Nowej Anglii.
Zdradzę Wam kilka smaczków. Kiedy otworzymy książkę, mamy mapkę miejsca akcji i spis kilku bohaterów (szkoda, ze nie wszystkich!), którzy znaleźli się po niewłaściwej stronie Klosza (wolę to określenie, Kopuła jakoś nie do końca mi pasuje). Ale to nic! W Internecie możecie znaleźć stronę miasta Chester′s Mill: www.chestersmill.com , a z niej odnośniki do firm i urzędów w mieście takich jak WWW policji w Chester′s Mill Police Department, stronę Cathy Russell Hospital, tamtejszego wydawnictwa prasy Democrat, baru Sweetbriar Rose czy zakładu z używanymi autami Jima Renniego. Świetny przykład „virtual marketingu”. Przydałaby się jednak bardziej dokładna mapka miasta – bo ta książkowa daje jedynie ogólne pojęcie o jego kształcie i umiejscowienia ważniejszych miejsc. Na pierwszy rzut oka wygląda jak mała wieś, w której w jakiś dziwny sposób postawiono szpital, dwa kościoły, stację radiową…
Małe miasteczko Chester′s Mill zostaje przykryte niewidzialną barierą, więżąc w środku ludzi w ich własnym, małomiasteczkowym, jednak wiecznym i wszędobylskim piekle. Odcięci od reszty świata, zaczynają walczyć między sobą o życie. Populacja licząca sobie kilkaset mieszkańców zostanie szybko zdziesiątkowana. Cywilizacja mikroświata pod kopułą czeka zagłada.
Sceneria typowa dla horroru Kinga. Niewielkie miejsce, w którym kotłują się nienawiść, grzech i zepsucie. Nieokiełznane wybuchają z wielką siłą, tak mieliśmy w Miasteczku Salem, tak mieliśmy w Sklepiku z Marzeniami i to samo mamy w Pod Kopułą.

Mistrz skrwawionego pióra kocha tworzyć całe społeczności, które nie są tylko masą, ale zbiorem indywidualności. Tutaj bez kartki i ołówka może być ciężko ogarnąć wszystko, zwłaszcza, że wielu bohaterów nie pojawia się na początku.
Piotr Kofta w recenzji dla Dziennika.pl przywołał hasło „panoptikon”. Co to jest? W dziele Nadzorować i karać autorstwa Michela Foucaulta, jest to symbol totalnej inwigilacji. Według Jeremy′ego Benthama (wynalazcy budowli) to nowoczesne więzienie, inne od tego, do którego przyzwyczaiły nas Wiadomości i Filmy. Jego konstrukcja pozwalała strażnikom na ciągłe obserwowanie więźniów samemu będąc niewidocznymi. Dobrze oświetlone cele, oddzielone od innych, ułożone dookoła strażnicy, sprawiały wrażenie bycia ciągle na widoku. Praktycznie każdy skazaniec byłby dla siebie strażnikiem. Czym wobec tego jest tajemniczy Klosz? Jest panoptikonem znacznie przewyższającym technologicznie architekturę osiemnastowiecznego filozofa. Więźniowie nie są odizolowani od siebie, właściwie to czują się panami życia i śmierci, niewidzialnymi dla świata zewnętrznego.
Po 11 września Ameryka się zmieniła. Czuć fobię i strach nawet z książki takiego geniusza grozy, jakim jest King. Chyba najbardziej wyraźne jest to w potraktowaniu swojego czytelnika, jako osoby, która musi poznać wyjaśnienie dlaczego ludzie pod Kloszem musieli cierpieć. Strach przed terrorem odarł Amerykanów z miłości do tajemnicy. Musimy poznać myśli i czyny wszystkich, bo być może nie są oni dobrzy? Bo mają złe zamiary? Do tego dochodzi nachalne podkreślanie swoich zapatrywań politycznych. Nie lubimy polityków. King wyraźnie nie popiera republikanów, dawał już to do zrozumienia w „Martwej Strefie”. Jednak zaczyna to przeszkadzać. Czynienie ZŁEGO z republikańskiego polityka, kochającego Biblię i opowiadającego się przeciw eutanazji, jest już zbyt proste, szablonowe. Podwójna moralność bigotów jest już znana w kingowskiej Ameryce. Czyta się świetnie, to prawda, ale zabrakło czegoś… nowego. Wiem, horror lubi się powtarzać. Taka jego cecha wrodzona. Nie do końca też wierzę, że wszystko może się posypać tak szybko. Mam chyba więcej zaufania do społeczności, niż autor. Poza terroryzmem i republikanami rodzaju Jima Renniego ważną rolę odgrywa też ekologia. Chcąc, czy nie, żyjemy pod kloszem zatrzymującym ciepło i bród naszej planety. Kopuła nad miastem przyspiesza efekt cieplarniany. Chester′s Mill nie będzie długo przyjaznym miejscem.
Troszkę się zatrzymałem we współczesnym horrorze. Na oko gdzieś tak w latach 90. Mniej więcej wtedy, zanim każdy miał telefon komórkowy, profil na facebooku czy słuchał muzyki w formacie mp3. Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić odcięcie od świata, widząc ile jest sposobów na komunikację z nim. Chyba, że ktoś odetnie kabel i zagłuszy fale. Właściwie – o dziwo, niewiele się zmienia, jednak gdy „globalna wioska” (ciekawe, co dziś powiedziałby McLuhan) zostanie zburzona, zaczyna się stara szkoła straszenia w dawno już wypróbowanym stylu.
Wielu czytelników bało się o zakończenie książki. Niewiele prac Stephena Kinga ma tę świetną cechę, która pozwala po zakończeniu czytania nie mieć wrażenia bycia oszukanym, albo że coś przyszło za łatwo. Jak jest tym razem?Przeczytacie – zobaczycie, zdania są podzielone.
Jest to wielki powrót pisarza po bardzo nieprzyjemnym wypadku, który na kilka lat złamał magiczne pióro. Z szuflad trzeba było wyjmować stare teksty, a nowe padały pod ostrą krytyką dziennikarzy. Teraz recenzenci dostali kawał świetnej literatury. Trzynastolatek kolejną książkę, przez którą zawali kilka nocy. Czekam na kolejną książkę.
(DreamWorks wykupiło prawa do ekranizacji książki w postaci serialu. Reżyserować będzie Steven Spielberg. Miło by było, gdyby rolę Dużego Jima zagrał John Goodman).









więcej »



























