Komisarz Peter Pascoe i jego przełożony podinspektor Dalziel to nietypowa drużyna. Zupełnie różni w swoich metodach, zupełnie różni pod względem charakteru i tacy sami co do chęci wymierzania sprawiedliwości przestępcom. Na ten duet trzeba uważać.
Akcja krąży wokół jednego konkretnego miejsca – Calliope Club – i konkrentej dziedziny – branży porno. W latach siedemdziesiątych kina pokazujące filmy dla dorosłych cieszyły się mieszaną opinią społeczeństwa, a purytańskie jednostki niechętnie widziały w swojej okolicy kogoś niepurytańskiego. Podobne emocje wywoływał Calliope Club – dzielił społeczeństwo i wywoływał dyskusje. Aż w końcu stał się tłem dla niezłego zamieszania.
Zaczęło się od tego, że Jack Shorter, dentysta detektywa Pascoe, podsuwa cynk, że według niego – jako specjalisty od zębów – ktoś podczas kręcenia jednego z filmów pokazywanych w Calliope mógł rzeczywiście ucierpieć i stracić kilka jedynek. Pascoe sumiennie sprawdza sugestię znajomego, lecz już chwilę później musi zająć się lawiną zupełnie nieprzewidzianych zdarzeń. Ginie szef kina Calliope Haggard, Jack Shorter okazuje się być oskarżony o molestowanie nieletniej, a na domiar złego aktorka, która miała rzekomo ucierpieć podczas kręcenia filmu porno, cieszy się wszystkimi swoimi zębami w najlepsze. Dalziel i Pascoe zagłębiają się w każdy wątek po kolei, by odkryć, że z każdym dniem mają coraz więcej roboty.
To jeden z tych kryminałów, w których akcja rozwiązuje się dopierano ostatnich stronach, a napięcie budowane jest powoli, by po serii ciekawych, ale nie nadzwyczaj wciągających rozdziałów czytelnik trafił na takie, które po prostu parzą. W dodatku intryga jest tak doskonale przemyślana, zorganizowana i przedstawiona, że nawet zwolennicy najbardziej spiskowych teorii dziejów nie rozczarują się zakończeniem – jest nieprzewidywalne, przewrotne i niebanalne – a więc takie, jakie wielu lubi najbardziej.
Powieść w dużej mierze przypomina oglądanie niezłego filmu sensacyjnego – nawet wiele sformułowań zawartych w książce przypomina kolejne ujęcia. Język umiejętnie zagęszcza atmosferę aż do kulminacyjnego punktu, a humor sprawia, że jest się w stanie do tego punktu dotrwać. Bohaterowie są tak autentyczni, że czytając tę książkę, Dalziela i Pascoe można mieć wręcz przed oczami. Przeszkadza trochę, że powieść nie oddaje klimatu czasów, w których rozgrywa się akcja – kryminały nie muszą być wszak uniwersalne.
Nawet osobom, które nie lubią powieści o policjantach i przestępcach „Małe sprzątanko” powinno się spodobać. Lekkie, ale zabawne i niegłupie, dobrze zapełnia czas i jest lepsze niż niejeden serial. W dodatku charyzma i bezkompromisowość głównych bohaterów w połączeniu z ich poczuciem humoru sprawiają, że… nie da się ich nie lubić.
Autor: Reginald Hill
Tytuł: Dalziel i Pascoe. Małe Sprzątanko
Wydawca: Wydawnictwo Nowa Proza
Data premiery: 25 sierpnia 2010
Kategoria: kryminał
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka
Cena: 29,99 zł































