Bon Temps to miasto działające jak magnes na istoty „nie z tego świata”. Ściągają do niego wampiry, wilkołaki, zmiennokształtni. Często fakt ich obecności rodzi problemy, którymi może podołać tylko ktoś równie odmienny jak te istoty. Przykładowo telepatka. Czyli Sookie Stackhouse. Ta dziewczyna przyciąga kłopoty z równą siłą, co jej rodzinne miasteczko. Ledwo zniknął z jej oczu obraz bitewny czarownic i wilkołaków, cukierkowa wersja Erica oraz pewna nieprzyjemna ex wilkołaka, zaczęły się problemy z jej bratem, Jasonem. A że nieszczęścia chodzą parami…Na dodatek w okolicy gminy Bon Temps jakiś mściwy osobnik szczególnie upodobał sobie strzelanie do zmiennokształtnych, co mocno niepokoi Sookie, biorąc pod uwagę fakt, że jej brat od pewnego czasu podczas pełni księżyca przemienia się w pumę. Dodatkowo sytuacja robi się groźna, kiedy Jason staje się podejrzanym o polowanie na współbratymców.
Cóż, trzeba przyznać, że w tomie „Martwy jak zimny trup” Sookie Stackhouse musi wykazać się sprytem, aby odnaleźć strzelca, a także być na tyle wytrawnym dyplomatą, aby uchronić własną osobę przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Tym bardziej, że tak już niestety bywa, że chroniąc jednych, szkodzimy innym. Dziewczyna ma talent do wplątywania się w zawiłe sytuacje, jednak jej umiejętność wyplątywania się z nich jest równie dobra. A newralgicznych akcji będzie sporo. Na głowę Sookie spadnie nienawykły do sprzeciwu, podejrzliwy Eric z uporem drążący kwestie dotyczące jego tajemniczego okresu utraty pamięci ( z cyklu „czy kochaliśmy się ze sobą?”), a także wilkołak Alcide, którego stado przeżywa trudny okres. Telepatka zostanie wciągnięta, niekoniecznie chętnie w sprawy, w które wolałaby się wcale nie mieszać, bo im bardziej poznaje niezwykłą stronę świata, tym bardziej ma go dosyć. Na dokładkę może zrobić się gorąco, ponieważ nasza telepatka ma na sumieniu to i owo. A wtedy może okazać się, że nawet jej wielopokoleniowy dom może nie być odpowiednim schronieniem.
Na brak skomplikowanych relacji damsko – męskich nie możemy narzekać, tym bardziej, że cwany sposób, w jaki dziewczyna z nich się wywija, czasem budzi kobiecą zazdrość. Gdyż jak tu mieć czterech zalotników na raz i z każdym utrzymywać dobre kontakty? (tym bardziej jeśli wśród grona adoratorów znajduje się groźny wampir wiking, były chłopak, szef „Merlotta” oraz przywódca pumołaków z Hot Shot). Sookie jako detektyw sprawuje się całkiem nieźle, często zaskakując pomysłowością, a niekiedy powalając głupotą. Szkoda, że autorka nie pozwala jej na otrząśnięcie z emocjonalnej papierowości, tym bardziej w obecności Erica. Jednak Sookie mi imponuje – jest bystra, zaradna i świetnie zorganizowana, wytresowana przez życie na każdą stresującą sytuację.
Akcja jest nam dawkowana przez pisarkę w małych porcjach, aby na końcu mogło odbyć się wielkie „bum!”. Nie czeka nas co prawda tyle emocji, co w poprzednim tomie, ale możemy tę część potraktować jako przyjemną pauzę w ciągle nakręcającej się spirali napięcia. Będzie krew i to w ilościach zdecydowanie nieskromnych, ale warto pamiętać, że jednym z sylwestrowych postanowień permanentnie obrywającej telepetaki było to, żeby nikt jej nie pobił. Czy to ma szansę wypalić przy kłopotach dziewczyny?
Poruszanie się po świecie Sookie Stackhouse z pewnością umilą nowi, niekiedy dość niezwykli czy egzotyczni bohaterowie, a starzy powrócą jak najlepsi kumple, aby chronić dziewczynę bądź załatwiać swoje (nie zawsze ciemne!) interesy. Autorkę zdają się coraz mnie interesować ludzie jako tacy, traktuje ich raczej jako tło historii. Harris skupia się na zarysowaniu społeczności „odmieńców” i ich wewnętrznej polityki oraz rytuałów. Powolne odejście od świata ludzi autorka podkreśla poprzez wypychanie na pierwszy plan bohaterów obdarzonych dwoistą naturą bądź zwyczajnie nieludzkich. Jednak najważniejszym elementem w prozie amerykańskiej pisarki jest przenikanie się obydwu światów, co czyni jej powieści zdecydowanie bardziej apetycznymi i zabawnymi.
Pragnę również wyrazić swój zachwyt nad oprawą graficzną książki, w której szarość okładki została w cudowny sposób rozproszona dominantą krwawych ust. Z powieści na powieść wydawnictwo MAG rozpieszcza oko czytelnika coraz to atrakcyjniejszymi obrazami. Ufam, że ta tendencja się utrzyma, zwłaszcza, że amerykańskie wersje okładek, mimo że lepiej korespondujące z rozrywkową treścią książki, są antyestetyczne i po prostu nieciekawe.
Jeśli jeszcze ktoś nie zna cyklu o Wampirach z Południa, to dodam, że fabularna lekkość tych powieści jest idealna na nasze coraz to krótsze i czasem pozbawione słońca dni. Oczywiście, w „Martwym jak zimny trup” pojawiają się momenty grozy, ale wywołują one raczej przyjemny dreszcz adrenaliny, który pobudzi do działania i szybszego krążenia po orbicie dnia.
Powieść ukończyłam czytać z uśmiechem na twarzy. Choć nie mam żadnych niezwykłych zdolności, czuję, że „Martwy jak zimny trup” jest takim małym oddechem, drobnym wstępem do kolejnego tomu cyklu, w którym szykować się może naprawdę gruba afera.
Autor: Charlaine Harris
Tytuł: Martwy jak zimny trup
Seria: Sookie Stackhouse
Wydawca: Wydawnictwo MAG
Data wydania: 6 października 2010
Kategoria: horror, kryminał
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Oprawa: miękka
Liczba stron: 400
Cena: 32,00 zł




więcej »




























