31-01-2010
AAA |
Ocena: 5  3 głosów
Małe wielkie kino recenzja książki
Każdy kojarzy gwiazdy Walta Disneya, Hanny-Barbery czy Warner Bros. Lecz kto z nas zna ich historię albo proces powstawania filmu animowanego? Ja już wiem nieco więcej. Zapraszam do recenzji, a w niej poza tekstem - kilka "bajek".

Słowo/obraz terytoria

Pamiętacie te czasy,kiedy w piżamach pędziliśmy do telewizora w sobotnie i niedzielne poranki? Myszka Miki, Kaczor Donald, Królik Bugs czy Kaczor Duffy to herosi naszej młodości, na których patrzyliśmy niegdyś z wyrozumiałością, a każdy gag – choć dziś pewnie niezrozumiały, był świetnym dowcipem. Co z tego, że tradycja burleski zwykle jest dla nas tajemnicą, często do dziś. Każda bajka wydawała się ponadczasowa, a dziś z przyjemnością do nich wracam i z zaskoczeniem odkrywam, że kiedyś epizody aminków wydawały się dużo dłuższe, a data ich powstania dalece odleglejsza niż się wydawało.


Z tekstem Pawła Sitkiewicza spotkałem się pierwszy raz kilkanaście miesięcy temu w czasopiśmie „Panoptikum” nr 7/2008 („Wychowywać czy pouczać? Perswazja i propaganda w polskim filmie animowanym dla dzieci” – można przeczytać to na stronie www.katalog.czasopism.pl/).  Moją uwagę zwróciła wtedy pasja i wiedza młodego człowieka (rocznik ’80) na temat animacji. Kiedy więc dowiedziałem się o książce „Małe wielkie kino” z ciekawością czekałem na recenzencki egzemplarz. Sitkiewicz z wykształcenia jest historykiem animacji i filmu, na życie zarabia pracując na Uniwersytecie Gdańskim.

 

W trakcie lektury wychwalałem YouTube′a , jako namacalnego źródła, w którym możemy poznać dobra naszej kultury. Większa część animacji omawianych w książce jest po prostu nieznana. Pewnie dużo z nas widziało Myszkę Miki na parowcu „Willie” (z roku 1928), ale kto z nas kojarzy jeden z pierwszych filmów animowanych kukiełkowych „Sen w Krainie Zabawek” Artura Melburne-Coopera z 1907 roku?

 

Arthur Melbourne-Cooper, Dreams of Toyland, 1907 r.

 

Walt Disney, Steamboat Willie, 1928 r.

 

Pierwszą rzeczą w historii animacji, z którą Paweł Sitkiewicz próbuje się zmierzyć, to definicja „bajki”. Otóż, wiele istniejących wyjaśnień zdaje się być nie do końca precyzyjnych. Jaki koń jest, każdy widzi, ale wiele z animacji jest do siebie podobnych. Grające zapałki z filmu Melbourne-Coopera czy King Kong wspinający się na metalowy „dach świata”, a na nim walczący z pilotami w samolotach, biegnące na pomoc Śnieżce krasnoludy, ruchome potworki z filmów Burtona – wszystkie zgrabnie wpisują się w definicję, choć różnice między nimi widać na oko. W końcu cała „zabawa” animacji polega na ożywieniu postaci dwu- i trójwymiarowych. Sitkiewicz objaśnia istniejące definicje, a na koniec stawia swoją – trzeba przyznać, że całkiem zgrabną.

 

Książka nie jest jednak opisem technologii, tylko historią animacji i stylów w niej funkcjonujących z jednym wyraźnym – na animację rysunkową i lalkową. Niestety, ta historia sięga jedynie połowy XX wieku i przez to „Małe wielkie kino” wydaje się być niekompletne. Brakuje współczesnego elementu naturalnej ewolucji technologicznej i filmów Disneya (choć nie tylko) powstałym po części oraz tylko przy pomocy komputera. Pewnie jednak pójście w tym kierunku zmusiłoby historyka do podwojenia objętości pracy, bo  musiałyby się znaleźć informacje o dawnych i współczesnych efektach specjalnych typu walczące kościotrupy tworzone tradycyjną metodą z filmów lalkowych czy dinozaury z Parku Jurajskiego. Efekty specjalne (z komputera oczywiście) w "Królu Lwie" bądź wygenerowany komputerowo "Shrek". Za to mamy opis tradycji plastycznych i teorii sztuki wykorzystywanych w filmach animowanych, jak komiksowe dialogi w Feliksie czy niemiecki ekspresjonizm w "Królewnie Śnieżce i Siedmiu Krasnoludkach". Czy wiecie jak „narodziła się” Myszka Miki? Widzicie pewne podobieństwo do królika Oswalda?

 

 

Filmy animowane były narzędziem walki (i wojny) politycznej, gdyż może wydać nam się to zaskakujące – najczęściej była przeznaczona dla widzów bardziej dojrzałych i świadomych podtekstów. Dumbo widzący różowe słonie. Kaczor Donald pragnący wstąpić do lotnictwa. Hitler podrywający walkirię. Betty Boop z prowokacyjnie nagimi nogami śpiewająca o tym, jak to pewien zły właściciel cyrku chciał odebrać jej dziewi… Boop-Oop-A-Doop - wiadomo. To nie koniec. W końcu film animowany posługuje się często okrucieństwem, którego nie powstydziłby się Jigsaw.
 

Dumbo, Pink Elephants on Parade, 1941

 

Książka jest bogato i ciekawie ilustrowana, oraz przystępnie napisana.  Jej tamtyka może stać się bliższa nie tylko ludziom posługującym się językiem akademickim, ale i  ambitnym czytelnikom. Warto zwrócić uwagę na obszerną bibliografię i sporą ilość przypisów… Niestety, jest to minus – nie znoszę przypisów na końcu książki. Czytając lubię mieć przypis na stronie- oczami lecę na dół i już wszystko wiem. Zwłaszcza w sytuacjach kiedy przypisy mają objętość jednego – dwóch zdań. To nie wolterowski traktat o tolerancji, gdzie przypisy zajmują na stronie więcej miejsca niż tekst naukowy, ale lekka i szybko czytająca się praca naukowa, w której takie zbędne kartkowanie jedynie niepotrzebnie zakłóca rytm. Może należę do mniejszości, ale ja zapoznaję się z przypisami.

Pulbikację poleciłbym osobom zainteresowanym zachodnią animacją. Książkę czyta się lekko, przez co temat szybko staje nam się bliski, a korzystając z usług różnych stron w Internecie, można zapoznać się z większością opisanych animowanych dzieł.

 

Na koniec moja propozycja krótkich trzech filmów animowanych. Tak, by poczuć się na chwilę jak dziecko...


wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Zastanawialiście się kiedyś, kim jest i co robi osoba stojąca obok w Was w kolejce sklepowej? Jeśli tak, to "Marzyciele i Pokutnicy" rozwinie Waszą ciekawość jeszcze bardziej… >>

Burdel kojarzy się najczęściej z prostytucją i o ile na temat tej drugiej jest wiele publikacji, o tyle na temat domów publicznych pisze się mało. Dlatego dla wielbicieli tej tematyki powstała książka "Historia burdeli" wydana przez wydawnictwo Bellona.  >>

Nie było Cię na Warszawskich Targach Książki? Nic straconego - końcówka maja to świetna okazja do nadrobienia zaległości. >>

14 maja 2012. Prezentujemy Wam inspirujące cytaty znanych twórców kultury. >>

Każdego z nas dopada myśl o nieuchronnym końcu naszego życia. Rafleksja ta budzi się, spowodowana upływem czasu oraz wydarzeniami, które budują nasze życie, a tym samym nas samych... >>

Świetnie napisany reportaż pokazujący co najmniej dziewięć ścieżek wiary i dziewięć historii życia. >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
"Czy możliwe jest ŻYCIE przed śmiercią?" to książka zachęcająca do dokonania wglądu we własne życie i do podążenia drogą harmonii, która jest tak potrzebna w dzisiejszym życiu. Zapraszamy więc do konkursu z tą pozycją.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS