Drugi tom przygód Flawii rozpoczyna się od zagadkowego wierszyka. Na kolejnych stronach robi się jeszcze ciekawiej. Rezolutna jedenastolatka, zdecydowanie zbyt inteligentna jak na swój wiek, zafascynowana chemią i żywiąca zamiłowanie do trucizn, znów stanie przed sprawą zagadkowego zabójstwa i tym razem będzie jego świadkiem. W „Badylu na katowski wór” czytelnik bliżej przyjrzy się także rodzinie Flawii, jej siostrom, a także ekscentrycznej ciotce. Jednocześnie czytelnicy dowiedzą się nieco więcej o popularnej formie rozrywki, jaką był w ówczesnych czasach teatr kukiełkowy.
Ciekawe jest to zacisze, w którym mieszka Flawia, budzące skojarzenia z „Morderstwami w Midsmomer”, gdzie trup ściele się równie gęsto. Aż dziw bierze, skąd w tak uroczej okolicy mam miejsce tyle wiele zgonów i niewyjaśnionych zagadek.
Podobnie jak w przypadku pierwszego tomu i tutaj wydawnictwo Vesper odeszło od oryginalnej okładki – prezentującej się raczej przeciętnie – by zaproponować czytelnikowi o wiele bardziej atrakcyjny graficznie koncept. Niezwykle klimatyczna i mocno związana z treścią powieści okładka. Tajemnicza scena, kościotrup oraz czaszki tu i ówdzie utrzymują dotychczasowy gotycko – adamsowy styl. Takie wydanie doskonale prezentuje się na półce domowej biblioteki, jak również wspaniale nadaje się na prezent dla starszych i młodszych czytelników.
Kwestie estetyczne to nie tylko okładka, ale także kolor czcionki identyczny z tym z poprzedniego tomu. Choć bordowa czcionka wspaniale prezentuje się na kremowych stronach, to jednak niezbyt korzystnie wpływa na oczy, tym bardziej jeżeli zamierzacie pochłonąć książkę „na raz”. Zresztą fascynująca treść , wartka akcja zachęca by, „zjeść” ją właśnie w taki sposób.
Dodatkowym atutem książki jest szkic Bishop’s Lacey i okolicy, który umożliwi czytelnikowi lepsze odnalezienie się tak w akcji powieści, jak również w wizualizacji otoczenia tak doskonale znanego Flawii. Na uwagę zasługuje także opis z tyłu książki. Nie raz i nie dwa zdarza się, że wydawca aż nadto stara się zareklamować swoją pozycję, efektem czego umieszcza na ostatniej stronie zbyt wiele informacji. W tym wypadku zdecydowanie tak nie jest. Opis wydawcy jest świetny, nie uchyla rąbka tajemnicy, jednocześnie wzbudzając w czytelniku niepowstrzymaną chęć sięgnięcia po książkę.
Alan Bradley utrzymuje czarny humor i przemyślenia Flawii na jeszcze wyższym poziomie niż w poprzedniej części. Tok myślenia bohaterki nie zmienia się, lecz również nie nudzi. Jej sposób na „odrobinę spokoju” jest zdecydowanie kontrowersyjny, lecz także zabawny. Panna de Luce nadal zgłębia zagadnienia chemii, potrafiąc wykorzystywać ją w coraz szerszym stopniu. Również jej ostry umysł i przenikliwa dedukcja sprawia, że miłośnicy powieści kryminalnych w stylu „Sherlocka Holmesa” powinni poczuć się usatysfakcjonowani. Podobnie zresztą sprawa wygląda w przypadku miłośników „Rodziny Adamsów”, gdyż dziewczynka nie traci nic z swojej mroczności, czarnego humoru i specyficznego hobby, którym jest szczególne zamiłowanie do trucizn. Tak jak w poprzednim tomie i tutaj trafić można na różnego rodzaju cytaty klasyków literatury, padające tak z ust głównej bohaterki, jak również innych postaci.
Czytelnicy ceniący spryt i poczucie humoru Flawii, zapewne z niecierpliwością oczekiwać będą tomu trzeciego o wdzięcznym tytule „Ucho od śledzia w śmietanie”.
Autor: Alan Bradley
Tytuł: Flawia de Luce. Badyl na katowski wór
Tytuł oryginału: The Weed That Strings the Hangman’s Bag
Cykl: Flawia de Luce
Wydawca: Wydawnictwo Vesper
Data wydania: 2010
Kategoria: powieść
Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Liczba stron: 364
Oprawa: miękka









więcej »



























