Człowiek neurotyczny
Człowiek współczesny to człowiek neurotyczny. Często także introwertyk, czyniący ze swoich natręctw niemożliwe do przejścia dla kogoś innego pole minowe. „Żyjemy w naszych głowach”, jak to ktoś kiedyś zgrabnie ujął.
Na ogół jestem zwolennikiem twierdzenia Wisławy Szymborskiej o tym, że swoje dziwactwa należy pielęgnować. Są jednak momenty, w których moje znerwicowanie mnie męczy. Pierwsza rzecz jaka wówczas przychodzi mi do głowy, to odbudować swoją więź z Matką Naturą. Wypad pod namiot, z którego przywiozłem mnóstwo pamiątek od nadzwyczaj towarzyskich komarów oraz parę dni spędzonych wśród końskich odchodów przekonało mnie, że matczyne łono nie należy do najprzyjaźniejszych i muszę znaleźć inny sposób na poradzenie sobie z uczuciem zmęczenia samym sobą. Idealnym rozwiązaniem okazał się Stendhal.
Dziwny epikurejczyk
Po trzydziestu stronach „Pustelni parmeńskiej” byłem już zupełnie zakochany w Fabrycym i księżnej Sanseverinie. Opis jeziora Como był bodajże pierwszym opisem przyrody w literaturze, który uwiódł mnie swoim pięknem. Należy tutaj dodać, że broniłem się zaciekle, jako że do natury podchodzę z ogromną nieufnością i lękiem. Jednak „surowa powaga szczytów Alp przypominająca nam niedolę życia w sam raz na tyle, aby potęgować obecną rozkosz” oraz dźwięki dzwonów mówiące: „Życie ucieka, nie bądźże tak oporny wobec szczęścia, które się nastręcza, śpiesz się spijać je” zmusiły mnie do kapitulacji.
Nietzsche napisał kiedyś o Stendhalu, że był to "dziwny. dalekowidzący i wyprzedzający człowiek, co w napoleońskiem tempie przebiegł swą Europę", określił go jako "dziwnego epikurejczyka i zagadkowego człowieka". Trudno o bardziej trafną charakterystykę, bowiem to właśnie duch Epikura, przenikający na wskroś krajobraz włoskich jezior, stanowi o ich pięknie.
Człowiek pierwotny
Człowiek Stendhala to człowiek pierwotny. Nie bawi się swoim „metafizycznym pępkiem”. Świadomość nie czyni go tchórzem. Nie babra się w swoich wnętrznościach, jeśli wolno mi tu posłużyć się tak naturalistyczną metaforą.
Fabrycy i księżna mają w sobie coś, co my (w zdecydowanej większości) zatraciliśmy – potrafią czerpać z życia jakiś rodzaj pierwotnej radości. Są tego życia po prostu spragnieni. Nie stoją jednak w miejscu i nie wygłaszają monologów. Namiętność pcha ich do przodu, czyni każde doświadczenie i każdy kolejny dzień cennymi. Pasja recherchers du plaisir nie pozwala, żeby ból dyktował warunki. Nie ma we współczesnej literaturze bohaterów tak silnych i czystych jak oni.
Rozgrzeszenie
Nie chodzi mi o czystość w sensie moralnym, rzecz jasna. Fabrycy dopuścił się czynu, którego nie da się opisać inaczej jak „moralnie naganny”. Nie jesteśmy jednak w stanie go potępić.
Zygmunt Kałużyński w swoim tekście o twórczości Almodovara napisał, że namiętność ma w jego filmach rozgrzeszającą moc. Penelope Cruz morduje swojego męża, ale ten czyn nie wzbudza nawet cienia odrazy. Podobnie jest u Stendhala. Namiętność oczyszcza. Jest pierwotną potęgą, która niszczy stworzone przez społeczeństwo normy.
Piewcy chłodnego racjonalizmu będą się ze mną zapewne sprzeczać. Zanim jednak zaczną proponuję im odnaleźć w „Pustelni parmeńskiej” opis zazdrości jaką hrabia Mosca żywił względem Fabrycego. Gorączkowy, niemalże deliryczny rytm jego monologów oblewa policzki rumieńcami porównywalnymi z tymi o jakie Markiz de Sade przyprawiał zapewne niewinne białogłowy. Z tą różnicą, że Stendhal nie gorszy. On porywa.
Reguły pikiety
Jesteśmy nieautentyczni, wciąż gramy, chowamy się za maskami, itp. Banały, których dotkliwej prawdziwości dowiedli chociażby Kafka i Gombrowicz. Księżna Sanseverina potrafiła odnaleźć w nich przyjemność. Delektować się uczuciem ekscytacji, towarzyszącym każdemu aktorowi, gdy wstępuje na scenę.
„Dwór jest śmieszny, ale zajmujący, to zabawna gra, na której prawidła trzeba się zgodzić. Czy komu kiedy przyszło do głowy biadać na niedorzeczność reguł pikiety? A przecież skoro się raz do nich włożyć, miło jest dać przeciwnikowi pik-repik i kapotę”. To są słowa, które równie dobrze mogłaby wypowiedzieć markiza de Merteuil – a jednak brzmią zupełnie inaczej.
Stendhal „żył, pisał i kochał takim sercem, jakim ubóstwiał Cimarozę, Mozarta i Szekspira”. Nie było w nim ani w jego bohaterach zblazowania Valmonta (którego również uwielbiam, swoją drogą).
Dlatego też wszystkim zmęczonym neurotykom, pałającym żywą niechęcią do lasów i innych tego typu przybytków owadziej rozpusty polecam gorąco wakacje w ponapoleońskiej Italii.
Autor: Stendhal
Tytuł: Pustelnia parmeńska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2010
Kategoria: powieść
Liczba stron: 488
Oprawa: twarda z obwolutą
Cena: 39,90 zł































