Autor: Kamil Mirkowicz
04-01-2010
Opowiadania z ulicy Alexandros Grigulopulos recenzja książki
Nova Res to młode wydawnictwo serwujące czytelnikom prozę niszową i nieznaną.
Novae Res to młode wydawnictwo serwujące czytelnikom prozę niszową i nieznaną. Wydaje dzieła pisarzy u progu kariery, często młodych i ambitnych. Wydawnictwo więc ma referencje na tyle dobre, by zadowolić nas czymś nowym, które z czasem może stać się ulubionym. Ma to jednak swoje wady – by zebrać informacje o autorze, trzeba nieco więcej cierpliwości i uwagi. Całe szczęście, że w przypadku Oskara Szwabowskiego to nie było trudne, gdyż jakiś czas temu w Internecie można było w wielu miejscach znaleźć informacje o promocji książki "Opowiadania z ulicy Alexandros Grigoropoulos”.
Z zaskoczeniem przyjąłem, że mam do czynienia z moim ideologicznym przeciwnikiem (ja jako minarchista, a on jako anarchosyndykalista). Nie często mam do czynienia z literatami tak oficjalnie podchodzącymi do swoich zapatrywań. Tytuł odnoszący się do zamordowanego Aleksandrosa Grigoropulosa sugeruje, że jednak będzie tu troszkę myśli anarchistycznej. Autor nie jest jednak zagniewanym młodocianym, ale wykształconym i pracowitym człowiekiem. Absolwent filozofii, doktorant w Instytucie Pedagogiki na Uniwersytecie Szczecińskim. Lista miejsc, w których pojawiały się jego teksty jest dość długa: Kozirynek, Akant, Rita Baum, Przegląd Anarchistyczny, Recykling Idei, Forum Myśli Wolnej, Autograf, TygiEL, Inny Świat – pismo anarchistyczne, Słowo Młodych, Fo:pa, Ulica Wszystkich Świętych, Meele, Czasopismo filozoficzne. "Opowiadania z ulicy Alexandros Grigoropoulos” nie jest też jego debiutem literackim. Opublikował do tej pory trzy tomy poezji; „Pierwsze kroki, pierwsze słowa”, „Terroryzm artystyczny”, „Cień Freuda”.
Wstęp, a raczej pierwsze opowiadanie ze zbiory, („Jak rzucić palenie”) to błyskotliwe, nieco zadziorne ostrzeżenie przed tym, czego nie znajdziemy w dalszej części książki. Nie ma w niej nic o rzuceniu palenia albo o zarabianiu wielkich pieniędzy. Nie ma nic o seksie i jego opisywanemu w wielu publikacjach fajerwerkowemu finałowi. Praktycznie czas spędzony nad lekturą będzie „czasem w pełni zmarnowanym”. Bezcelowe trwonienie jest jednak sednem zabawy i radości. W tym miejscu czytelnik może odłożyć książkę na półkę, jeśli poczuł się odpowiednio ostrzeżony bezcelowością czytania, ja jednak zachęcam do przeczytania kolejnych trzynastu opowiadań – krótkie, więc tego „marnowania” nie będzie za dużo. Warto też usiąść do następnego tekstu ze świeżą i otwartą na poezję głową, gdyż może się wydać on mało zrozumiały. „Zgon”. Czasami się o niego modlimy, zwłaszcza w takie niedawne okoliczności jak wspólne spędzanie świąt z rodziną, ten gdy jednak nadejdzie może nieco zepsuć okolicznościowe nastroje – zabraknie Kevina i Johna McClane’a, tak nienawidzonych i wyszydzanych w każdy inny dzień. Może zamiast tego poznać „Błoto”? Ciężkie nieco i chyba posępne. Przypominało mi się za to moje dzieciństwo, kiedy to na działce uciekając przed deszczem zostawiłem swoje zabawki w „piaskownicy”, gdy wróciłem – wszystkie zatopione w błocie – część na zawsze, albo innym razem głupi taniec w deszczu, i choć błoto nie zauważone wtedy, wszędobylskie na dywanie po powrocie… „Kosmyk żółtych włosów” -świat widziany oczami szalonej pracownicy na kasie w Biedronce, Tesco, Żabce. Nie, ona nie jest szalona – ona jest znudzona. Najciekawsze jednak opowiadanie w tomie jest za tym kosmykiem i wiecznym 2,49-pii, 9,99-pii, czy 24,19-pii: „Urząd wspierania pisarzy”. Chcecie mieć problemy z praktycznym pisaniem? Zacznijcie nie mieć zaćmy i dołka twórczego. Nasz bohater się przekonał, że lepiej mieć natchnienie, bo inaczej znajdzie się ktoś dobry i życzliwy, kto dostarczy nam dobry materiał na kryminał. „Przypadek Mariana z miasta Szczecin” – aż przypomina się zeszłoroczne lato… i poprzednie… i poprzednie… Choć może i padało? Gorąco jak diabli, a na placach zabaw lub w bramach, panowie Marian i Jerzy popijają winiaczka, lub piweczko. Gorąco jak diabli, ale młodzież kształcić trzeba. Przysiądzie się, opowie się historię, a i może rzucą groszem na winko o smaku czekoladowym, mocne ciemne, albo może się uzbiera nawet i na klosterkellerowate, półsłodkie białe?
„Szczęście na kolorowym zdjęciu” - wypad za miasto do domku. Po to właśnie by posiedzieć w ciszy. Odkorkować wino można i pić z plastikowego kubka. Jurek i Marta chociaż to osiągnęli. Szkoda, ze wobec siebie… tylko nuda. „I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.” Rozmowy o ważnych i nieważnych rzeczach. Zabawa w filozofów i znawców życia. Każdy to lubi. Potem się film urwie. A na koniec wypadu do samochodu, przekręcić kluczyki w stacyjce i… Dobrze, że ja swoich „Urodzin” nie spędzam za bardzo rodzinnie – po co gadać o śmierci bliskich i ganiać co chwila do barku?
Aleksandros Grigoropulos, piętnastoletni Grek, syn menedżera banku i jubilerki. Uczestnik demonstracji środowisk skrajnej lewicy, podczas której doszło do sporu z policją. Sporu, który zakończył się tragicznie dla chłopca, fatalnie dla rządu i bardzo źle dla mieszkańców Aten.
W oficjalnym komunikacie policji grupa 30 na demonstracji sprzeciwiającej się polityce edukacyjnej rządu obrzuciła kamieniami przejeżdżający radiowóz policji. Samochód zatrzymał się. Na wóz ruszyła grupa agresywnej młodzieży. Jeden z funkcjonariuszy oddał trzy strzały ostrzegawcze. Jedna kula rykoszetem trafiła w Aleksandrosa Grigoropulosa. Jak twierdzą policjanci – nastolatek zamierzał rzucić w ich kierunku koktajl Mołotowa. Według naocznych świadków chłopak nie stanowił dla funkcjonariuszy zagrożenia, a „strzały ostrzegawcze” skierowane były w nadciągający tłum. Od razu na ulice wyszedł wielotysięczny tłum przeciwników status quo – nie tylko młodzieży, ale i osób dużo starszych. Zaczęła się istna wojna na ulicach. W powietrzu gaz pieprzowy. Biedne Ateny i Saloniki. Palono sklepy, podkładano bomby, z uczelni lała się podpalona benzyna, pistolet wypluł kulę w dzieciaka, a kałasznikowy huczały seriami. „Iskra w Atenach - pożar w Paryżu. Nadchodzi powstanie i Wesołego kryzysu i szczęśliwego nowego strachu” .Miało być nowe pokolenie na miano ’68 roku. Przyszłość pokaże.
Opowiadanie przeplecione o prasowe komunikaty jest historią tej chwili.
„Co się zdarzyło na ulicy Alexandros-Andreas Grigoropoulosa” i ostatnie zdanie daje nam ramy światopoglądu, przez które musimy czytać wszystkie wcześniejsze teksty. Każde z opowiadań powinno zakończyć się hasłem „DOŚĆ!”. I choć tak nie jest, podejrzewam, że Oskar Szwabowski zostawiał je w domyśle. Dla mnie to zwykłe wiele hałasu o nic, bo mimo, że dostrzegam co rusz przytaczane grzechy naszego świata, są one dla mnie czymś mniej istotnym (choć miejscami są zbieżne) niż te, które ja dostrzegam – to jednak na dysputę ideologiczna, a nie na recenzję.
Na pewno tomik spodoba się lewicowej młodzieży."Opowiadania z ulicy Alexandros Grigoropoulos” polecam więc przede wszystkim im. Dla innych to ciekawy zbiór surrealistycznych, ocierających się narracją o poezję opowiadań pokazujących nieco przemalowaną, ale posępną i niesprawiedliwą rzeczywistość. Dołujący stan nieco gryzie się jednak z zapewnieniem o zabawie. Chyba, że uznać wisielczy humor za powód do uciechy. Jednak polecam ten zbiór opowiadań też prawicowej młodzieży jako głos drugiej strony, odświeżając dyskusję na ringu literatury i zachętę, by wydała publikację równie interesującą.
SPIS TREŚCI:
Jak rzucić palenie
Zgon
Błoto
Kosmyk żółtych włosów
Urząd wspierania pisarzy
Przypadek Mariana z miasta Szczecin
Szczęście na kolorowym zdjęciu
Urodziny
Wszystko z powodu widelca
Sitcomlive
Człowiek z miasteczka L
Odwiedziny u lekarza
Stąpając po cienkiej, szklanej podłodze
Co się zdarzyło na ulicy Alexandros-Andreas Grigoropoulosa
Autor: Oskar Szwabowski
Tytuł: Opowiadania z ulicy Alexandros Grigoropoulos
Wydawca: Novae Res
Data wydania: 2009
Kategoria: opowiadania
Ilość stron: 137
Oprawa: miękka
Cena: 22,90
Z zaskoczeniem przyjąłem, że mam do czynienia z moim ideologicznym przeciwnikiem (ja jako minarchista, a on jako anarchosyndykalista). Nie często mam do czynienia z literatami tak oficjalnie podchodzącymi do swoich zapatrywań. Tytuł odnoszący się do zamordowanego Aleksandrosa Grigoropulosa sugeruje, że jednak będzie tu troszkę myśli anarchistycznej. Autor nie jest jednak zagniewanym młodocianym, ale wykształconym i pracowitym człowiekiem. Absolwent filozofii, doktorant w Instytucie Pedagogiki na Uniwersytecie Szczecińskim. Lista miejsc, w których pojawiały się jego teksty jest dość długa: Kozirynek, Akant, Rita Baum, Przegląd Anarchistyczny, Recykling Idei, Forum Myśli Wolnej, Autograf, TygiEL, Inny Świat – pismo anarchistyczne, Słowo Młodych, Fo:pa, Ulica Wszystkich Świętych, Meele, Czasopismo filozoficzne. "Opowiadania z ulicy Alexandros Grigoropoulos” nie jest też jego debiutem literackim. Opublikował do tej pory trzy tomy poezji; „Pierwsze kroki, pierwsze słowa”, „Terroryzm artystyczny”, „Cień Freuda”.
Wstęp, a raczej pierwsze opowiadanie ze zbiory, („Jak rzucić palenie”) to błyskotliwe, nieco zadziorne ostrzeżenie przed tym, czego nie znajdziemy w dalszej części książki. Nie ma w niej nic o rzuceniu palenia albo o zarabianiu wielkich pieniędzy. Nie ma nic o seksie i jego opisywanemu w wielu publikacjach fajerwerkowemu finałowi. Praktycznie czas spędzony nad lekturą będzie „czasem w pełni zmarnowanym”. Bezcelowe trwonienie jest jednak sednem zabawy i radości. W tym miejscu czytelnik może odłożyć książkę na półkę, jeśli poczuł się odpowiednio ostrzeżony bezcelowością czytania, ja jednak zachęcam do przeczytania kolejnych trzynastu opowiadań – krótkie, więc tego „marnowania” nie będzie za dużo. Warto też usiąść do następnego tekstu ze świeżą i otwartą na poezję głową, gdyż może się wydać on mało zrozumiały. „Zgon”. Czasami się o niego modlimy, zwłaszcza w takie niedawne okoliczności jak wspólne spędzanie świąt z rodziną, ten gdy jednak nadejdzie może nieco zepsuć okolicznościowe nastroje – zabraknie Kevina i Johna McClane’a, tak nienawidzonych i wyszydzanych w każdy inny dzień. Może zamiast tego poznać „Błoto”? Ciężkie nieco i chyba posępne. Przypominało mi się za to moje dzieciństwo, kiedy to na działce uciekając przed deszczem zostawiłem swoje zabawki w „piaskownicy”, gdy wróciłem – wszystkie zatopione w błocie – część na zawsze, albo innym razem głupi taniec w deszczu, i choć błoto nie zauważone wtedy, wszędobylskie na dywanie po powrocie… „Kosmyk żółtych włosów” -świat widziany oczami szalonej pracownicy na kasie w Biedronce, Tesco, Żabce. Nie, ona nie jest szalona – ona jest znudzona. Najciekawsze jednak opowiadanie w tomie jest za tym kosmykiem i wiecznym 2,49-pii, 9,99-pii, czy 24,19-pii: „Urząd wspierania pisarzy”. Chcecie mieć problemy z praktycznym pisaniem? Zacznijcie nie mieć zaćmy i dołka twórczego. Nasz bohater się przekonał, że lepiej mieć natchnienie, bo inaczej znajdzie się ktoś dobry i życzliwy, kto dostarczy nam dobry materiał na kryminał. „Przypadek Mariana z miasta Szczecin” – aż przypomina się zeszłoroczne lato… i poprzednie… i poprzednie… Choć może i padało? Gorąco jak diabli, a na placach zabaw lub w bramach, panowie Marian i Jerzy popijają winiaczka, lub piweczko. Gorąco jak diabli, ale młodzież kształcić trzeba. Przysiądzie się, opowie się historię, a i może rzucą groszem na winko o smaku czekoladowym, mocne ciemne, albo może się uzbiera nawet i na klosterkellerowate, półsłodkie białe?
„Szczęście na kolorowym zdjęciu” - wypad za miasto do domku. Po to właśnie by posiedzieć w ciszy. Odkorkować wino można i pić z plastikowego kubka. Jurek i Marta chociaż to osiągnęli. Szkoda, ze wobec siebie… tylko nuda. „I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.” Rozmowy o ważnych i nieważnych rzeczach. Zabawa w filozofów i znawców życia. Każdy to lubi. Potem się film urwie. A na koniec wypadu do samochodu, przekręcić kluczyki w stacyjce i… Dobrze, że ja swoich „Urodzin” nie spędzam za bardzo rodzinnie – po co gadać o śmierci bliskich i ganiać co chwila do barku?
Aleksandros Grigoropulos, piętnastoletni Grek, syn menedżera banku i jubilerki. Uczestnik demonstracji środowisk skrajnej lewicy, podczas której doszło do sporu z policją. Sporu, który zakończył się tragicznie dla chłopca, fatalnie dla rządu i bardzo źle dla mieszkańców Aten.
W oficjalnym komunikacie policji grupa 30 na demonstracji sprzeciwiającej się polityce edukacyjnej rządu obrzuciła kamieniami przejeżdżający radiowóz policji. Samochód zatrzymał się. Na wóz ruszyła grupa agresywnej młodzieży. Jeden z funkcjonariuszy oddał trzy strzały ostrzegawcze. Jedna kula rykoszetem trafiła w Aleksandrosa Grigoropulosa. Jak twierdzą policjanci – nastolatek zamierzał rzucić w ich kierunku koktajl Mołotowa. Według naocznych świadków chłopak nie stanowił dla funkcjonariuszy zagrożenia, a „strzały ostrzegawcze” skierowane były w nadciągający tłum. Od razu na ulice wyszedł wielotysięczny tłum przeciwników status quo – nie tylko młodzieży, ale i osób dużo starszych. Zaczęła się istna wojna na ulicach. W powietrzu gaz pieprzowy. Biedne Ateny i Saloniki. Palono sklepy, podkładano bomby, z uczelni lała się podpalona benzyna, pistolet wypluł kulę w dzieciaka, a kałasznikowy huczały seriami. „Iskra w Atenach - pożar w Paryżu. Nadchodzi powstanie i Wesołego kryzysu i szczęśliwego nowego strachu” .Miało być nowe pokolenie na miano ’68 roku. Przyszłość pokaże.
Opowiadanie przeplecione o prasowe komunikaty jest historią tej chwili.
„Co się zdarzyło na ulicy Alexandros-Andreas Grigoropoulosa” i ostatnie zdanie daje nam ramy światopoglądu, przez które musimy czytać wszystkie wcześniejsze teksty. Każde z opowiadań powinno zakończyć się hasłem „DOŚĆ!”. I choć tak nie jest, podejrzewam, że Oskar Szwabowski zostawiał je w domyśle. Dla mnie to zwykłe wiele hałasu o nic, bo mimo, że dostrzegam co rusz przytaczane grzechy naszego świata, są one dla mnie czymś mniej istotnym (choć miejscami są zbieżne) niż te, które ja dostrzegam – to jednak na dysputę ideologiczna, a nie na recenzję.
Na pewno tomik spodoba się lewicowej młodzieży."Opowiadania z ulicy Alexandros Grigoropoulos” polecam więc przede wszystkim im. Dla innych to ciekawy zbiór surrealistycznych, ocierających się narracją o poezję opowiadań pokazujących nieco przemalowaną, ale posępną i niesprawiedliwą rzeczywistość. Dołujący stan nieco gryzie się jednak z zapewnieniem o zabawie. Chyba, że uznać wisielczy humor za powód do uciechy. Jednak polecam ten zbiór opowiadań też prawicowej młodzieży jako głos drugiej strony, odświeżając dyskusję na ringu literatury i zachętę, by wydała publikację równie interesującą.
SPIS TREŚCI:
Jak rzucić palenie
Zgon
Błoto
Kosmyk żółtych włosów
Urząd wspierania pisarzy
Przypadek Mariana z miasta Szczecin
Szczęście na kolorowym zdjęciu
Urodziny
Wszystko z powodu widelca
Sitcomlive
Człowiek z miasteczka L
Odwiedziny u lekarza
Stąpając po cienkiej, szklanej podłodze
Co się zdarzyło na ulicy Alexandros-Andreas Grigoropoulosa
Autor: Oskar Szwabowski
Tytuł: Opowiadania z ulicy Alexandros Grigoropoulos
Wydawca: Novae Res
Data wydania: 2009
Kategoria: opowiadania
Ilość stron: 137
Oprawa: miękka
Cena: 22,90
Podobne materiały

StacjaKultura.pl ma zaszczyt poinformować, że konkurs z wydawnictwem Novae Res dobiegł końca. Oto lista zwycięzców!
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Zastanawialiście się kiedyś, kim jest i co robi osoba stojąca obok w Was w kolejce sklepowej? Jeśli tak, to "Marzyciele i Pokutnicy" rozwinie Waszą ciekawość jeszcze bardziej… >>

Burdel kojarzy się najczęściej z prostytucją i o ile na temat tej drugiej jest wiele publikacji, o tyle na temat domów publicznych pisze się mało. Dlatego dla wielbicieli tej tematyki powstała książka "Historia burdeli" wydana przez wydawnictwo Bellona. >>

Nie było Cię na Warszawskich Targach Książki? Nic straconego - końcówka maja to świetna okazja do nadrobienia zaległości. >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

"Czy możliwe jest ŻYCIE przed śmiercią?" to książka zachęcająca do dokonania wglądu we własne życie i do podążenia drogą harmonii, która jest tak potrzebna w dzisiejszym życiu. Zapraszamy więc do konkursu z tą pozycją.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter



























