Autor: Kamil Mirkowicz
9 Marca 2010, aktualizacja 2010-03-09 17:51:34
Pierworodny recenzja książki
Mamy całkiem sprawnie poprowadzoną, nieco schematyczną, a przez to przewidywalną historię z porządną, ale nie odkrywczą galerią bohaterów. „Pierworodnego” czyta się szybko i miło, choć nie jest to książka, o której będzie się długo dyskutowało z kolegami.
Recenzję zacznę od narzekania. Narzekania starego fana DragonLanca’a, który nigdy nie jest zadowolony z tego, co czytelnikom proponuje wydawca polskich tłumaczeń settingu Smoczej Lancy. Wydaje mi się, że od dawna do rąk wciskane są nam tytuły byle jak dobrane, a posiadające jedynie znaczek smoka. Serie są nie dokańczane, a do tego często po prostu nieciekawe. Interesująca była próba wskrzeszenia świata w cyklu o Wojnie Dusz, choć czegoś w tym zabrakło. Pozwolę sobie jednak wskazać kilka tytułów, którymi wydawca mógłby się zainteresować.
Lubimy czytać o postaciach, które znamy i lubimy. Ciekawy był start Cyklu Spotkań. Przeczytaliśmy z niego do tej pory dwie pozycje, a pozostało jeszcze cztery… Cykl „Preludes” też zapowiada się wyśmienicie. Obie serie opowiadają o młodości Bohaterów Lancy. To są historie, które nas najbardziej interesują. Na zachodzie pojawiła się nowa trylogia „Lost Chronicles”. Historie dziejące się równolegle do Kronik Smoczej Lancy, w której pojawiają się Tanis, Kitiara, Sturm czy Lord Soth.
Koniec narzekań. W rękach mam kolejny start. Tym razem opowiadający o rozbiciu jedności elfów w królestwie Silvanesti, po którym powstało odległe królestwo Qualinesti. Historia elfich braci bliźniaków (wojownika i kapłana), których miłość przerodziła się w konflikt i wojnę. Co tu dużo opowiadać, szybko czytelnik się domyśli, że za całym cierpieniem kryją się wielkie emocje, takie jak miłość do kobiety. Zdradzone serce. Zniszczona duma. Do tego dochodzą niepokoje na granicach Silvanesti i intrygi pałacowe.
Po ucieczce z kraju, Kith-Kanan trafia do nieznanej krainy, gdzie spotyka dzikie elfy Kagonesti. Tam zaczyna układać sobie życie, gdzie powoli miłosne rany się zabliźniają. Jak świat stary i wielki wiadomo – uczucie jest najlepszym lekarstwem na utraconą miłość. Oczywiście stare sprawy są niezałatwione i niedługo dadzą o sobie przypomnieć. Książe będzie musiał powrócić do kraju.
Historia mimo że brzmi dramatycznie i dynamicznie, to jest to jedna ze spokojniejszych książek spod szyldu DragonLance. Nie uświadczymy tutaj dynamicznej akcji czy zaskakujących zwrotów akcji jak w „Legendzie o Humie” Richarda A. Knaaka. Śmiem twierdzić, że fabuła jest zaskakująco… przewidywalna. Bohaterowie też nie tworzą wspólnie ciekawej kompozycji (jak bohaterowie Kronik Smoczej Wojny), a pojedynczo prezentują się mało oryginalnie. Zwłaszcza elfka Kagonesti przypominająca Na′vi Neytiri z filmu „Avatar”. Jest to ciekawe, dobrze się czyta, ale brakuje czegoś, co by pozwoliło zapamiętać bohaterów. Miałem też dziwny problem z rozróżnieniem księcia Sithasa od jego ojca Sithela w momentach, kiedy nie tytułowano postaci. Całe szczęście, że mimo wtórności postaci, autorzy postanowili je rozbudować o emocje, przez co nie dostajemy tylko papki fantasy.
Piórom Thomsona i Cook nie można nic zarzucić. Są autorami dobrych, uznanych książek ze świata DragonLance, tak i tę czyta się również bardzo dobrze. Jadąc autobusem, stojąc w kolejce, leżąc w łóżku nie ma się poczucia zmarnowanego czasu. Autorzy nie silą się na bajdurzenie bez sensu i wciskanie mnóstwa opisów bądź niepotrzebnych elementów. W myśl cytowanych przez Kinga w „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” ekspertów od pisania – im mniej, tym lepiej. Troszkę mam zastrzeżeń co do tłumaczenia i nie wiem czy to kwestia tekstu oryginalnego i nieprzetłumaczalnych logicznie zdań, czy jakiejś innej siły sprawczej, ale w kilku momentach zacząłem się zastanawiać nad ciekawostkami stylistycznymi typu „jego obowiązek jest jego obowiązkiem”.
Mamy całkiem sprawnie poprowadzoną, nieco schematyczną, a przez to przewidywalną historię z porządną, ale nie odkrywczą galerią bohaterów. „Pierworodnego” czyta się szybko i miło, choć nie jest to książka, o której będzie się długo dyskutowało z kolegami. Tylko kolejna książka fantasy dla eRPeGowców.
Nie wiem, czy książkę mogę polecić czytelnikom, którzy nie znają DragonLance. Wydaje mi się, że stracą przyjemność z doszukiwania się nawiązań do wcześniej wydanych u nas książek z tej serii. Mogą za to być zainteresowani historią miłosną i dworskimi motywami. Fani natomiast powinni zaopatrzyć się w kolejną smoczą lekturę i cieszyć się fajnie spędzonym nad nią czasem.
Pierwszy raz pozwolę sobie na ocenę książki - "kilka cyferek mówiących o moim zadowoleniu".
Ocena: 3+/6
Autorzy: Paul B. Thompson, Tonya C. Cook
Tytuł: Pierworodny
Tytuł oryginalny: Firstborn
Data wydania: 26 stycznia 2010
Wydawca: Zysk i S-ka
Kategoria: fantastyka
Cykl: Dragonlance – Kroniki Elfich Narodów
Oprawa: miękka
Ilość stron: 440
Cena: 35,00
Lubimy czytać o postaciach, które znamy i lubimy. Ciekawy był start Cyklu Spotkań. Przeczytaliśmy z niego do tej pory dwie pozycje, a pozostało jeszcze cztery… Cykl „Preludes” też zapowiada się wyśmienicie. Obie serie opowiadają o młodości Bohaterów Lancy. To są historie, które nas najbardziej interesują. Na zachodzie pojawiła się nowa trylogia „Lost Chronicles”. Historie dziejące się równolegle do Kronik Smoczej Lancy, w której pojawiają się Tanis, Kitiara, Sturm czy Lord Soth.
Koniec narzekań. W rękach mam kolejny start. Tym razem opowiadający o rozbiciu jedności elfów w królestwie Silvanesti, po którym powstało odległe królestwo Qualinesti. Historia elfich braci bliźniaków (wojownika i kapłana), których miłość przerodziła się w konflikt i wojnę. Co tu dużo opowiadać, szybko czytelnik się domyśli, że za całym cierpieniem kryją się wielkie emocje, takie jak miłość do kobiety. Zdradzone serce. Zniszczona duma. Do tego dochodzą niepokoje na granicach Silvanesti i intrygi pałacowe.
Po ucieczce z kraju, Kith-Kanan trafia do nieznanej krainy, gdzie spotyka dzikie elfy Kagonesti. Tam zaczyna układać sobie życie, gdzie powoli miłosne rany się zabliźniają. Jak świat stary i wielki wiadomo – uczucie jest najlepszym lekarstwem na utraconą miłość. Oczywiście stare sprawy są niezałatwione i niedługo dadzą o sobie przypomnieć. Książe będzie musiał powrócić do kraju.
Historia mimo że brzmi dramatycznie i dynamicznie, to jest to jedna ze spokojniejszych książek spod szyldu DragonLance. Nie uświadczymy tutaj dynamicznej akcji czy zaskakujących zwrotów akcji jak w „Legendzie o Humie” Richarda A. Knaaka. Śmiem twierdzić, że fabuła jest zaskakująco… przewidywalna. Bohaterowie też nie tworzą wspólnie ciekawej kompozycji (jak bohaterowie Kronik Smoczej Wojny), a pojedynczo prezentują się mało oryginalnie. Zwłaszcza elfka Kagonesti przypominająca Na′vi Neytiri z filmu „Avatar”. Jest to ciekawe, dobrze się czyta, ale brakuje czegoś, co by pozwoliło zapamiętać bohaterów. Miałem też dziwny problem z rozróżnieniem księcia Sithasa od jego ojca Sithela w momentach, kiedy nie tytułowano postaci. Całe szczęście, że mimo wtórności postaci, autorzy postanowili je rozbudować o emocje, przez co nie dostajemy tylko papki fantasy.
Piórom Thomsona i Cook nie można nic zarzucić. Są autorami dobrych, uznanych książek ze świata DragonLance, tak i tę czyta się również bardzo dobrze. Jadąc autobusem, stojąc w kolejce, leżąc w łóżku nie ma się poczucia zmarnowanego czasu. Autorzy nie silą się na bajdurzenie bez sensu i wciskanie mnóstwa opisów bądź niepotrzebnych elementów. W myśl cytowanych przez Kinga w „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” ekspertów od pisania – im mniej, tym lepiej. Troszkę mam zastrzeżeń co do tłumaczenia i nie wiem czy to kwestia tekstu oryginalnego i nieprzetłumaczalnych logicznie zdań, czy jakiejś innej siły sprawczej, ale w kilku momentach zacząłem się zastanawiać nad ciekawostkami stylistycznymi typu „jego obowiązek jest jego obowiązkiem”.
Mamy całkiem sprawnie poprowadzoną, nieco schematyczną, a przez to przewidywalną historię z porządną, ale nie odkrywczą galerią bohaterów. „Pierworodnego” czyta się szybko i miło, choć nie jest to książka, o której będzie się długo dyskutowało z kolegami. Tylko kolejna książka fantasy dla eRPeGowców.
Nie wiem, czy książkę mogę polecić czytelnikom, którzy nie znają DragonLance. Wydaje mi się, że stracą przyjemność z doszukiwania się nawiązań do wcześniej wydanych u nas książek z tej serii. Mogą za to być zainteresowani historią miłosną i dworskimi motywami. Fani natomiast powinni zaopatrzyć się w kolejną smoczą lekturę i cieszyć się fajnie spędzonym nad nią czasem.
Pierwszy raz pozwolę sobie na ocenę książki - "kilka cyferek mówiących o moim zadowoleniu".
Ocena: 3+/6
Autorzy: Paul B. Thompson, Tonya C. Cook
Tytuł: Pierworodny
Tytuł oryginalny: Firstborn
Data wydania: 26 stycznia 2010
Wydawca: Zysk i S-ka
Kategoria: fantastyka
Cykl: Dragonlance – Kroniki Elfich Narodów
Oprawa: miękka
Ilość stron: 440
Cena: 35,00
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane

Kilka dni temu wspominaliśmy, że Andrzej Sapkowski pracuje nad kolejną książką osadzoną w realiach Wiedźmina. Nie było wtedy żadnych szczegółów na ten temat, ale teraz zdradził je Mirosław Kowalski. >>

Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki od lat jest organizatorem najpopularniejszego na Mazowszu konkursu recytatorskiego dla dzieci i młodzieży – Warszawska Syrenka. >>

Do sprzedaży trafia właśnie trzeci tom Monster High serii dla młodzieży. “O wilku mowa…” Lisi Harrison wydało wydawnictwo Bukowy Las. >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter





























